Subiektywna historia filmowania aparatami
4. Rozdział 4
Rozdział 4 – Bezlusterkowce i 4K
Czas, gdy Canon, zajęty przekonywaniem użytkowników do systemu Cinema EOS, „zamroził” tryby filmowe w swoich tańszych aparatach, wykorzystała konkurencja. To właśnie w pierwszej połowie lat „dziesiątych” swoje premiery miały systemy takie jak Fujifilm X, Leica L-Mount, Samsung NX, czy też Sony E w początkowym wariancie APS-C oraz późniejszym, pełnoklatkowym. Canon też zresztą zaprezentował w tym czasie system EOS M, ale on także niewiele wniósł do filmowania aparatami.Najważniejszą premierą „czerwonych” w tamtym czasie (lipiec 2013 r.) był tak naprawdę EOS 70D, który co prawda nie wyróżniał się rozdzielczościami czy klatkażami nagrywania, ale był historycznie pierwszym aparatem oferującym sensownie działający autofokus przy filmowaniu. Na jego pokładzie znalazła się bowiem technologia, którą dziś zna każdy – Dual Pixel CMOS AF.
Pewne rozczarowanie Canonem było wówczas dość powszechne wśród ludzi, którzy zainwestowali pieniądze w sprzęt tego producenta, a w zamian mieli do wyboru albo stagnację, albo drożyznę. Sam się zresztą do nich zaliczałem, co utrudniło mi na kilka lat pozyskiwanie sprzętu na literę C na testy. Na szczęście dziś żyjemy ze sobą już całkiem dobrze.
Tymczasem lata mijały, a filmowców używających aparatów, mimo obecności na rynku kamer z dużymi matrycami, nie ubywało. Przeważającym argumentem były oczywiście znacznie niższe ceny aparatów, ale jest też jeden czynnik, który przez wiele lat, jak się wydaje, producentom umykał.
Otóż okazało się, że istnieje grupa filmowców, którym ergonomia i małe gabaryty aparatu po prostu odpowiadają. Zwłaszcza że, wbrew panującej na początku filmowo-aparatowej rewolucji opinii, do nagrywania wcale nie były potrzebne rigi, follow focusy, matteboxy i tony innego żelastwa. Dobry materiał można było stworzyć „gołym aparatem” umieszczonym na lekkim statywie lub lekkim ręcznym stedicamie (dziś na gimbalu). Zestaw taki był dużo mobilniejszy, co w niektórych zastosowaniach miało i nadal ma znaczenie.
Aparat miał też tę fundamentalną zaletę, że mniej onieśmielał nagrywane osoby i mniej rzucał się w oczy nieprzychylnym obserwatorom naszych poczynań. Choć trzeba odnotować, że ostateczne przekonanie klientów, iż jakość produkcji nie jest liniowo zależna od wielkości kamery, jeszcze kilka lat zajęło. Za dowód, że się udało, niech zaś posłużą współczesne urządzenia takie jak Canon EOS C50, czy Sony FX3 / FX30, które przecież większość ergonomii mają zapożyczoną właśnie z aparatów i nie są dużymi urządzeniami, zwłaszcza w porównaniu ze swoimi ogromnymi możliwościami.
Lata mijają, a klatek, rigów i matteboxów nie przybyło. Na górze – 2010, fot. J.Sosiński | Na dole – 2025, fot. J. Gbur |
Wróćmy jednak do sprzętu, bo premiery kolejnych systemów bezlusterkowych oraz nowości i zmiany w obrębie tych już istniejących bynajmniej nie czekały. W 2014 roku aparaty filmujące w Full HD były już na rynku od ponad pięciu lat. Zbiegło się to też w czasie z innym wydarzeniem – mniej więcej rok wcześniej sprzedaż telewizorów 3D zaliczyła mocny spadek i producenci zorientowali się, że pora postawić na inną technologię. Tą technologią było 4K.
Na rynku był już filmujący w 4K Canon EOS 1D C, ale ze względu na bardzo napompowaną cenę jego sprzedaż i adaptacja była marginalna. Nie pomagał też fakt, że zapis 4K oferował on w kodeku Motion JPEG, który już wówczas był nieco antyczny i nie zawsze akcelerowany sprzętowo przy montażu. Użytkownicy czekali więc, podobnie jak wielokrotnie wcześniej, na „skapnięcie” tej technologii do tańszych modeli.
I wiosną 2014 roku doczekali się. Pierwszym zwiastunem nadchodzących zmian był bezlusterkowiec Sony A7S – aparat dedykowany w pierwszej kolejności filmowcom, który zapis w 4K oferował po podłączeniu zewnętrznego rejestratora obrazu. Z kolei wewnętrzny zapis w Full HD, najprawdopodobniej po raz pierwszy w historii, korzystał tu z nadpróbkowania, co w połączeniu z mało upakowaną 12-megapikselową matrycą pozwalało filmować na ekstremalnie wysokich czułościach.
Sony A7S. Aparat, który odzyskał koronę króla pracy w słabym świetle dla „drużyny aparatów”. |
Warto także dodać, że był to chyba pierwszy aparat oferujący fabrycznie wgrany logarytmiczny profil obrazu S-Log2, choć łączył się on niestety z 8-bitowym zapisem koloru i bardzo wysoką bazową czułością wynoszącą ISO 3200 (późniejsza aktualizacja oprogramowania obniżyła ją). Poniżej, w ramach przerywnika, kilka nagrań z Sony A7S z czasów, kiedy miałem przyjemność testować ten model.
Na szczęście wymóg nagrywania w 4K na zewnętrzne rejestratory dość szybko zniknął, bowiem już dwa lata po premierze Sony A7S doczekał się następcy wyposażonego w stabilizację matrycy i wewnętrzny zapis 4K. On także dość mocno zadomowił się w wypożyczalniach sprzętu filmowego.
Przed A7S II jednak filmowanie w 4K z wewnętrznym zapisem miały już kolejne korpusy – Panasonic Lumix GH4 oraz Samsung NX1. Tego ostatniego nie miałem nigdy okazji przetestować, nad czym ubolewam. Wyprzedzał on bowiem swoje czasy, oferując nadpróbkowane 4K, upakowaną nawet jak na dzisiejsze standardy 28-megapikselową matrycę APS-C oraz kodek H.265, którego, jak w przypadku każdej nowości, absolutnie w niczym nie dało się wówczas otwierać ani montować.
Samsung NX1. Przedstawiciel jedynego zlikwidowanego systemu fotograficznego, którego autentycznie mi szkoda. |
Lumixa GH4 dopaść już się udało i jak na tamte czasy robił on bardzo dobre wrażenie. Szczegółowość obrazu 4K już po pierwszym rzucie oka na materiał udowadniała, że to ta rozdzielczość będzie przyszłością. A do tego GH4 oferował też na przykład filmowanie w Full HD z prędkością do 96 kl/s w slow motion. Za dopłatą dostępny był też logarytmiczny profil obrazu V-Log L, ale jego połączenie z 8-bitowymi kodekami dostępnymi przy wewnętrznym zapisie nie było, podobnie jak w Sony A7S, najlepszym pomysłem.
|
Nieco późniejsze próby kolorowania V-Loga, już po premierze częściowo spokrewnionej z GH4 kamery Panasonic AG-DVX200. |
Niestety Lumix GH4 ukazał też słabość formatu Mikro Cztery Trzecie w porównaniu z większymi matrycami. O ile w czasach 5D Mark II, 7D i GH2 nawet czterocyfrowe wartości ISO były problematyczne i nie było w tej kwestii większych różnic pomiędzy systemami, o tyle później zaczęły one być widoczne.
W 2014 roku będące już wtedy na rynku Canony 5D Mark III i 6D oferowały użyteczny obraz nawet powyżej ISO 6400, podczas gdy obarczone lekkim dodatkowym cropem 4K z GH4 już powyżej ISO 1600 szumiało dość mocno. Oczywiście nie każdy użytkownik potrzebuje do pracy użytecznych pięciocyfrowych czułości, ale ci, którzy spodziewali się, że taka potrzeba nadejdzie, zaczynali się rozglądać za alternatywami.
Problem w tym, że tych za bardzo nie było. Aparaty Canona (te, na które kogokolwiek było stać) dalej tkwiły przy Full HD, Samsung był nowym, niszowym systemem z ograniczoną ofertą optyki, a Sony A7S potrzebowało drogiego i nieporęcznego zewnętrznego rejestratora obrazu, żeby pracować w 4K. Wróciliśmy zatem do strategii, która przewija się przez ten tekst jak refren w popowym utworze – do czekania.
Rok 2015 upłynął pod względem sprzętu mało imponująco, choć trzeba odnotować, że przyniósł on filmujące w 4K z wewnętrznym zapisem aparaty Sony A7S II i A7R II, które przekonały część znudzonych czekaniem canoniarzy do zmiany systemu. Choć miały też swoje wady jak choćby malutkie baterie, czy też wymagająca większych umiejętności postprodukcyjnych kolorystyka filmów.
Znacząca zmiana zaszła w okolicach tego czasu w polskiej społeczności skupionej wokół VideoDSLR.pl. Dotychczasowy właściciel forum i marki zmienił branżę i nie miał czasu się tym zajmować. Więc wraz z dwoma znajomymi przejęliśmy forum i spróbowaliśmy zrobić z niego portal funkcjonujący na podobnej zasadzie jak Fotopolis czy Optyczne.
Niestety, po ponad roku pisania niusów i robienia testów absolutnie za darmo nie byliśmy w stanie zabezpieczyć żadnego sensownego finansowania, a często nawet pozyskać sprzętu na testy. Dla marketingowców i władających budżetami reklamowymi przedstawicieli firm portal z 10-krotnie mniejszą liczbą odsłon był 10-krotnie mniej interesujący. Nie rozumieli, że realnie wszyscy użytkownicy Lumixa GH4 czy Sony A7S siedzą u nas, bo, bądźmy szczerzy, mało kto tych aparatów używał zgodnie z nominalnym przeznaczeniem.
Do dziś jest mi przykro z tego powodu, ale pracować za darmo da się tylko przez określony czas i w końcu VideoDSLR.pl upadło. Rozgoryczeni całą sytuacją użytkownicy przenieśli się z kolei na nowe forum FilmUser.pl, które, jak chyba wszystkie fora typu phpBB, też w końcu po cichu wygasło, wyparte przez grupy na Facebooku i inne media społecznościowe.
|
Rodzące się w bólach procedury testowe trybów filmowych |
Na szczęście same filmowe procedury testowe mogłem jeszcze w międzyczasie poszlifować, współpracując okazjonalnie z Digital Foto Video oraz zaprzyjaźnioną grupą filmowców ślubnych, których realnie interesowały możliwości filmowe kolejnych nowych korpusów. A ostatecznie w 2020 roku trafiłem do Optyczne.pl i resztę tej historii tutejsi czytelnicy dość dobrze już znają.
|
Rodzące się w bólach procedury testowe trybów filmowych |
Sprzętowe ożywienie przyszło w 2016 roku. Canon zaprezentował wówczas pierwszy aparat filmujący w 4K w 50/60 kl/s – model EOS 1D X Mark II. Niestety nadal drogi i nadal filmujący w 4K w kodeku Motion JPEG, którego miejsce na tym etapie, dwa lata po premierze pierwszego korpusu obsługującego H.265, było już co najwyżej w muzeum. To samo zresztą tyczyło się 4K w lustrzance EOS 5D Mark IV obarczonego dodatkowo ogromnym cropem.
W roku tym także firma Fujifilm postanowiła przestać traktować filmowców po macoszemu i zaprezentowała model X-T2. W porównaniu z wcześniejszymi korpusami filmował on w 4K i oferował możliwość zmiany klatkażu, co było dużym skokiem w porównaniu z ograniczonymi do Full HD w 30 kl/s starszymi konstrukcjami.
Fujifilm X-T2 |
Na wiosnę 2016 roku światło dzienne ujrzał też Sony A6300. Rozsądnie wyceniony korpus oferujący działający fazowy autofokus, nadpróbkowane 4K bez cropa i Full HD z prędkościami do 120 kl/s. Jesienią doczekał się on też krewniaka oferującego stabilizację matrycy, czyli modelu A6500.
Sony A6300 |
Był to też moment, w którym i ja powiedziałem Canonowi „dość czekania”. Sprzedałem 7D i zaopatrzyłem się właśnie w Sony A6300, wraz z podpiętą przez adapter legendarną Sigmą 18-35 mm f/1.8 Art, którą uzupełniły: manualny Samyang 12 mm f/2, Sony E 50 mm f/1.8 OSS oraz również manualny Samyang 135 mm f/2. W większości przypadków, jak łatwo się domyślić, po lekturze testów Arka.
Oczywiście A6300 także miał swoje wady. Doprowadzenie wychodzących z niego kolorów do akceptowalnego stanu wymagało nieco wysiłku, podobnie jak stworzenie mutacji S-Loga 2, która nie „rozpadała się” przy zapisie z 8-bitową głębią koloru. Aparat miał też dość nędzną baterię i notorycznie się przegrzewał po około 20 minutach filmowania w 4K. Choć i tak było to lepsze niż 12-minutowy limit długości nagrań w starych Canonach.
Migrowanie z Canona do Sony było w tamtym czasie dość powszechne, w czym pomogła, przynajmniej na etapie przejściowym, rosnąca oferta adapterów z bagnetu EF na E, w tym takich przenoszących autofokus i elektroniczne sterowanie, czy też redukujących ogniskową. Na planach telewizyjnych nagrań zestaw Sony FS7 + Metabones Speedbooster EF-E + obiektywy Canon L (16-35/2.8, 24-70/2.8, 70-200/2.8) był odpowiednikiem mówienia „to, co zawsze” w ulubionej knajpie. Nikt nie miał też już cienia wątpliwości, że przyszłością, jeśli chodzi o sprzęt filmowy, są systemy bezlusterkowe.
Powszechny obraz w tamtych czasach – optyka jeszcze Canona, body już Sony. |
Podobnie jak filmowanie w 4K w wersji wysokobudżetowej wprowadził EOS 1D C, a w niskobudżetowej – Lumix GH4, tak samo stało się też z 4K w 50/60 kl/s. To, co najpierw Canon zrobił w modelu EOS 1D X Mark II, powtórzył w 2017 roku Panasonic modelem GH5. Oferował on nie tylko filmowanie w 4K w 50/60 kl/s, ale też był pierwszym aparatem pozwalającym na wewnętrzny zapis ujęć z próbkowaniem koloru 4:2:2 / 10-bit. Gdybym wyznawał teorie spiskowe, skorelowałbym ten fakt z pojawianiem się na rynku pierwszych telewizorów HDR wymagających do poprawnego wyświetlania właśnie sygnału 10-bitowego.
Lumiksy także zresztą były celem migracji rozczarowanych użytkowników Canona i w tym też pomagały adaptery redukujące ogniskową. Zestaw składający się z korpusu Mikro Cztery Trzecie (Lumixa lub kamery Blackmagic Design), Speedboostera i Sigmy 18-35 mm f/1.8 Art był równie popularny, jak kombinacje z Sony i Canonem. Oferując efektywną jasność obiektywu na poziomie f/1.2 pomagał on też obejść ograniczenia sprzętu M43, jeśli chodzi o pracę w słabym świetle.
Warto jeszcze odnotować, że w GH5 znalazł się tryb 6K Photo, który był czymś pomiędzy zdjęciami seryjnymi w 30 kl/s a filmowym trybem Open Gate (korzystającym z całej powierzchni matrycy). Jest to dowód na postępującą i dziś konwergencję – w którymś momencie tryb zdjęć seryjnych w 30 czy 60 kl/s nie różni się już niczym od trybu filmowego, zwłaszcza jeśli mowa o filmowaniu w RAW-ach. Wbrew teoriom ostatnich wyznawców poglądu, że „aparat służy do robienia zdjęć”, usunięcie trybu wideo w żaden sposób nie obniżyłoby zatem cen korpusów, bo większość używanej do filmowania technologii pokrywa się z dzisiejszymi szybkimi trybami seryjnymi z migawką elektroniczną.
Analogiczna do powyższej konfiguracja oparta o korpus Mikro Cztery Trzecie. |
W 2017 roku premierę miał też Sony A7R III. Pod kątem możliwości filmowych oferował on to, co poprzednik i nie był korpusem tanim, ale stanowił zapowiedź ewolucji bezlusterkowców w kierunku znanym dziś. Miał dwa gniazda na karty pamięci, dużą baterię, stabilizację matrycy i porządny wizjer elektroniczny.
Stanowił on poniekąd zapowiedź tego, co stało się w roku 2018 i na początku 2019, czyli momentu, w którym nawet wielcy gracze ery lustrzanek porzucili je na rzecz konstrukcji lustra pozbawionych. O tym jednak porozmawiamy w ostatnim już rozdziale naszej historii.


















Optyczne.pl jest serwisem utrzymującym się dzięki wyświetlaniu reklam. Przychody z reklam pozwalają nam na pokrycie kosztów związanych z utrzymaniem serwerów, opłaceniem osób pracujących w redakcji, a także na zakup sprzętu komputerowego i wyposażenie studio, w którym prowadzimy testy.