GimmePhotos
GimmePhotos to stworzona w Polsce prosta aplikacja na system macOS, pozwalająca na zautomatyzowane kopiowanie do osobnego folderu wybranych przez klienta zdjęć.
INFORMACJA PRASOWA
GimmePhotos
W końcu ktoś to zrobił! Ta prosta aplikacja zaoszczędzi sporo czasu profesjonalnym fotografom.
Już ponad 50 lat minęło, odkąd człowiek postawił stopę na Księżycu, a fotografowie wciąż nie mają aplikacji, która pozwoliłaby automatycznie przekopiować wybrane przez klienta zdjęcia do osobnego folderu. Teraz się to zmieniło.
Jeśli na sesji produktowej robicie tysiąc zdjęć, a później wysyłacie je klientowi do wyboru, jest więcej niż pewne, że spędzicie sporo czasu na szukaniu tych zaakceptowanych do obróbki fotografii. Oddzielanie wybranych zdjęć od reszty jest tak fascynujące, jak retuszowanie pyłków na matrycy. Na szczęście jest na to rada.
W AppStore pojawiła się prosta aplikacja - GimmePhotos, która ma tylko jedno zadanie: automatycznie przekopiować wybrane zdjęcia do osobnego folderu.
![]() |
Wystarczy w okienko wkleić całego maila z podanymi numerami zdjęć i wcisnąć kopiuj. Zrobione! Nie jest łatwo oszacować ile czasu w swoim życiu zaoszczędzą fotografowie dzięki tej aplikacji. Na pewno jednak będą mogli zająć się teraz innymi pożytecznymi rzeczami, np. czyszczeniem matrycy z pyłków.
Komentarz można dodać po zalogowaniu.
Zaloguj się. Jeżeli nie posiadasz jeszcze konta zarejestruj się.












Optyczne.pl jest serwisem utrzymującym się dzięki wyświetlaniu reklam. Przychody z reklam pozwalają nam na pokrycie kosztów związanych z utrzymaniem serwerów, opłaceniem osób pracujących w redakcji, a także na zakup sprzętu komputerowego i wyposażenie studio, w którym prowadzimy testy.
Dziś 1 kwietnia?
Oni tak na serio, czy może ten system jest tak wybrakowany, że trzeba było pisać dedykowaną aplikację?
System jest świetny, nie wiem, o co chodzi w tej aplikacji. Aż sprawdzę.
Jednak nie, 4,99zł :)
Długo czekałem na taki program. Dobrze, że Optyczne o tym piszą.
Dobry pomysł. Ja radziłem sobie poprzez synchronizację. Czyli, skryptem terminala tworzyłem puste pliki według listy z nazwami, a potem synchro (rsync) właściwych nadpisujących te puste.
A jak klient zamiast wybierać dobre z katalogu, woli odrzucać słabe, to co?
Chyrus, ale po co ? W jakiej sytuacji ?
Chodzi o to, że klient podaje Ci nazwy plików, które chce i tylko te chcesz skopiować ?
A właśnie, że nie ma programu który pozwala kopiować i zaznaczać pliki z określonymi flagami czy ocenami.
Ktos mi ocenia, wybiera, oznacza tworzy się z tego lista która ładuje powiedzmy do Total comandera i ona mi służy za zaznaczenie.
Ja to mam w domu, ale dziecko czy zaznaczanie przy kawie wiąże się z ryzykiem i dobrze jest to robić na kopii katalogu...
Jak dla mnie bajka. Nieraz dostaję w emailu od różnych ludzi prośbę na wydruk jakiegoś mojego zdjęcia, które potem muszę szukać. Dzięki. Jak macie jakieś jeszcze takie ciekawe aplikacje to też o nich wspomnijcie. Ja dopiero zaczynam raczkować w tym systemie ale już mi się podoba ;)
Aplikacja kosztuje jednego dolara, więc jak komuś się przyda, to nie widzę problemu z kupnem. Choć zastanawiam się, jaki obieg pracy ma autor, że musi kopiować ręcznie w Finderze pliki zaakceptowane do obróbki. U mnie wszystko ląduje w Lightroomie, czasem już w trakcie sesji i klient wybiera zdjęcia patrząc na zdjęcia w LR, już z jakąś wstępną globalną obróbką/presetem do sesji. Wybrane zdjęcia zaznaczam flagą i cześć. Jeśli klient wybiera po sesji, np. korzystając z przesłanego folderu z podglądami, to listę wybranych plików wklejam do okienka szukania w LR i w ten sposób mogę jednym ruchem mieć wyselekcjonowane zdjęcia nie tylko z jednej sesji, ale z całego archiwum.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy korzystają z Lightrooma. @chyrus, oświecisz mnie, w jakiej sytuacji musisz tak synchronizować pliki. Jeśli terminalowy rsync kogoś przeraża, to polecam np. program Folder Sync 2, którym synchronizuję zmiany z dysków roboczych do archiwum. Ładnie wizualnie pokazuje co się zmienia, opcje mirror/update, w jedną stronę, w obie strony itd.
Moją metodę z rsync, lub jej modyfikację stosuję gdy:
1. Klient przesyła mi listę nazw plików np. w excelu, mailu, wordzie itp. W moim przypadku często są to setki plików.
Poprzez pętlę i touch tworzę z listy puste pliki, które później są podmieniane oryginałami przez rsync.
2. Klient wysyła mi wybrane pomniejszone zdjęcia (mail, wetransfer, google drive itp., jak kto lubi).
Wówczas robię tylko synchronizację, która nadpisuje mi te małe pliki zdjęciami w oryginalnym rozmiarze.
3. Filtr w LR - biorę listę plików z pkt. 1. i przerabiam ją tak, że potem wrzucam ją całą do LR i sobie flaguję/oznaczam/cokolwiek wszystkie wyfiltrowane zdjęcia.
Klienci mają w nosie lub nie mają narzędzi do flagowania czy oznaczania zdjęć. Musimy sobie radzić z przeróżnymi "danymi wejściowymi" od nich, nawet ze screenshotami :)
Rozumiem, ja po eksperymentach uzywam głownie LR, ale podobne operacje wykonuje tez z poziomu CLI (terminal), z tym, że używam narzędzia find - cos w stylu
for x in `cat list.txt` ; do find ../ -name $x -exec cp {} ./ \; ; done
oczywiscie mozna nakladac rozne filtry datowe itp.
Bardzo ciekawa sprawa i uczy pokory - narzedzie, ktore mi wydawalo się nieprzydatne jest całkiem potrzebne.
Kto by pomyślał, że dla sadowników wszystko może być problemem.
Tyle skryptów, tyle potencjalnych aplikacji ;)
To się nazywa "wybór" i "możliwości". Coś, czego do niedawna w Windowsie nie było a i teraz jest ograniczone. Od prawie 30 lat zajmuje się zawodowo IT, 20 lat na unixach i biurowo na Windows, od 10 lat na Macu - co ciekawe, każdy z 4 Macbooków jest ze mną do dziś i działa. Czas życia innych laptopów wynosił u mnie od 1 do 2 lat do całkowitego zniszczenia, do czasu przejścia na MBP a korzystałem raczej z linii biznesowych - od Toshiba Satellite Pro przez IBM T i X series po X1 Carbon (mój ostatni z Windowsem). Mac naprawde nie jest zły, chociaż ma swoje wady, jak wszystko. Cieszę się, że jest wybór, tak jak cieszę się, że Apple wróciło do swoich procków.
pozdrawiam,
Piotr
@Piotr - chcesz powiedzieć że zajechałeś IBM serii T ? i to w dwa lata ?? - no gratuluje jesteś lepszy niż przeciętny expat. No ale mimo płomiennych deklaracji nikomu nie wciśniesz kitu że Macbooki są od nich trwalsze - to porządne maszyny ale to serii T nie mają startu.
PS. Fascynuje mnie fanbojstwo niektórych makówek - można różne rzeczy pisać ale wciskać swoje fantazję w imię darmowej reklamy - to tylko Applowi się udało "wychować" takich użytkowników.
No trudno, ale miałeś kiedyś MBP? Mogę załączyć zdjęcia uszkodzeń moich MBP, które ich nie eliminują, w przeciwieństwie do plastików i "carbonów" Lenovo. Przyznaję, uszkodzenia spowodowane głównie uderzeniami, upadkami i piaskiem i wodą - prawie nikt tak nie traktuje lapków.
Tyle Twojej racji, że seria T IBMa to było coś, podobnie jak X i faktycznie żyły długo bez terminalnych uszkodzeń fizycznych - padały dyski (co w sumie normalne przy mechanicznych, mimo tego śmiesznego softu, co wykrywał wstrząsy), matryce (ale nie całe), zawiasy, kable i złącza zasilania, ten śmieszny trackpoint. Wycierał się też ten plastik i odłamywał (obudowa), ale np nigdy nie miałem problemu z klawą, co dwie generacie temu było PLAGĄ w MBP.
I przyznaje, X1 Carbon też mam do dzisiaj, bez większych uszkodzeń, po prostu lapki pod Windowsem starzeją się znacznie szybciej niż te pod OS X.
Ja tylko piszę, że od 10 lat pracuje na Mac i nie zamierzam tego zmieniać. I że MBP jest bardziej wytrzymały na uszkodzenia fizyczne niż każdy inny laptop, który miałem. Jest natomiast stosunkowo większy i cięższy (pracuje na 13", w tej chwili czekam na 14" z M1).
Z drugiej strony większość moich kolegów pracuje na Lenovo i też sobie chwali (w mojej branży jest ok 1/3 na mbp i 2/3 na windowsowych), więc niech każdy ma swoje zdanie i wybór.
Z kolei IPhone zabiłem już kilkanaście, z tego przynajmniej dwa w sposób, jaki powinny przeżyć, co jest irytujące. Większość nadal mam, jak potrzeba jakiejś fotodokumentacji.
Jak padnie SSD to co zrobić ze współczesnym MBP? 2 mi się sfajczyły (jeszcze na nVidii)
i apple się wypiął bo nie miałem appleCare.
Wymieniasz, apple care nie powinno mieć nic do rzeczy. Po prostu jest to płatne w serwisie. Nie wiem, co to "na nVidii", nie kojarzę - chodzi o MBP 15" ?
W żony Air czy później MB wymieniałem sam, to jakieś 6 śrubek, wymieniałem też baterię.
link
@PiotrWachowiak
"Ja tylko piszę, że od 10 lat pracuje na Mac i nie zamierzam tego zmieniać. I że MBP jest bardziej wytrzymały na uszkodzenia fizyczne niż każdy inny laptop, który miałem."
Który miałeś, to może, choć to i tak naciągane, natomiast generalnie to bzdura i MBP nie jest jakoś bardziej wytrzymały niż podobnej klasy sprzęt konkurencji. Do tej pory mam jeszcze w firmie 10-letnie Delle z serii Latitude jak e7440 czy e6540 i poza naturalnymi śladami użytkowania, jak otarcia zewnętrznej części obudowy, to nic się z nimi nie dzieje, zawiasy działają tak samo od nowości, klawisze nie są powycierane i nie ma żadnych problemów z klawiaturą, do tego bezproblemowy dostęp do części w normalnych cenach i łatwe serwisowanie. 2 lata temu dla projektantów kupowaliśmy też 2 egzemplarze z serii Precision i tutaj też zero problemów, choć wiadomo, że okres czasu krótszy.
Ale używałeś kiedyś MBP?
W topowym Dellu 2 razy zawiasy mi padły. Muszę pochwalić serwis, bo przyjeżdzał gość z plecaczkiem na drugi dzień, prosił o biurko i wymieniał na miejscu.
Jak pisałem, używam laptopów w dość ekstremalny sposób, są stale narażone na upadki i uszkodzenia. Jestem cholernie zaskoczony, że mimo tego nie udało mi się nigdy uszkodzić matrycy, co było plagą w innych lapkach (np upadek na róg).
Zrobiłem szybkie zdjęcia telefonem uszkodzeń, które zabijały plastikowo-carbonowe lapki - obudowa była cała, matryce pękały:
link
link
Myślę, że nie ma co tłuc tematu dalej na forum publicznym, nikogo poza nami to nie interesuje.
pozdrawiam,
Piotr
Na podstawie swoich osobistych doświadczeń z laptopami, mam opinię podobną do Piotra.
W ciągu ostatnich kilkunastu lat, razem z kobitką mieliśmy wiele laptopów, głównie na Windowsie. Potem pojawił się u mnie MBP, a u kobitki topowy (w momencie zakupu) ultrabook Dell XPS*. Dość powiedzieć, że to będzie już ostatni laptop na Windowsie w naszym domu.
*karbony, luksusy, pierdu pierdu. Rozpada się to, krzywi, łamie i pęka podobnie jak inne plastiki.