Przetwarzanie danych osobowych

Nasza witryna korzysta z plików cookies

Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie, a także do prawidłowego działania i wygodniejszej obsługi. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług i innych witryn.

Masz możliwość zmiany preferencji dotyczących ciasteczek w swojej przeglądarce internetowej. Jeśli więc nie wyrażasz zgody na zapisywanie przez nas plików cookies w twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki, lub opuść naszą witrynę.

Jeżeli nie zmienisz tych ustawień i będziesz nadal korzystał z naszej witryny, będziemy przetwarzać Twoje dane zgodnie z naszą Polityką Prywatności. W dokumencie tym znajdziesz też więcej informacji na temat ustawień przeglądarki i sposobu przetwarzania twoich danych przez naszych partnerów społecznościowych, reklamowych i analitycznych.

Zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies możesz cofnąć w dowolnym momencie.

Optyczne.pl

Poradniki

Uchwycone obiektywem. Lekcje legendarnego fotografa dzikich zwierząt

30 marca 2013

14. Rozwiązanie problemu

Na najlepsze pomysły wpadam zwykle dopiero wtedy, gdy skończę fotografować i jadę do domu. Tym razem też tak było. Zdalnie sterowany aparat — to mogłoby rozwiązać zagadkę nocnego gniazdowania cierniosterników! Dziś wydaje się, że to oczywiste rozwiązanie, ale w tamtych latach zdalne wykonywanie fotografii było stosowane głównie dla celów naukowych oraz w projektach firmowanych przez wielkie organizacje, nieliczące się z pieniędzmi. Nie byłem naukowcem i nie miałem wielkich pieniędzy, ale miałem wyobraźnię, więc zaprzągłem ją do pracy. Oto główne problemy, jakie musiałem rozwiązać: dość kliszy, by fotografowanie mogło trwać całą noc, oświetlenie, zasilanie dla całego sprzętu i jakiś sposób, by zaprogramować naciskanie spustu migawki w ustalonych odstępach czasu.

Problem kliszy mogłem rozwiązać, stosując film MF-4 — 250 klatek. Światło? Dwa flesze. Zasilanie? Trzeba sprawdzić, ilu potrzebuję baterii. Znalezienie timera to kolejne wyzwanie. Nasz budżet został w tym czasie zasilony kartą kredytową, zamówiliśmy więc MF-4, specjalne kasety i nawijarkę do filmów. Flesze już miałem, trzeba jednak było ustalić, ilu potrzebuję baterii. Trzeba było ustalić, jak długie będą błyski i ile ich będzie, a także wziąć pod uwagę czynniki wpływające na ich intensywność — liczbę przysłony i odległość.

Najpierw jednak musiałem znaleźć timer, znany też pod nazwą interwalometru. Nikon produkował takie urządzenie, było ono jednak duże i wymagało zasilania 120 V. Potrzebowałem czegoś małego, co mogłoby działać na baterie. Canon miał w ofercie prosty mały timer o nazwie TM-1, który mógł być zasilany bateriami. Ponieważ jednak był to sprzęt Canona, nie dawało się go podłączyć do Nikona. Zużyłem trzy TM-1, zanim udało mi się w końcu namówić je do współpracy z Nikonem (potrafię być niezłym elektrykiem, kiedy trzeba).


----- R E K L A M A -----

Muszę się przyznać, że cały ten czas byłem w siódmym niebie. Dostosowywać swój sprzęt fotograficzny do potrzeb projektu związanego z badaniem przyrody, szukać nowych rozwiązań, wprowadzać indywidualne przeróbki, testować działanie całego systemu i osiągnąć cel — nie ma nic lepszego na świecie. Mając moje kasety MF-4 z załadowaną zastępczą biało-czarną kliszą oraz podłączony i sprawny timer, wziąłem się do testowania fleszy i zasilania. Jako że mój zestaw lamp miał się ustawiać sam, działając w systemie TTL, aby przeprowadzić próbę, musiałem zrobić „jaskinię”. Używając taśmy i koców, zmieniłem wystrój mojego biura. Wiedziałem, które gniazdo będę fotografować — w jaskini było tylko jedno miejsce, w którym mogłem bezpiecznie rozstawić mój statyw i zostawić go na całą noc. To nie było to gniazdo, które wcześniej fotografowałem, tylko inne, oddalone o jakieś 3 metry od miejsca, gdzie zamierzałem umieścić aparat. Taka odległość oznaczała, że flesze będą potrzebować sporo energii do pracy.

Wiedziałem, jak długo mogę zostać w jaskini, by zdążyć się z niej jeszcze wydostać przed zapadnięciem ciemności. Wiedziałem też, kiedy będzie już dość jasno, bym mógł do niej wrócić. Podzieliłem ten czas pomiędzy 250 ekspozycji i okazało się, że zdjęcia mogą być robione co dwie minuty bez obawy, że braknie kliszy. Ustawiłem flesze w mojej próbnej jaskini, nastawiłem TM-1 na odstęp czasowy dwóch minut i pozwoliłem mu działać. Zamknąłem drzwi od biura, żebyśmy nie musieli oglądać błysku co dwie minuty. (Ale nasi sąsiedzi musieli. Ha!).

Późnym wieczorem, tuż przed pójściem do łóżka, sprawdziłem, co się dzieje — żadnych błysków! Baterie się wyczerpały. Konieczność znalezienia lepszych baterii, a były nimi nowe, potężne baterie Quantum, oznaczała dodatkowy tydzień zwłoki i kolejne wydatki. W rezultacie jednak mój zestaw fleszy dawał sobie radę całą noc, a jeszcze zostawało nieco energii. Ponieważ w trakcie tych przygotowań czas płynął nieubłaganie, trzeba było zaczekać na kolejne lato. W końcu nadeszła pora, by sprawdzić, czy cierniosterniki wróciły do jaskini i rozpoczęły cykl lęgowy.

Uchwycone obiektywem. Lekcje legendarnego fotografa dzikich zwierząt - Rozwiązanie problemu
Cierniosternik. Zdjęcie zrobione Nikonem F3T z obiektywem Noct-Nikkor 58 mm f/1.2, na kliszy Kodachrome 64.

Jaki jest dzisiejszy ekwiwalent MF-4 o 250 ekspozycjach? Każdy aparat Nikona z kartą pamięci 16 GB i z wielofunkcyjnym elektronicznym wężykiem spustowym MC-36. Pewnie domyślasz się, że w obecnych czasach dla każdego aparatu jest też szeroki wybór interwalometrów. Pewnie, że tak, ale zawsze musisz sprawdzić, z jakim zużyciem baterii trzeba się liczyć, stosując dane urządzenie.

Uchwycone obiektywem. Lekcje legendarnego fotografa dzikich zwierząt - Rozwiązanie problemu
Biolog pracujący nad cierniosternikami. Zdjęcie zrobione Nikonem F3T z obiektywem 35 – 70 mm f/2.8, na kliszy Fuji 100.