Przetwarzanie danych osobowych

Nasza witryna korzysta z plików cookies

Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie, a także do prawidłowego działania i wygodniejszej obsługi. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług i innych witryn.

Masz możliwość zmiany preferencji dotyczących ciasteczek w swojej przeglądarce internetowej. Jeśli więc nie wyrażasz zgody na zapisywanie przez nas plików cookies w twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki, lub opuść naszą witrynę.

Jeżeli nie zmienisz tych ustawień i będziesz nadal korzystał z naszej witryny, będziemy przetwarzać Twoje dane zgodnie z naszą Polityką Prywatności. W dokumencie tym znajdziesz też więcej informacji na temat ustawień przeglądarki i sposobu przetwarzania twoich danych przez naszych partnerów społecznościowych, reklamowych i analitycznych.

Zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies możesz cofnąć w dowolnym momencie.

Optyczne.pl

Artykuły

Canon EOS M50 w naszych rękach

Canon EOS M50 w naszych rękach
26 lutego 2018

1. Canon EOS M50 w naszych rękach

Wstęp do naszych pierwszych wrażeń należy zacząć od wyznaczenia miejsca, gdzie znajduje się M50 – nomenklatura Canonowskich bezlusterkowców jest bowiem dość skomplikowania i niezbyt intuicyjna. EOS M50 znajduje się więc powyżej najbardziej amatorskiego M100, lecz poniżej M6. Dotychczas najbardziej zaawansowanym bezlusterkowcem zaprezentowanym przez japońskiego producenta jest M5 i to on zajmuje pozycję na szczycie. Wciąż jednak nie doczekaliśmy się prawdziwego flagowca tej serii i, oczywiście, opisywana premiera takiej pozycji nie zajmuje.

Pod względem rozmiarów i wielkości rękojeści M5 i M50 są bardzo podobne. M50 jest jednak wyraźnie lżejszy, ze względu na brak elementów magnezowych w obudowie. Porównania liczbowe prezentują się następująco: wymiary M5 to 115.6×89.2×60.6 mm, a M50 116.3×88.1×58.7 mm. Waga M50 wynosi 390 g, M5 natomiast 427 g. Odpowiednie zdjęcia można zobaczyć poniżej. Nowy bezlusterkowiec znajduje się po prawej stronie.

Canon EOS M50 w naszych rękach - Canon EOS M50 w naszych rękach



- - - - - - - - - - - - - - - - - - R E K L A M A - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Canon EOS M50 w naszych rękach - Canon EOS M50 w naszych rękach

Canon EOS M50 w naszych rękach - Canon EOS M50 w naszych rękach

Dzięki dość sporemu uchwytowi i przyczepnej fakturze materiału, którym jest pokryty, aparat leży w dłoni bardzo pewnie. Warto jednak zaznaczyć, że do dyspozycji mieliśmy jedynie lekki obiektyw 18–150 mm f/3.5–6.3. Prawdopodobnie z cięższymi konstrukcjami podpiętymi za pomocą adaptera komfort chwytu nie będzie już tak wysoki.

Sercem aparatu jest znana już z kilku poprzednich aparatów Canona 24.2-megapikselowa matryca APS-C CMOS wyposażona w Dual Pixel AF. Przypomnijmy, że dzięki tej technologii, zgodnie z którą każdy piksel składa się z dwóch subpikseli, możliwe jest ogniskowanie za pomocą detekcji fazy. Sensor wspierany jest przez najnowszy procesor DIGIC 8.

Mimo że EOS M50 plasowany jest poniżej M6 i M5, to w końcu doczekaliśmy się filmowania w jakości 4K (25/24p), co jest chyba pewnym zaskoczeniem, bowiem zazwyczaj funkcja ta wprowadzana była do wyższych modeli, by następnie „przeniknąć” do aparatów bardziej amatorskich. Szkoda jednak, że na tym polu spotkamy się z potężnymi ograniczeniami. Co najważniejsze, przewaga Canona i jego świetnej, autorskiej technologii Dual Pixel nie będzie tu mieć żadnego znaczenia, bowiem ustawianie ostrości w 4K odbywać się może tylko za pomocą detekcji kontrastu. Z łatwością zauważymy więc „pompowanie” autofokusa. Drugim ograniczeniem jest crop. Przycięcie obrazu wynosi aż 1.56 x (z cyfrową stabilizacją 1.75x, a zwiększoną cyfrową stabilizacją 2.2x), co, w połączeniu z formatem APS-C matrycy daje nam 2.5-krotne przycięcie obrazu względem pełnej klatki! Na plus zatem należy zaliczyć fakt, że w aparacie bezlusterkowym Canona jakość 4K w końcu się pojawiła, ale nie jest to jeszcze na pewno to, czego oczekuje (i słusznie, patrząc na konkurencję) wielu użytkowników. Możemy więc domniemywać, że „prawdziwe” 4K pojawi się wraz z premierą kolejnego flagowca, a to, co otrzymujemy w M50, to jedynie preludium.

EOS M50 jest także pierwszym aparatem Canona, w którym znalazła się elektroniczna migawka. Niestety, jest ona dostępna jedynie po wybraniu trybu cichego w jednej ze scen na pozycji SCN. W efekcie, aparat działać będzie w pełnej automatyce.

4K nie jest jedyną nowością, tych bowiem „upchano” do M50 sporo. Jedne z najważniejszych zmian dotknęły modułu autofokusa. Tutaj więc pokrycie kadru punktami wynosi aż 100% wysokości i 88% szerokości kadru – dla porównania, w M5 było to 80% i 80%. W efekcie, ilość punktów do wyboru wynosi 143 (99 w starszym bracie). Jednakże i tutaj spotkamy się z pewnym ograniczeniem. Takie pokrycie kadru będzie aktywne tylko z obiektywami: EF-M 55–200 f/4.5–6.3 IS STM, EF-M 18–150 mm f/3.5–6.3 IS STM oraz EF-M 28 mm f/3.5 Macro IS STM a także z niektórymi obiektywami EF-S/EF podpiętymi za pomocą adaptera. Niestety, nie zostało sprecyzowane, z którymi. Poza tym, zakres detekcji zaczyna się teraz od 0 EV, a nie od 1 EV (dla ISO 100), co oznacza, że aparat będzie w stanie ogniskować przy mniejszej ilości światła niż M5. Poza tym, dopracowano autofokus strefowy, zmniejszając wielkość pojedynczego punktu w strefie, co przełożyć się ma na dokładniejsze ogniskowanie. W M5 zatem w pojedynczej strefie mieści się 5×5 punktów, przy czym w M50 było to 3×3. Sama wysokość strefy wzrosła natomiast o 15%.

To nie jedyne ulepszenia, które spotkały moduł autofokusa. Usprawniono działanie śledzenia. Procesor analizuje więc większy obszar wokół śledzonego obiektu, dzięki czemu ciężej będzie go zgubić. Dodatkowo, w procesie śledzenia analizowane jest nie tylko położenie obiektu w danym momencie, lecz również tworzona jest mapa rozmycia pomiędzy obiektem a tłem. W efekcie, nie będzie miało miejsce zgubienie obiektu, którego kolorystyka przypomina kolorystykę tła. W biurze Canon Polska nie mieliśmy możliwości na szersze przetestowanie nowych algorytmów, lecz na pewno dokładniejszy test przeprowadzimy, gdy aparat znajdzie się w naszej redakcji. Kolejną nowością w autofokusie śledzącym jest po raz pierwszy występujący w bezlusterkowcach Canona autofokus oka. W menu nie możemy jednak wybrać, które oko będzie śledzone – aparat sam wybiera to bliżej położone. Przeprowadziliśmy krótki test tej funkcji i musimy przyznać, że aparat bardzo dobrze radzi sobie z wykrywaniem oka i ustawianiem na nie ostrości. Efektywność tej funkcjonalności możemy porównać z bezlusterkowcem Fujifilm X-E3. Niestety, autofokus oka nie zadziała podczas nagrywania filmów. Przeprowadziliśmy również test autofokusa w trybie pojedynczym. Działa on szybko i pewnie, jednakże zanim pojawi się zielona ramka, musi minąć stały ułamek sekundy. Być może jest to kwestia przedprodukcyjnego oprogramowania, a może za ten stan odpowiada wolny moduł autofokusa obiektywu Canon EF-M 18–150 mm f/3.5–6.3 IS STM.

Prędkość trybu seryjnego w najnowszym bezlusterkowcu wynosi 10 kl/s przy autofokusie pojedynczym oraz 7.4 kl/s w trybie ciągłym. W celu sprawdzenia pojemności bufora wykonaliśmy test na szybkiej karcie pamięci. W trybie pojedynczym udało nam się zapisać 29 zdjęć JPEG oraz 9 zdjęć RAW i 12 zdjęć Compact RAW (o którym piszemy poniżej). W trybie ciągłym z kolei, wartości te wynosiły, kolejno, 31 zdjęć, 9 zdjęć oraz 14 zdjęć. Bufor radził sobie bardzo dobrze ze zrzucaniem zdjęć na bieżąco, bowiem po skończonej serii na wyzerowanie go czekaliśmy zaledwie kilka sekund.

W EOS-ie M50 znalazło się również sporo nowości lub funkcji z wyższych modeli usprawniających wygląd zdjęć JPEG. Mamy więc do dyspozycji Digital Lens Optimiser, który korygować ma różnego typu abberacje oraz dyfrakcję analizując wykorzystany do wykonania fotografii obiektyw. Dodano również usprawniony tryb Highlight Tone Priority D+2, który ma sprawić, że na fotografii znajdzie się mniej przepalonych miejsc. W aparacie znalazło się również miejsce na funkcję wykrywania kurzu, która, za pomocą danych przekazywanych do oprogramowania zewnętrznego, pozwala na automatyczne „wystemplowanie” zanieczyszczonych fragmentów zdjęć.

Tryb filmowy to nie tylko jakość 4K. Dostaliśmy również 120 kl/s w jakości Full HD, co pozwoli na 4-krotny slow-motion. Tryb ten nie wspiera oczywiście autofokusa ciągłego. Poza filmami w 4K, dodano również filmy poklatkowe w tej jakości. Filmowców ucieszy również standardowe wejście mikrofonowe 3.5 mm, które znalazło się na bocznej ściance aparatu. Co ciekawe, aparat wspiera również wyjście HDR HDMI.

W kwestii wizjera elektronicznego również zaszły pewne zmiany. Przy bezpośrednim porównaniu z M5 wydaje się, że po pierwsze widok pomiędzy wizjerem a ekranem przełączany jest szybciej, a po drugie wizjer działa płynniej. Prawdopodobnie więc zwiększono częstotliwość odświeżania. Tak jak w M5, składa się on z 2.36 miliona punktów, a jego powiększenie wynosi 0.39x.

Po raz pierwszy w bezlusterkowej serii Canona spotkamy się z mechanizmem odchylania ekranu znanym z lustrzanek cyfrowych tego producenta. Możemy więc odchylać i obracać ekran, co pomoże przy fotografowaniu i filmowaniu z nietypowych perspektyw. Sam ekran to natomiast znana 3-calowa konstrukcja o rozdzielczości 1.04 miliona punktów. Do jakości wyświetlanego obrazu nie możemy mieć żadnych zastrzeżeń. Co ważne, producent zaimplementował funkcje dotykowe, dzięki czemu możemy nie tylko obsługiwać menu i menu szybkie, ale również wybierać punkty AF, a także połączyć wybór z wyzwalaniem migawki. Po dotknięciu palcem w wybrane miejsce ostrość ustawiana jest momentalnie, a migawka wyzwala się od razu, bez większego shutter lagu. Ciekawe jest także rozwiązanie znane chociażby z aparatów Panasonika. Podczas obserwowania obrazu przez wizjer możemy za pomocą ekranu wybierać punkty autofokusa, przy czym aktywny może być cały ekran, jego połowa lub jedna z czterech ćwiartek. Funkcja ta działa bardzo dobrze i nie mamy w tej kwestii żadnych zastrzeżeń.

Jest jeszcze jedna rzecz, która pojawia się po raz pierwszy. Mowa tu o możliwości przesyłania zdjęć w formacie RAW oraz filmów 4K za pomocą połączenia W-Fi. W aparacie dostępne jest również NFC. Bardzo użyteczną opcją dla fotografów studyjnych będzie możliwość zdalnej obsługi aparatu za pomocą programu EOS Utility, co pozwoli na pracę z aparatem „na uwięzi”. Zerknijmy teraz na rozkład elementów kontrolnych w opisywanym aparacie, zaczynając od tylnej ściany.

Canon EOS M50 w naszych rękach - Canon EOS M50 w naszych rękach

Lewa część ekranu pozostawiona została pusta, a wszystkie elementy znalazły się na prawej ściance, dzięki czemu obsługa prawą ręką zostanie ułatwiona. Na samej górze mamy guzik blokady ekspozycji, a pod nim przycisk regulacji położenia ramki AF. Umożliwia on również powiększanie widoku w trybie LV. Poniżej znajdziemy guzik INFO, przełączający widoki ekranu. Widać zatem, że zaszła tutaj jedna wyraźna zmiana względem M5 – przycisk filmowania znalazł swoje miejsce na górnej ściance. Roszadę tę możemy ocenić pozytywnie, bowiem dostęp do niego wskazującym palcem jest teraz ułatwiony. Niżej umieszczono wybierak kierunkowy. Górny przycisk odpowiada za kompensację ekspozycji, prawy za funkcje lampy błyskowej, dolny usuwa zdjęcia, a funkcja lewego to przełączanie pomiędzy autofokusem i ostrością manualną. Środkowy guzik uruchamia z kolei szybkie menu. Pod wybierakiem znajdziemy jeszcze przycisk odtwarzania zdjęć oraz guzik uruchamiający menu.

Canon EOS M50 w naszych rękach - Canon EOS M50 w naszych rękach

Najwięcej zmian względem plasowanego wyżej M5 zaszło na górnej ściance aparatu. Przede wszystkim, zniknęło koło kompensacji ekspozycji, a także zrezygnowano z rolki sterującej zintegrowanej z przyciskiem funkcyjnym. Zmiany te należy oczywiście zaliczyć na minus. Są jednak zrozumiałe – M50 plasowany jest niżej, a więc coś musi odróżniać te aparaty. Wybrano więc ergonomię. Mimo to M50 używa się całkiem wygodnie. Dla początkujących i średnio-zaawansowanych fotografów ergonomia i funkcjonalność aparatu powinna być zadowalająca. Wszystkie przyciski są dobrze wyczuwalne i mają wygodny skok.

U góry znajdziemy przycisk wyzwalania migawki z wyraźnym podwójnym skokiem, który zintegrowany jest z rolką sterującą. Po jego prawej stronie znalazło się miejsce dla wspomnianego przycisku uruchamiającego filmowanie. Dalej napotkamy przycisk funkcyjny M-Fn oraz koło trybów zintegrowane z przełącznikiem uruchamiającym aparat.

Canon EOS M50 w naszych rękach - Canon EOS M50 w naszych rękach

Na przedniej ściance umieszczono jedynie przycisk blokujący bagnet oraz diodę doświetlającą.

Po lewej i prawej stronie umieszczono klapki z wejściami USB, HDMI oraz jack 3.5 mm. Dodatkowo, na prawej ścianie znalazło się miejsce na przycisk połączenia zdalnego.

Canon EOS M50 w naszych rękach - Canon EOS M50 w naszych rękach

Canon EOS M50 w naszych rękach - Canon EOS M50 w naszych rękach

Wejście na karty pamięci zostało umieszczone na dolnej ściance, przy komorze na baterię LP-E 12.

Układ menu jest taki sam, jak w najnowszych lustrzankach cyfrowych Canona – EOS 800D i EOS 77D. Poza klasycznym menu, do dyspozycji oddano menu z przewodnikiem, które ma ułatwiać wdrożenie się w fotograficzne niuanse początkującym użytkownikom. Na układ menu nie możemy narzekać – jest intuicyjne i pozwala na szybką zmianę żądanych parametrów, do czego Canon nas już przyzwyczaił.

Canon EOS M50 w naszych rękach - Canon EOS M50 w naszych rękach

Canon EOS M50 w naszych rękach - Canon EOS M50 w naszych rękach

Canon EOS M50 w naszych rękach - Canon EOS M50 w naszych rękach

Canon EOS M50 w naszych rękach - Canon EOS M50 w naszych rękach

Canon EOS M50 w naszych rękach - Canon EOS M50 w naszych rękach

Poza tym, do dyspozycji mamy konfiguralne menu szybkie, do którego można się dostać dedykowanym przyciskiem na obudowie lub przyciskiem wirtualnym na ekranie.

Canon EOS M50 w naszych rękach - Canon EOS M50 w naszych rękach

Pod sam koniec warto jeszcze napisać, że EOS M50 jest pierwszym aparatem fotograficznym Canona, który wspiera nowy format RAW – CR3. Zgodnie z deklaracją producenta, format ten ma dawać identyczną jakość zdjęcia oraz podony rozmiar, pozwoli jednak na zaimplementowanie w przyszłości funkcji, których obecność przy CR2 była niemożliwa. Jakie to będą funkcje, na razie nie wiadomo. Razem z CR3 wprowadzono również nowy format C-RAW, który zastąpić ma M i S RAW-y. Compact RAW charakteryzować się będzie o około 40% mniejszym rozmiarem pliku przy ISO 100 i 30% mniejszym przy ISO 51200 przy zachowaniu pełnej rozdzielczości zdjęcia. Warto zaznaczyć, że przetwarzanie danych w C-RAW ma pozostać 14-bitowe. Gdy tylko aparat trafi do naszej redakcji, nie omieszkamy dokładniej zbadać nowy format zapisu.

Canon EOS M50 w naszych rękach - Canon EOS M50 w naszych rękach

Nasze wrażenia po premierze M50 są ambiwalentne. Z jednej strony cieszą liczne usprawnienia pod kątem filmowania, autofokusa, a także trybu śledzenia, w tym śledzenia oka. Z drugiej strony, dużo w tym wszystkim „ale”. Wygląda na to, że premiera M50 to wstęp do zaprezentowania dużo wyżej pozycjonowanego modelu, który, być może, w końcu parametrami dorówna bezlusterkowcom konkurencji. Czy takiej premiery doczekamy się już na tegorocznej Photokinie? Czas pokaże.



Poprzedni rozdział