Przetwarzanie danych osobowych

Nasza witryna korzysta z plików cookies

Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie, a także do prawidłowego działania i wygodniejszej obsługi. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług i innych witryn.

Masz możliwość zmiany preferencji dotyczących ciasteczek w swojej przeglądarce internetowej. Jeśli więc nie wyrażasz zgody na zapisywanie przez nas plików cookies w twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki, lub opuść naszą witrynę.

Jeżeli nie zmienisz tych ustawień i będziesz nadal korzystał z naszej witryny, będziemy przetwarzać Twoje dane zgodnie z naszą Polityką Prywatności. W dokumencie tym znajdziesz też więcej informacji na temat ustawień przeglądarki i sposobu przetwarzania twoich danych przez naszych partnerów społecznościowych, reklamowych i analitycznych.

Zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies możesz cofnąć w dowolnym momencie.

Optyczne.pl

Artykuły

Panasonic LUMIX S1H okiem filmowca

Panasonic LUMIX S1H okiem filmowca
2 października 2019
Amadeusz Andrzejewski Komentarze: 10

1. Panasonic LUMIX S1H okiem filmowca

Panasonic Lumix S1H to najnowszy przedstawiciel linii pełnoklatkowych bezlusterkowców tego producenta. O ile model S1R adresowany jest głównie do fotografów, a model S1 to filmowo-fotograficzna hybryda, o tyle S1H to de facto pełnoprawna profesjonalna kamera filmowa, zamknięta w obudowie o nieco innym kształcie. W niniejszym tekście postaram się opisać, które cechy S1H są szczególnie przydatne przy nagrywaniu.

Panasonic LUMIX S1H okiem filmowca - Panasonic LUMIX S1H okiem filmowca

Oczywiście trudno jest uniknąć porównań najnowszego bezlusterkowca z rodziny Lumix do wcześniejszych modeli, zwłaszcza, że S1H już na pierwszy rzut oka różni się nieco od bliźniaczo do siebie podobnych S1 i S1R. Zacznijmy więc od wyliczenia tego, co zmieniło się z zewnątrz.
  • Na korpusie przybyło przycisków do uruchamiania nagrywania. Przy pracy na gimbalu lub mocno obudowanym rigu daje to większą szansę na łatwy dostęp przynajmniej do jednego. Podczas nagrywania materiałów przykładowych zdarzało mi się korzystać z każdego z nich.
  • Ekran jest teraz w pełni obrotowy i uchylny. Oferuje też możliwość obrócenia do przodu, która przydaje się nie tylko vlogerom. Zdarzało mi się oglądać w ten sposób nagrane ujęcie, gdy aparat był tak zamocowany, że od tyłu dostęp był ograniczony. Swego rodzaju wisienką na torcie jest dodatkowy zawias, pozwalający oddalić nieco ekran od portów HDMI i USB, przy zachowaniu jego pełnej funkcjonalności.
  • Za ekranem z kolei znajdziemy otwory wentylacyjne zdradzające obecność aktywnego chłodzenia. Rejestracja materiału 6K z 10-bitową głębią jest, jak widać, nie lada wyzwaniem dla zamkniętej w obudowie mocy obliczeniowej.
  • W miejscu gniazda XQD pojawił się drugi slot na kartę SDXC UHS-II. Oferowane przez S1H kodeki o maksymalnej przepływności 400 Mb/s (50 MB/sek) nie wymagają stosowania szybszych kart, niż to co obecnie oferują SDXC nawet ze średniej półki cenowej. Jak widać, fotograficzny parametr, jakim jest szybkość opróżniania bufora przy zdjęciach seryjnych, nie był w tym przypadku najważniejszy. A sygnał wideo w formie skompresowanych RAW-ów będzie można, według zapowiedzi, zapisać na zewnętrzny rejestrator obrazu.
  • Na dole korpusu obok gniazda śruby 1/4'' pojawił się dodatkowy otwór blokujący ruch aparatu na boki. Przy wykonywaniu panoramowania w filmie, bardzo często dla płynności, poza rączką statywu, trzyma się też (czy delikatnie naciska) obiektyw. W takich sytuacjach dość łatwo obrócić aparat na złączce, zwłaszcza jeśli ta nie ma gumowania. Więc ten mały stabilizujący całość dodatek okazuje się zaskakująco przydatny
  • Z kolei na górze pojawił się nowy, większy ekran monochromatyczny, wyświetlający absolutnie wszystkie potrzebne w danej chwili do filmowania informacje.
  • Pewne zmiany zaszły także na poziomie złącz. Po USB możemy teraz ładować aparat także w czasie pracy, a złącze do wyzwalania lamp studyjnych w komplecie z dołączoną przejściówką pozwala na wprowadzenie lub wyprowadzenie z aparatu kodu czasowego, przydatnego przy synchronizacji z innymi urządzeniami, np. rejestratorami dźwięku lub innymi kamerami
Zmiany te spowodowały, że aparat nieco „utył”, ale mówiąc szczerze nie odczułem żeby w praktyce był większy niż niedawno przeze mnie opisywany model S1. Nadal też bez problemu mieścił się na gimbalu (Zhiyun Crane 2), zarówno z „kitowym” obiektywem Panasonic LUMIX S 24-105 mm f/4 MACRO O.I.S., jak i znaną już z mojego poprzedniego tekstu systemową 50-ką f/1.4.

Panasonic LUMIX S1H okiem filmowca - Panasonic LUMIX S1H okiem filmowca

Oczywiście lista nowości nie kończy się na zewnątrz. By to stwierdzić, wystarczy spojrzeć na listę oferowanych przez urządzenie trybów zapisu filmów. Zajmuje ona w menu 5 stron. Na szczęście, żeby się nie pogubić i nie pomylić Ultra HD, Cinema 4K i 4K-Anamorphic, widoczne w danej chwili tryby możemy filtrować – według rozdzielczości, klatkażu i innych parametrów.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - R E K L A M A - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

U szczytu nieprzefiltrowanej listy dumnie widnieje zapisywane z 10-bitową głębią koloru 6 lub 5.9K (zależnie od tego czy pracujemy w 24 czy 25 klatkach na sekundę). Ktoś bardziej sceptyczny mógłby w tym miejscu spytać – do czego potrzeba aż takiej rozdzielczości, skoro większość odbiorców naszej twórczości nie ma nawet telewizora 4K? To ciekawe, że nikt nie pyta fotografów, po co im 45 megapikseli, skoro nie mają takich ekranów, a większość z nich nie drukuje też zdjęć w wielkich formatach. W obu przypadkach odpowiedź na tego rodzaju zarzuty jest identyczna – ta dodatkowa rozdzielczość ma pomóc twórcy i dać mu „zapas mocy” przy postprodukcji, a nie służyć do bezpośredniego dostarczania odbiorcom. Filmy, tak jak i zdjęcia, czasem się kadruje podczas obróbki. Stabilizowanie ujęć z ruchem kamery również zabiera nieco rozdzielczości. Można wreszcie, na przykład, nagrać dialog w 6K i wyciąć z takiej surówki ujęcia na każdego z rozmówców w Full HD, a następnie dowolnie je montować by skrócić materiał. Czyli de facto otrzymać obraz wyglądający jak z 2, 3 czy większej liczby kamer, używając tylko jednej.

Oczywiście jest też druga strona medalu – pliki w 6K są bardzo obciążające dla komputera, więc polecam sięgać po nie świadomie i z rozwagą. Na szczęście dla tych, którym aż takie rozdzielczości nie są potrzebne do pracy, producent przewidział mnóstwo trybów nagrywania w 4K i HD. Omawianie wszystkich zajęłoby zbyt wiele czasu, więc skupię się na kilku:

  • 4K w 24/25/30 kl/sek z zapisem koloru 4:2:2 / 10 bitów i kodekiem typu All-Intra. Tryb ten generuje duży strumień danych, ale jeśli naszym celem jest wybitnej jakości obraz 4K, to po ten właśnie tryb powinniśmy sięgnąć.
  • 4K w 48/50/60 kl/sek z zapisem koloru 4:2:0 / 10 bitów. Poza trybami z wysoką rozdzielczością to kolejna ważna zmiana w stosunku do modelu S1, który 4K w wyższych klatkażach zapisywał jedynie 8-bitowo.
  • Cała masa trybów w „kinowym 4K” czyli 4096 x 2160 i 24, a nawet 48 klatkach na sekundę.
  • Tryb Full HD 100p jako pełnoprawny tryb zapisu, a nie jedna z opcji slow motion. Różnica jest taka, że tutaj mamy zapis dźwięku, co często bywa przydatne.
  • Tryb anamorficzy, czyli wykorzystujący wycinek matrycy o proporcjach boków 4:3. Na jego temat zrobiłem osobny materiał filmowy, więc nie będę w tym miejscu opisywał go szczegółowo

Poza kodekami, Lumix S1H ma też na pokładzie komplet potrzebnych do pracy profili obrazu, na czele z V-Logiem. Ten ostatni, poza zapewnieniem użytkownikowi prawidłowej rejestracji ujęć o dużej rozpiętości dynamicznej, jest też dobrym punktem wyjścia do zaawansowanej korekcji barwnej. Jakość obrazu i kolorów generowanych przez aparat stawia go zdecydowanie bliżej kamer filmowych Varicam niż sprzętu konsumenckiego. A mówiąc bardziej wprost – dawno mi się tak przyjemnie nie „kolorowało” ujęć. Bez walki o zachowanie naturalnych kolorów skóry, dobrze wyglądające czerwienie czy pozbycie się zafarbów w cieniach. Wszystko było dobrze już na starcie.

Jeśli chodzi o pozostałe aspekty użytkowe, to wiele z nich prezentuje się podobnie jak w modelu S1. Nie zauważyłem podczas testów specjalnych zmian w pracy autofokusa pomiędzy tymi modelami, podobny jest również czas pracy na baterii. Drobna poprawa zaszła w i tak już bardzo dobrej stabilizacji matrycy. W trybie „boost” naprawdę sprawnie radziła sobie z moim chodzeniem z gimbalem po nierównych nawierzchniach i skomplikowanych trajektoriach.

W podobnym tonie mogę się wypowiedzieć o poziomie szumów – już model S1 był „noktowizorem”, w którym ujęć nagranych na ISO 25600 nie musiałem odszumiać na montażu. Tu jest podobnie lub jeszcze lepiej dzięki podwójnej bazowej czułości. Na pojawienie się szumu czekać trzeba naprawdę długo, a ten, gdy się już pojawi, nawet na ISO 25600 czy 51200 ma charakter dość przyjemnego dla oka ziarna.

Na zakończenie tego materiału pokażę kilka ujęć praktycznych. Tak się złożyło, że w dniach, gdy miałem aparat na testach, grupa znajomych studentów szkoły filmowej realizowała film na zaliczenie. Wszystkie prezentowane poniżej ujęcia pochodzą z tego właśnie filmu – horroru pod roboczym tytułem „Czarne Ziarno”. Praktycznie wszystkie nocne ujęcia powstały na czułościach z okolic ISO 6400-12800. Ujęcie dzienne z kolei jest jedynym nagranym całkowicie w zastanym świetle. Film jest obecnie montowany, więc do prezentacji wybrałem kilka ujęć wyrwanych z szerszego kontekstu fabularnego.

Jak mi się pracowało z S1H? Szybko, sprawnie i wygodnie. Dzięki ładowaniu po USB nawet posiadanie tylko jednej baterii nie było problemem w terenie, a "pancerność" całej konstrukcji sprzyjała pracy w trudnych warunkach. Trudno też mieć jakiekolwiek zastrzeżenia do jakości wynikowego obrazu, wręcz mam wrażenie, że spokojnie mogłoby być jeszcze ciemniej czy bardziej kontrastowo, a aparat i tak by sobie z tym poradził bez problemu.

Na ocenę filmu znajomych studentów przyjdzie mi poczekać aż go zmontują i oddadzą. Panasonikowi S1H już teraz mogę wystawić uczciwą piątkę.

Artykuł powstał na zlecenie firmy Panasonic.



Poprzedni rozdział