Przetwarzanie danych osobowych

Nasza witryna korzysta z plików cookies

Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie, a także do prawidłowego działania i wygodniejszej obsługi. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług i innych witryn.

Masz możliwość zmiany preferencji dotyczących ciasteczek w swojej przeglądarce internetowej. Jeśli więc nie wyrażasz zgody na zapisywanie przez nas plików cookies w twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki, lub opuść naszą witrynę.

Jeżeli nie zmienisz tych ustawień i będziesz nadal korzystał z naszej witryny, będziemy przetwarzać Twoje dane zgodnie z naszą Polityką Prywatności. W dokumencie tym znajdziesz też więcej informacji na temat ustawień przeglądarki i sposobu przetwarzania twoich danych przez naszych partnerów społecznościowych, reklamowych i analitycznych.

Zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies możesz cofnąć w dowolnym momencie.

Optyczne.pl

Artykuły

Fotografując w Kosmosie - część I

22 lutego 2018

2. Hasselblad wkracza na scenę, czyli program „Gemini”

Jednym z siedmiu pierwszych astronautów był Walter Marty Schirra. Był to pilot US Navy żyjący pełnią życia i wyciskający z niego wszystkie możliwe soki. To jemu właśnie NASA zawdzięcza wybór oficjalnego aparatu do programów „Gemini” i „Apollo”, które były kolejnymi programami prowadzonymi bezpośrednio po zakończeniu serii misji Mercury. A ponieważ Schirra był miłośnikiem szybkich aut – „ujeżdżał” Chevroleta Corvette – jego codzienny zegarek Omega Speedmaster stał się również oficjalnym chronometrem astronautów NASA. Schirra jako miłośnik fotografii nie tylko w przypadku samochodów sięgał na najwyższą półkę – prywatnie posiadał Hasselblasa 500C. Wieść gminna głosi, że gdy podczas jednej z narad w NASA dyskutowano jakie specyfikacje powinien spełniać idealny aparat używany w kapsułach, Wally Schirra oznajmił wszystkim, że on ma taki aparat, nazywa się Hasselblad i jeśli inni uczestnicy narady chcą, przyniesie go ze sobą na kolejne spotkanie.

Fotografując w Kosmosie - część I - Hasselblad wkracza na scenę, czyli  program „Gemini”
Walter Schirra ze swoim prywatnym Hasselbladem, który został zabrany na orbitę. (źródło: Wikipedia)

Tak też się stało, prywatny „Hassel” trafił do NASA, a amerykańscy inżynierowie zaaprobowali szwedzką konstrukcję wyposażoną w niemiecką optykę. Na pierwszą misję poleciał prywatny aparat Schirry. Aby do minimum ograniczyć ryzyko zatrucia powietrza w kapsule, z aparatu i kasety na film zwojowy usunięto skóropodobną okleinę oraz resztki kleju. Tak „oskalpowany” aparat pokryto matową farbą wcześniej już zaaprobowaną przez NASA. Usunięto także składany układ celowniczy osłaniający matówkę – jako zbyt niewygodny podczas pracy na orbicie. Kadrowanie odbywało się „na oko” wzdłuż kanciastej obudowy korpusu. Aby ułatwić wyciąganie „szybra” z kasety w grubych rękawicach, do drucianej ramki doszyto powiększony uchwyt z tkaniny. W październiku 1962, podczas misji Mercury-Atlas 8 wykonano pierwsze wysokiej jakości zdjęcia Ziemi z orbity. Po obróbce materiału specjaliści zajmujący się analizą obrazu byli zachwyceniu szczegółowością i bogactwem detali na zdjęciach – stało się jasne, że współpraca z Hasselbladem będzie się rozwijać. Ku wielkiej radości Szwedów, oczywiście, bo któż nie chciałby mieć takiej reklamy – nasze aparaty latają w Kosmos! Może nie samodzielnie, ale zawsze…

Dopasowanie aparatów do potrzeb misji wymagało rozwiązania całego mnóstwa problemów i niedogodności. Jednym z podstawowych był średnioformatowy film zwojowy. Jego poważną wadą była możliwość naświetlenia na rolce filmu tylko 12 klatek. Powierzenie niedoświadczonym astronautom (może poza Schirrą) obowiązku samodzielnej wymiany rolek nie wchodziło w grę, zabranie na pokład kapsuły kilkunastu załadowanych kaset także nie było możliwe. Specjalnie dla potrzeb NASA opracowano więc zupełnie nową kasetę mieszczącą długą taśmę filmową, umożliwiającą wykonanie aż 70 ekspozycji. Co ciekawe, kaseta ta nie była ani dziełem NASA (chłopaki kiepsko znali się na sprzęcie foto), ani Hasselblada (chłopaki wówczas oficjalnie nie współpracowali jeszcze z NASA i kiepsko radzili sobie z długimi filmami), ale przez amerykańską firmę Cine Mechanics specjalizującą się sprzęcie kinematograficznym. Kaseta ta nie używała zwykłej błony zwojowej, ale szeroką, perforowaną taśmę kinematograficzną 70 mm, którą z przyjemnością dostarczał Kodak, bo któż nie chciałby mieć takiej reklamy…


- - - - - - - - - - - - - - - - - - R E K L A M A - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Fotografując w Kosmosie - część I - Hasselblad wkracza na scenę, czyli  program „Gemini”
Wczesny Hasselblad stworzony dla NASA: uwagę zwraca duża kaseta na 200 zdjęć, powiększony druciany uchwyt do wyjmowania szybra, matowy lakier i inne sanki mocowania akcesoriów z boku. (źródło: Wikipedia)

Nowa kaseta spisywała się tak dobrze, że z biegiem czasu opracowano jeszcze jej większą odmianę, mieszczącą 200 klatek, tym razem już produkcji Hasselblada. Obsługa takiej taśmy nie była taka oczywista. Przed wyruszeniem w kosmos pierwsze kilka klatek naświetlano w warunkach studyjnych, fotografując różne tablice testowe. Po powrocie z orbity odcinano początek taśmy, wywoływano go aby upewnić się, że wszystko jest OK i nie ma odchyłek w nominalnej czułości emulsji czy kolorystyce. Dopiero gdy wywołany materiał testowy okazał się być bez zarzutu, dokładnie taką samą obróbkę serwowano właściwym zdjęciom.

Fotografując w Kosmosie - część I - Hasselblad wkracza na scenę, czyli  program „Gemini”
Największymi atutami lunetkowego Hasselblada SWC były niemal całkowicie usunięta dystorsja obiektywu (mniej niż 0,0002%!) oraz niska masa aparatu. (źródło: Hasselblad)

W roku 1967 NASA podjęła ścisłą współpracę z firmą z Göteborga, a pierwszym Hasselbladem przygotowanym stricte do zastosowań na orbicie w programie „Gemini” był Hasselblad SWC Space Camera, czyli nie lustrzanka, a aparat lunetkowy, wyposażony w świetnie skorygowany obiektyw Biogon 38/4,5. Obiektyw ten – którym, nie chwaląc się, miałem okazję kiedyś fotografować! – wyróżnia się świetnie usuniętą dystorsją, a więc doskonale nadaje się do wykonywania tzw. zdjęć metrycznych. Czyli takich, z których dokładnie da się odtworzyć wymiary fotografowanych przedmiotów. Aby zapewnić możliwie największą precyzję, część egzemplarzy wyposażona była w tzw „płytkę reseau”. Jest to płytka płaskorównoległa umieszczona w płaszczyźnie materiału światłoczułego, na której niezwykle precyzyjnie wygrawerowana jest siatka krzyży. Krzyże te – jak to się mówi wśród fotogrametrów – „odfotografowują” się na zdjęciu i za pomocą tzw. komparatora umożliwiają bardzo precyzyjny odczyt współrzędnych (X, Y) dla punktów widocznych na obrazie. O ile układ optyczny obiektywu Biogon nie był zmieniony, to w jego mechanice zaszły pewne zmiany: usunięto możliwość wyzwalania lamp błyskowych i samowyzwalacz, a na pierścieniach ostrości, przysłony i czasu migawki dodano specjalne wypustki ułatwiające operowanie pierścieniami w grubych rękawicach. Zastosowano również inne smary, które równie dobrze zniosą temperaturę −60°C jak i +120°C.

Fotografując w Kosmosie - część I - Hasselblad wkracza na scenę, czyli  program „Gemini”
Wiele modeli stworzonych dla NASA wyposażonych było w płytkę reseau, umożliwiającą precyzyjny pomiar współrzędnych punktów na zdjęciu.

Kolejnym aparatem, który powstał na potrzeby NASA, był Hasselblad HEC (Electric Camera). Był to zmodyfikowany Hasselblad 500 EL, który oferował elektryczny naciąg migawki i transport filmu. Modyfikacja, poza usunięciem skóropodobnych oklein, matówki i układu celowniczego, obejmowała przeprojektowanie zasilania silnika – względy bezpieczeństwa wymagały absolutnie szczelnych akumulatorów. Ponieważ standardowy Planar 80/2,8 nie mógł być wymieniany w tym modelu, aparat pozbawiono także lustra i wewnętrznego światłochronu, który w „ziemskim” Hasselbladzie zabezpiecza film przed zaświetleniem podczas wymiany obiektywu. W samym zaś obiektywie zastosowano nieco inną migawkę centralną – ta nie musiała pozostawać otwarta, aby kadrować przez obiektyw na matówce. Z obiektywu usunięto też sprzęg łączący pierścień przysłon z pierścieniem czasów migawki oraz zrezygnowano z ruchomych wskaźników głębi ostrości.

Fotografując w Kosmosie - część I - Hasselblad wkracza na scenę, czyli  program „Gemini”
Jeden z Hasselbladów HEC przeznaczonych do misji „Apollo”. Warto zwrócić uwagę na potężną blokadę mocowania kasety oraz „motylki” dodane na pierścieniach ostrości, czasów migawki i przysłony. Pomarańczowe naklejki ostrzegawcze miały do minimum ograniczyć błędy podczas fotografowania. (źródło: eBay)