Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie, a także do prawidłowego działania i wygodniejszej obsługi. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług i innych witryn.
Masz możliwość zmiany preferencji dotyczących ciasteczek w swojej przeglądarce internetowej. Jeśli więc nie wyrażasz zgody na zapisywanie przez nas plików cookies w twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki, lub opuść naszą witrynę.
Jeżeli nie zmienisz tych ustawień i będziesz nadal korzystał z naszej witryny, będziemy przetwarzać Twoje dane zgodnie z naszą Polityką Prywatności. W dokumencie tym znajdziesz też więcej informacji na temat ustawień przeglądarki i sposobu przetwarzania twoich danych przez naszych partnerów społecznościowych, reklamowych i analitycznych.
Zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies możesz cofnąć w dowolnym momencie.
Gdy spojrzy się do katalogów lornetek firmy Leitz, które były wydawane do 1955 roku, znajdziemy w nich prawie wyłącznie modele wyposażone w pryzmaty ustawione w systemie Porro I. To bardzo wydajny układ odwracający, który działa na zasadzie całkowitego wewnętrznego odbicia, a przez to nie wymaga stosowania żadnych dodatkowych powierzchni odbijających lub powłok fazowych. W tym układzie wiązka światła odbija się tylko cztery razy, a jednocześnie mamy tam możliwość sklejenia pryzmatów ze sobą, co zmniejsza liczbę granic powietrze-szkło do tylko dwóch. Jakby tego było mało, wiązka wychodząca z pierwszego pryzmatu jest mniejsza niż wchodząca do niego, a to umożliwia zmniejszenie drugiego pryzmatu, a przez to uzyskanie oszczędności na wadze i rozmiarach całego instrumentu.
Układ odwracający pryzmatów typu Porro I.
Oferta firmy Leitz była wtedy naprawdę bogata. Zaczynała się od małych teatralnych modeli o parametrach 3x13.5 oraz 3.2x14. Pierwszy z nich miał nazwę Binar i był zbudowany w systemie odwróconego Porro. W drugim, nazwanym Oberon, zastosowano oryginalny system pryzmatów Lemana-Sprengera.
Idąc w kierunku większych obiektywów mieliśmy model Bitur 4x20, w którym wykorzystano już klasyczne pryzmaty Porro I choć ułożone bardziej w pionie niż w poziomie, przez co linia obiektywów znajdowała się niejako ponad linią okularów.
----- R E K L A M A -----
Lornetka Leitz Bitur 4x20 produkowana w latach 1925-1959.
Następnie mieliśmy lornetki z obiektywami o średnicy 30 mm. W klasie 6x30 oferta obejmowała model Bidox wyposażony w indywidualny system ustawiania ostrości oraz model Bidoxit z centralnym systemem opartym o ruchomy mostek okularowy. Podobnie było w klasie 8x30, gdzie występowały odmiany o nazwach Binux i Binuxit.
Lornetka Leitz Binuxit 8x30 produkowana w latach 1927-1962.
W klasie 40 mm był dostępny tylko jeden model o parametrach 10x40 charakteryzujący się świetnym polem widzenia wynoszącym 7.3 stopnia. W wersji z indywidualnym ustawianiem ostrości nazywał się Campar, a w wariancie z mostkiem okularowym Camparit. Jeśli chodzi o obiektywy o średnicy 50 mm, były tutaj dostępne parametry 7x50, 10x50 i 12x50. W tym pierwszym przypadku oferowano warianty Marsept i Marseptit, w drugim Mardix i Mardixit, natomiast w trzecim Campomar i Campomarit.
Lornetka Leitz Marseptit 7x50 produkowana w latach 1932-1962.
Co ciekawe, najbogatsza oferta znajdowała się w średnicy obiektywu wynoszącej 60 mm, bo tam mieliśmy do czynienia z aż czterema parami modeli o parametrach 8x60, 10x60, 12x60 i 15x60. Ich nazwy to odpowiednio: Marocto/Maroctit, Decimar/Decimarit, Mardoce/Mardocit oraz Campofort/Campofortit.
Lornetka Leitz Decimarit 10x60 produkowana w latach 1937-1959.
Pierwsza połowa lat 50-tych XX wieku była już jednak zmierzchem tej bogatej oferty, bo wielkimi krokami nadchodziły zmiany, które można było śledzić, zerkając na wnioski patentowe, które zgłaszał wtedy Leitz poprzez swojego głównego optyka Maximiliana Ludewiga. W październiku 1950 roku zgłosił on wniosek dotyczący projektu okularów pięcioelementowych przeznaczonych do instrumentów optycznych. Trzy pierwsze miały wąskie kąty widzenia sięgające tylko 42 stopni i były najprawdopodobniej konstrukcjami przeznaczonymi do mikroskopów. Najbardziej interesujące były jednak dwa kolejne. Jeden z nich miał pole własne sięgające aż 78 stopni i odstęp źrenicy wynoszący 86.5% ogniskowej, a drugi pole aż 90 stopni z mniejszym odstępem sięgającym 78.05% ogniskowej.
Projekty dwóch okularów szerokokątnych z wniosku patentowego M. Ludewiga z Leitz GMBH.
W tym samym 1950 roku Ludewig dorzucił jeszcze wniosek dotyczący zupełnie nowego układu odwracającego, który był oparty o połączenie pryzmatu dachowego oraz luster. Później został on dodatkowo udoskonalony przez Daniela Schade.
Projekt układu odwracającego obraz z wniosku patentowego M. Ludewiga z Leitz GMBH.
Wszystkie te działania doprowadziły do tego, że w roku 1956 w ofercie firmy Leitz pojawiła się zupełnie nowa lornetka, która na dodatek nie była wyposażona w pryzmaty Porro. Mowa tutaj o modelu Amplivid 6x24, który oferował imponujące pole widzenia sięgające 12 stopni. Było ono uzyskane m.in. dzięki wykorzystaniu wspomnianego przed chwilą układu odwracającego autorstwa Ludewiga i Schade oraz zastosowaniu szerokokątnego okularu.
Leitz Amplivid 6x24
Wydaje się, że nie był to 5-elementowy okular z wcześniej omawianego wniosku Ludewiga. Katalogi lornetek Leitza z lat 1956-1959 prezentują schemat optyczny Amplivida i widać tam znacznie bardziej zaawansowaną konstrukcję opartą najprawdopodobniej o aż 7-8 soczewek ustawionych w 4 grupach.
Schemat optyczny lornetki Leitz Amplivid 6x24 prezentowany w katalogach lornetek Leitz z lat 1956-1959.
Amplivid 6x24 był lornetką przełomową i do obecnych czasów zyskał status modelu kultowego. Nic więc dziwnego, że poświęciliśmy mu jeden z
poprzednich odcinków serii "Legendarne lornetki". Nie był jednak pozbawiony wad. Główną z nich była mała transmisja wynikająca z zastosowania skomplikowanego układu optycznego oraz systemu odwracającego, w którym dochodziło do odbić światła na dwóch powierzchniach lustrzanych. W tamtych czasach pokrywano je aluminium, które odbija średnio około 90% światła, a więc strata na dwóch odbiciach wynosiła prawie 20%. Nie mówiąc o tym, że z czasem ten wynik ulegał pogorszeniu, bo aluminium miało tendencję do utleniania się i ciemnienia. Drugim mankamentem było zastosowanie klasycznego, ruchomego mostka okularowego, który uniemożliwiał pełne uszczelnienie lornetki.
Leitz Amplivid 6x24 i Leitz Trinovid 6x24.
Z tym ostatnim problemem zmierzył się kolejny inżynier z Leitz GMBH, a mianowicie Kurt Jensen, który już w styczniu 1955 roku zgłosił wniosek patentowy dotyczący lornetki, w której ostrość ustawiano całkowicie wewnętrznie. Dotyczyło to zarówno centralnego systemu, jak i korekty dioptrażu. System ten był oparty o ruchome soczewki umieszczone pomiędzy achromatycznymi obiektywami, a układem odwracającym.
Projekt zamkniętego systemu ustawiania ostrości w lornetce z wniosku patentowego K. Jensena z Leitz GMBH.
Żeby jeszcze bardziej zagmatwać sytuację, schemat ten przedstawiał lornetkę, w której zastosowano okular 4-elementowy z soczewkami ustawionymi w trzech grupach.
Nie trzeba było jednak długo czekać, aby lornetka przedstawiona na schemacie z wniosku patentowego pojawiła się na rynku. W latach 1957-1958 Leitz wyprodukował bowiem około 1000 sztuk prototypowej serii obejmującej modele 7x42 i 8x40. Lornetki miały imponujące pole widzenia sięgające prawie 10 stopni, ale były duże i ciężkie, bo ich waga przekraczała 900 gramów.
Prototypowa lornetka Leitz Trinovid produkowana w latach 1957-1958.
Modele te nie były dostępne w powszechnej sprzedaży i na próżno było ich szukać w katalogach firmy Leitz. Katalog z 1958 roku, do którego mam dostęp, z nowych lornetek pokazuje tylko Amplivida 6x24.
Prototypowa seria nie została przyjęta zbyt dobrze, z racji wspominanych wcześniej problemów z transmisją związanych z utlenianiem aluminiowych powierzchni lustrzanych, dużej wagi oraz uciążliwości w serwisowaniu. Nie bez znaczenia była także wysoka cena sięgająca 650 marek niemieckich. Była to bowiem kwota prawie dwa razy wyższa niż ówczesne średnie miesięczne zarobki netto. Dla porównania dzisiejsze lornetki Leiki z serii Ultravid HD+, które są niejako kontynuacją linii Trinovidów, kosztują trochę ponad 2000 Euro, podczas gdy średnia dzisiejsza pensja w Niemczech dochodzi do 3000 Euro netto na miesiąc.
Prototypowa seria stała się jednak pewnego rodzaju jaskółką kolejnych zmian, a jedną z nich zaanonsowała już na swojej obudowie. Pod koniec produkcji na mostku łączącym oba obiektywy ze sobą po jednej stronie pojawiło się logo Leitz, a po drugiej drukowany napis TRINOVID, który w przyszłości miał stać się znakiem firmowym większości lornetek tej firmy.
Prototypowa lornetka Leitz Trinovid produkowana w latach 1957-1958.
Fraza "trinovid" ma genezę w łacinie i pochodzi od zwrotu tri novus oznaczającego trzy nowości lub trzy innowacje. Firma Leitz miała tutaj na myśli zupełnie nowy układ odwracający, nowy wewnętrzny system ustawiania ostrości oraz wewnętrzną korektę dioptrażu. W późniejszych materiałach reklamowych odnosiła się także do trzech cech, a mianowicie wysokiej jakości obrazu, kompaktowej i ergonomicznej obudowy oraz całkowitego wewnętrznego ustawiania ostrości.
Leitz Amplivid 6x24 i Leitz Trinovid 6x24.
Końcówka lat 50-tych i początek 60-tych przyniosła mnóstwo zmian w ofercie lornetek firmy Leitz. Wspominany już tutaj katalog z 1958 roku prezentował nowego Amplivida 6x24, ale nie było w nim już porropryzmatycznych modeli o parametrach 6x30 i 12x50. W roku 1960 znikają modele 10x40 i 10x60, a w roku 1962 reszta lornetek zbudowanych w systemie Porro. Oryginalny z racji nietypowego systemu pryzmatów Oberon 3.2x13.8, który był wprowadzony na rynek w roku 1952, znikał i pojawiał się falami. Nie figuruje on w katalogach z lat 1958-1959, ale niektóre źródła podają, że był obecny w nich nawet w roku 1984. Jakby tego było mało, w 1963 roku kończy się produkcja Amplivida. Leitz jest wtedy gotowy do zaprezentowania zupełnie nowej oferty swoich lornetek.
Leitz Oberon 3.2x13.8 wprowadzony na rynek w roku 1952.
Daty tych wydarzeń nie są przypadkowe, bo rynek optyki sportowej dojrzał wtedy do naprawdę dużych zmian. Do tego czasu niepodzielnie królował system pryzmatów Porro w trzech jego odmianach, czyli typu I, typu II oraz w układzie odwróconym. Pewnym rodzynkiem była firma Hensoldt Wetzlar, która skupiła się głównie na modelach z pryzmatami Abbe-Koeniga. Ich flagowa seria o nazwie Dialyt na przestrzeni lat obejmowała modele o najróżniejszych parametrach. Były tam maluchy klasy 6x30 i 8x30, średnie 6x42 i 7x42, trochę większe 7x50, 8x50 i 10x50 i nocne instrumenty klasy 7x56, 8x56, 10x56 i 16x56. Tyle że Hensoldt od 1928 roku należał do niemieckiego Zeissa i bardzo ładnie uzupełniał on jego ofertę, która od czasu przenosin do Oberkochen do 1963 roku włącznie była oparta o lornetki porropryzmatyczne.
Świat niemieckiej optyki nie jest duży, przepływ kadry i informacji był wtedy dość swobodny, więc firma Leitz musiała wiedzieć o planach, jakie na rok 1964 miał Zeiss. A były one takie, że on także zdecydował się na stopniowe odchodzenie od produkcji lornetek Porro i zamierzał skupić się na modelach dachowopryzmatycznych. Głównym koniem pociągowym nie miały być jednak duże pryzmaty Abbe-Koeniga, lecz znacznie mniejszy układ Schmidta-Pechana. Już w roku 1964 ukazał się więc pierwszy model tego typu, a mianowicie Zeiss Dialyt 8x30 B.
Układ odwracający złożony z pryzmatów Schmidta-Pechana.
W tej sytuacji trudno się dziwić temu, że firma Leitz też stawiała na innowacje. Skoro nie udał się ruch wyprzedzający z systemem odwracającym opartym o pryzmat i lustra, należało spróbować czegoś innego. W tym czasie inżynierowie Leitza podjęli więc dwie ważne decyzje. Pierwsza dotyczyła właśnie zmiany układu odwracającego pryzmatów. Leitz dalej pragnął być oryginalny i nie chciał używać układów Schmidta-Pechana oraz Abbe-Koeniga, które rozwijał jego główny konkurent. Zapadła więc decyzja o użyciu znanego już od 1907 roku układu pryzmatów Uppendahla.
Układ odwracający pryzmatów w systemie Uppendahla.
W tym przypadku mamy do czynienia z trzema pryzmatami, z których dwa pierwsze są typu Bauernfeinda, a ostatni dachowy. Wszystkie te elementy są sklejone w jeden blok, a więc mamy tutaj do czynienia z tylko dwiema granicami powietrze-szkło. To istotna zaleta w stosunku do układu Schmidta-Pechana, gdzie zawsze musi występować szczelina powietrzna. Nie zmienia się za to liczba odbić, bo w obu układach światło odbija się aż sześciokrotnie. Oba systemy wymagają pokrywania jednej powierzchni odbijającej - w pryzmatach Uppendahla pierwsze odbicie jest pod takim kątem, że nie zachodzi tam zjawisko całkowitego wewnętrznego odbicia. W obu przypadkach mamy też do czynienia z pryzmatem dachowym, więc mamy przesunięcia fazowe obniżające jakość i kontrast obrazu. Pryzmaty Uppendahla są tylko minimalnie większe od układu Schmidta-Pechana więc także umożliwiają konstruowanie lornetek małych i zgrabnych, w których linia obiektywów pokrywa się z linią okularów.
Schemat optyczny lornetki Leitz Trinovid 7x42 B produkowanej w latach 1968-1986 skonstruowanej w systemie Uppendahla.
Druga decyzja inżynierów Leitza była związana z wewnętrznym systemem ustawiania ostrości. W patencie Jensena z 1955 roku wykorzystanym potem w prototypowych Trinovidach 7x42 i 8x40, zastosowano rozwiązanie z ruchomą soczewką umieszczoną za achromatycznym obiektywem. Dzisiaj jest ono bardzo powszechne, ale kilkadziesiąt lat temu sprawiało sporo problemów. Zostały one szczegółowo opisane przez Helmuta Beckera, Kurta Jensena, Ernsta Leitza i Waltera Rinkera w serii kolejnych prac patentowych zgłaszanych w latach 1962-1967.
Leitz Amplivid 6x24 i Leitz Trinovid 6x24
Dostęp do egzotycznych gatunków szkła, w szczególności takich o niskiej dyspersji, był wtedy bardzo ograniczony, więc 3-elementowy obiektyw z jedną soczewką ruchomą był bardzo trudny do skorygowania o aberrację chromatyczną i astygmatyzm. Jednocześnie, przy tej samej średnicy obiektywów, jeśli chcieliśmy stosować okulary o różnych ogniskowych, tak aby oferować różne powiększenia, zakres ruchu soczewek ogniskujących musiał być różny. Ruszanie dużą soczewką z grupy obiektywowej wymagało też użycia sporego i ciężkiego mechanizmu, a to wpływało istotnie na wagę całego instrumentu, a jednocześnie odsuwało środek ciężkości od obserwatora.
Schemat lornetki Leitz Trinovid 8x32 z patentu H. Becker et al. 1967.
Wspomniana już grupa inżynierów kierowana przez Helmuta Beckera zaproponowała więc nowy mechanizm, który polegał na ruszaniu elementami okularów. Klejony dublet znajdujący się przy oku obserwatora pozostawał nieruchomy i zapewniał przez to pełną szczelność instrumentu, a ostrość była ustawiana przez ruch pozostałych dwóch grup soczewek okularowych. Jedna ze śrub, ta umieszczona bliżej obserwatora, była odpowiedzialna za centralne ustawianie ostrości, a więc jednoczesny ruch obu okularów. Druga śruba, znajdująca się bliżej obiektywów, była odpowiedzialna za korektę dioptrażu i ruszała już tylko jednym z okularów. To rozwiązanie dawało więc pełną szczelność, kompaktowe rozmiary, zmniejszało wagę lornetki i przenosiło środek ciężkości bliżej obserwatora.
Leitz Trinovid 6x24 z pierwszego roku produkcji.
Zostało ono zastosowane we wszystkich trzech nowych lornetkach z linii Trinovid zaprezentowanych przez Leitza w roku 1963. Były to instrumenty o parametrach 6x24, 8x32 oraz 10x40. W 1965 roku dołączyły do nich jeszcze 7x35 B i 8x40 B, a w 1968 model 7x42 B. Wejście rynkowe Leitza było więc bardzo mocne, bo jego główny konkurent, czyli Zeiss odpowiedział w tym czasie trochę skromniejszą ofertą Dialytów o parametrach 8x30, 10x40 i 8x56.
Leitz Trinovid 8x32. Po lewej egzemplarz z 1965 roku, po prawej z 1972 roku.
Główny bohater naszej opowieści, czyli Trinovid 6x24, zachował ogromne pole oferowane przez Amplivida. Wciąż mieliśmy więc do czynienia z wartością wynoszącą aż 12 stopni (212 metrów na 1000 metrów), co oznaczało zastosowanie okularów o polu własnym sięgającym 72 stopni (wg wzoru uproszczonego). Ceną za to ogromne pole był mały odstęp źrenicy, który wynosił około 11-12 mm. Lornetka jest bardzo mała i zgrabna. Jej wysokość to tylko 97 mm (dla wersji z bakelitowymi muszlami), a szerokość przy najszerszym rozstawie okularów sięga 114 mm. Zewnętrzna średnica tubusu z obiektywem to 38 mm. Rozstaw okularów można regulować w zakresie od 56.5 do 76.3 mm. Natomiast waga wynosi dokładnie 439 gramów i wzrosła w stosunku do Amplivida o prawie 85 gramów.
Leitz Trinovid 6x24 wraz z akcesoriami dołączanymi w zestawie.
Kupujący dostawał w zestawie skórzany futerał (w wersji twardej lub miękkiej) z własnym paskiem oraz także skórzany, lecz dość cienki pasek na szyję. W komplecie nie było żadnych dekielków. W momencie premiery lornetka kosztowała około 160-180 USD w zależności od miejsca zakupu i wyposażenia. Uwzględniając inflację, kwota 160 USD z 1963 roku odpowiada dzisiejszej wartości około 1740 USD.
Leitz Trinovid 6x24 z pierwszego roku produkcji.
Formalnie Trinovid 6x24 gościł na rynku przez tylko trzy lata i jego produkcji zaprzestano w roku 1965. Szacunki bazujące na numerach seryjnych poszczególnych modeli mówią, że w sumie wyprodukowano tutaj tylko 3-4 tysiące egzemplarzy. Na przełomie lat 60-tych i 70-tych XX wieku, na fali zainteresowania Trinovidami, które było związane z tym, że lornetki tej serii poleciały w Kosmos w ramach misji Apollo, Leitz wyprodukował kolejną niewielką serię Trinovidów 6x24.
Zdjęcie lornetki Leitz Trinovid 6x24 z ulotki reklamowej wydanej z okazji targów Photokina 1963.
W tamtym momencie ceny tej lornetki wzrosły do poziomu 219 USD za wersję z futerałem miękkim oraz 225 USD za wersję z futerałem twardym. Ta pierwsza wartość odpowiada dzisiejszemu poziomowi ponad 1800 USD.
Fragment katalogu firmy Leitz przeznaczonego za rynek amerykański i wydanego w roku 1970.
Co ciekawe, pomimo krótkiego okresu produkcji i małej liczby wyprodukowanych sztuk, mamy tutaj sporo wariantów. W pierwszym roku produkcji lornetka miała twarde, bakelitowe muszle okularowe. Dodatkowo na przodzie tubusów nie umieszczono żadnego logotypu producenta. Logo i napis Wetzlar widniało tylko na obręczy jednego z okularów, po drugiej stronie tego samego okularu był jeszcze napis GERMANY i numer seryjny. Natomiast na drugim okularze znajdował się napis TRINOVID oraz podstawowe parametry lornetki.
Leitz Trinovid 6x24 z pierwszego roku produkcji.
W modelach z drugiej połowy roku 1964 na froncie lornetki pojawił się prostokątny, czarny emblemat z logotypem i napisem Wetzlar. Logo nie widniało już więc na okularze, ale pozostały tam napisy z nazwą kraju, numerem seryjnym i parametrami. Pod koniec tego roku i w roku 1965 pojawiają się dodatkowo modele, w których zastosowano gumowe muszle okularowe.
Leitz Trinovid 6x24 wyprodukowany w roku 1965. Fot. M. Górko
W przypadku modeli wyprodukowanych na przełomie lat 60-tych i 70-tych XX wieku logotyp na tubusie lornetki jest już okrągły, a muszle są gumowane z możliwością ich zagięcia. Zmiany dotknęły też wyglądu i funkcjonalności zaczepów do paska na szyję. Numery seryjne tych lornetek zawierają się w przedziale od 75XXXX do 78XXXX i były one dostępne głównie na rynku amerykańskim do połowy lat 70-tych, gdy dilerzy wyprzedawali zapasy magazynowe, oferując rabaty sięgające prawie 10%.
Leitz Trinovid 6x24 wyprodukowany w roku 1965. Fot. M. Górko
Warte podkreślenia jest to, jak świetne pola widzenia miał pierwszy rzut Trinovidów. W modelu 6x24 mieliśmy wspominane już pole 12 stopni, co oznaczało zastosowanie okularów o polu własnym wynoszącym 72 stopnie. Model 8x32 dawał pole 8.5 stopnia, więc tam pole własne wynosiło 68 stopni, natomiat w 10x40 mieliśmy pole równo 7 stopni, a więc pole okularu sięgało 70 stopni. Jak widać Trinovid 6x24 był unikalny, bo wypadał tutaj najlepiej zarówno pod względem pola całej lornetki, jak i pola okularu. Nigdy później w historii firmy Leitz i Leica nie uzyskaliśmy osiągów na choć zbliżonym poziomie. Co więcej, zmiany idące w kierunku mniejszych pól, ale z lepszym odstępem źrenicy, pojawiły się naprawdę szybko. Już w roku 1965 weszły na rynek Trinovidy 7x35 B i 8x40 B, a w 1968 roku 7x42 B. W żadnym z tych modeli pole okularów nie przekraczało 60 stopni.
Strona z francuskiego katalogu firmy Leitz z 1963 roku poświęcona lornetce Trinovid 6x24.
Następna generacja Trinovidów pojawiła się w roku 1973 i wtedy Leitz zaprezentował modele 8x32 B i 10x40 B z polami odpowienio 7.4 i 6.3 stopnia. Jednocześnie nie zdecydował się on na odświeżenie modelu 6x24. Argumentowano to tym, że wolumen sprzedażowy tej lornetki był zbyt mały, bo klienci, mając do wyboru 6x24 lub 8x32, znacznie częściej wybierali tą drugą, tym bardziej że jej cena była tylko małe kilkanaście procent wyższa.
Leitz Trinovid 6x24 z pierwszego roku produkcji.
Na zakończenie pozostało nam omówienie własności optycznych i mechanicznych Trinovida 6x24. Faktycznie wyeliminował on główne bolączki Amplivida 6x24. Dostaliśmy więc zamkniętą i w pełni szczelną konstrukcję, która była na dodatek bardziej kompaktowa. Wiązało się to jednak ze zwiększeniem wagi o 85 gramów.
Leitz Trinovid 6x24 wyprodukowany w roku 1965. Fot. M. Górko
Jeśli chodzi o własności optyczne, duży zysk pojawił się w przypadku transmisji. Amplivid w jej piku pokazywał wyniki na poziomie 60-63%, tymczasem nowe Trinovidy dawały rezultaty podchodzące pod okolice 75-80%. Oczywiście, jak na dzisiejsze standardy, nie są to osiągi imponujące. Trzeba jednak pamiętać, że w latach 60-tych XX wieku nie używano jeszcze powłok wielowarstwowych, szkło nie miało tak wysokiej przejrzystości jak obecnie, a na powierzchni odbijającej pryzmatów Uppendahla Leitz używał utwardzonego aluminium. Srebrne powłoki oraz powłoki fazowe pojawiły się dopiero prawie trzydzieści lat później, wraz z premierą kolejnej generacji Trinovidów w 1990 roku.
Leitz Trinovid 6x24 z pierwszego roku produkcji.
Bolączką omawianej lornetki jest mały odstęp źrenicy, który powoduje, że oczy trzeba przykładać bardzo blisko soczewek okularowych. Choć jeśli nie nosi się okularów, nie jest to aż tak dużym problemem i obserwacje mogą być dość komfortowe. Oczywiście skorygowanie tak dużego pola, przy technologii dostępnej w latach 60-tych XX wieku, było bardzo trudne. W efekcie na brzegu mamy zauważalny spadek ostrości, sporą dystorsję i wyraźną aberrację chromatyczną.
Natomiast jeśli chodzi o centrum pola widzenia, to nie można mieć żadnych poważniejszych zastrzeżeń. Obraz jest ostry, pozbawiony większości wad optycznych i bardzo przyjemny w odbiorze. Puryści mogą jednak narzekać na zauważalne ocieplenie obrazu - nuty żółto-zielone są łatwo dostrzegalne. Każdy jednak doceni ogromne pole widzenia, które połączone z udanym projektem obudowy, właściwą ergonomią i nieprzesadzonym powiększeniem, powodują, że Trinovida 6x24 nie chce się odklejać od oczu.
Przyjemność obserwacji jest tutaj naprawdę duża i można tylko żałować, że Leica nie zdecydowała się na wskrzeszenie tego projektu z wykorzystaniem współczesnych technologii. A przecież wcale nie było do tego tak daleko, bo kilka lat temu zrobiła to z modelami 7x35, 8x40 i 10x40, które środowisko miłośników optyki ochrzciło mianem Retrovidów.
Leica Trinovid 10x40 w różnych wariantach zapowiedziana w 2017 roku.
W ostatnich latach na rynku lornetkowym mamy powrót mody na naprawdę duże pola widzenia. Pojawia się coraz więcej modeli, gdzie znów pola okularów dochodzą do okolic 70 stopni. Wystarczy tutaj wspomnieć takie serie jak Swarovski NL Pure, Zeiss SFL, Nikon Monarch HG, czy nawet wyraźnie tańszy Prostaff P7.
Trochę szkoda, że w ten trend nie włączyła się Leica. Ani współczesne Trinovidy HD, ani droższe Ultravidy HD+, ani nawet najdroższa seria o nazwie Noctivid nie oferuje okularów z polami większymi niż 65 stopni. Warto jednak zaznaczyć, że od premier tych wszystkich serii mija właśnie dekada. Przecież Ultravidy HD+ zaprezentowano w 2014 roku, Trinovidy HD w 2015, natomiast Noctividy 8x42 i 10x42 w sierpniu 2016 roku.
Leitz Amplivid 6x24 i Leitz Trinovid 6x24.
Mam więc nadzieję, że Leica dojrzała już do zaprezentowania następców wszystkich tych trzech serii, a w nich ujrzymy pola na poziomie 70 stopni. Bardzo chciałbym, aby pośród nowych premier pojawiły się lornetki powiększające 6-7 razy, które byłyby pięknym nawiązaniem do kultowego Trinovida 6x24. Choć, szczerze mówiąc, wątpię, że Leica zdecyduje się na taki ruch. Ale trochę pomarzyć zawsze przecież można...
Wygląda na to, że korzystasz z oprogramowania blokującego wyświetlanie reklam.
Optyczne.pl jest serwisem utrzymującym się dzięki wyświetlaniu reklam. Przychody z reklam pozwalają nam na pokrycie kosztów związanych z utrzymaniem serwerów, opłaceniem osób pracujących w redakcji, a także na zakup sprzętu komputerowego i wyposażenie studio, w którym prowadzimy testy.
Będziemy wdzięczni, jeśli dodasz stronę Optyczne.pl do wyjątków w filtrze blokującym reklamy.