Przetwarzanie danych osobowych

Nasza witryna korzysta z plików cookies

Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie, a także do prawidłowego działania i wygodniejszej obsługi. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług i innych witryn.

Masz możliwość zmiany preferencji dotyczących ciasteczek w swojej przeglądarce internetowej. Jeśli więc nie wyrażasz zgody na zapisywanie przez nas plików cookies w twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki, lub opuść naszą witrynę.

Jeżeli nie zmienisz tych ustawień i będziesz nadal korzystał z naszej witryny, będziemy przetwarzać Twoje dane zgodnie z naszą Polityką Prywatności. W dokumencie tym znajdziesz też więcej informacji na temat ustawień przeglądarki i sposobu przetwarzania twoich danych przez naszych partnerów społecznościowych, reklamowych i analitycznych.

Zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies możesz cofnąć w dowolnym momencie.

Optyczne.pl

Partnerzy






Inne testy

Chiński monokular – czyli „witajcie w naszej bajce”

10 sierpnia 2020

4. Rzut oka na walory optyczne, czyli „Houston? Mamy problem…”

Ze sporej odległości patrzę na źrenicę wyjściową – jest zaskakująco okrągła (to dobrze!), o rozsądnym oddaniu kolorów (tak ma być!) ale… jakaś taka ciemna i duża, jak na powiększenie 40x czy 16x czy ileśtam… Wielokrotnie powtórzone i uśrednione pomiary powiększenia monokularu dają wynik 7.08x. Czar powiększenia 40x prysł jak bańka mydlana, chińska zapewne. Zanim zemdleję rozczarowany prawdziwym powiększeniem, sięgam po suwmiarkę i mierzę średnicę obiektywu – liczę, że jeśli nie ma deklarowanych 60 mm, to może choć 50 mm. Znów pudło! – suwmiarka szyderczo pokazuje wynik pomiaru: 40 mm. Czyżbym miał monokular 7×40? Spontanicznie na twarzy pojawia się uśmiech – jako koneser dobrej optyki wiem, że za pięknie zachowanego Zeissa Dialyta 7×42B zapłacić trzeba około 800€, mimo upływu 30 lat od zakończenia jego produkcji. Ja zaś za 1/60 tej ceny mam fabrycznie nowy monokular 7×40, do tego caaaałą gamę akcesoriów! Można? Można! Jeszcze tylko pro forma pomiar źrenicy wyjściowej i tu – zgodnie z oczekiwaniem – kolejne zaskoczenie. Mój monokular ma źrenicę wyjściową o średnicy 4.4 mm, co przy powiększeniu 7.08x oznacza, że źrenica wejściowa wynosi 7.08×4.4 = 31.1mm…

Chiński monokular – czyli „witajcie w naszej bajce” - Rzut oka na walory optyczne, czyli „Houston? Mamy problem…”
Podczas testów optycznych nastąpiły pierwsze próby autodestrukcji – tuleja mocowania statywowego odpadła od monokularu, fabrycznie montowana jest tylko na wcisk.

I rzeczywiście – rzut oka na obiektyw z dużej odległości pokazuje źrenicę wejściową duuuużo mniejszą niż soczewka obiektywu. A więc już wiem – mój monokular 40×60 to w rzeczywistości monokular 7×31. Gdy kubeł zimnej wody już ze mnie spłynął, próbuję dostrzec jednak jakieś dobre strony: instrumenty optyczne z powiększeniem 7x przy tak małej źrenicy powinny mieć wielkie pole widzenia, myślę sobie… Powinny, ale nie moje cudo. Szybkie porównanie z kilkoma posiadanymi lornetkami pozwala ustalić, że pole widzenia tego monokularu to zaledwie 5 stopni – wartość katastrofalnie mała jak na takie powiększenie! Dość powiedzieć, że już w latach 70-tych ubiegłego wieku powszechnie osiągalne były lornetki klasy 7×35, gdzie oferowano pole widzenia dochodzące aż do 12 stopni!

Tak naprawdę parametry 7×35 są dostępne także dzisiaj i właśnie pośród nich możemy znaleźć najtańsze lornetki godne polecenia. Wystarczy tutaj wspomnieć model Nikon Aculon A211 7×35, który daje pole widzenia 9.3 stopnia (czyli prawie dwa razy większe niż opisywany tutaj monokular). Nie jest to szczytowe osiągnięcie w dziedzinie optyki i mechaniki, ale jest to sprzęt, który można nazwać pełnoprawną lornetką, nie ma oszukanych parametrów, został wyprodukowany przez renomowanego producenta i da się go kupić za około 300 zł.


- - - - - - - - - - - - - - - - - - R E K L A M A - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Chiński monokular – czyli „witajcie w naszej bajce” - Rzut oka na walory optyczne, czyli „Houston? Mamy problem…”
Gdy monokular skierowany jest swoim okularem na jasne tło, ładnie widać źrenicę wejściową, która jest dużo mniejsza niż średnica obiektywu. Jak łatwo policzyć, aż 40% powierzchni obiektywu nie daje światła dochodzącego do okularu!

Małe powiększenie przy niewielkim polu widzenia to idealne warunki, by zaoferować perfekcyjnie ostre pole widzenia, od brzegu do brzegu. Niestety, jakość obrazu w moim monokularze jest co najwyżej słaba na środku pola widzenia i przefatalna na jego brzegu. Co gorsza, spadek ostrości rozpoczyna się tuż za środkiem – z pięciu stopni pola może środkowe dwa stopnie pozwalają „cieszyć się” słabym obrazem, reszta jest koszmarnie zniekształcona przez takie wady jak krzywizna pola, astygmatyzm i koma. Króluje jednak gigantyczna aberracja chromatyczna…

Chiński monokular – czyli „witajcie w naszej bajce” - Rzut oka na walory optyczne, czyli „Houston? Mamy problem…”
Tak wygląda najostrzejsze ze zdjęć, jakie udało mi się wykonać przez testowany wynalazek. Prosimy nie regulować monitorów – ten monokular naprawdę jest tak fatalny.