Przetwarzanie danych osobowych

Nasza witryna korzysta z plików cookies

Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie, a także do prawidłowego działania i wygodniejszej obsługi. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług i innych witryn.

Masz możliwość zmiany preferencji dotyczących ciasteczek w swojej przeglądarce internetowej. Jeśli więc nie wyrażasz zgody na zapisywanie przez nas plików cookies w twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki, lub opuść naszą witrynę.

Jeżeli nie zmienisz tych ustawień i będziesz nadal korzystał z naszej witryny, będziemy przetwarzać Twoje dane zgodnie z naszą Polityką Prywatności. W dokumencie tym znajdziesz też więcej informacji na temat ustawień przeglądarki i sposobu przetwarzania twoich danych przez naszych partnerów społecznościowych, reklamowych i analitycznych.

Zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies możesz cofnąć w dowolnym momencie.

Optyczne.pl

Inne testy

Canon EOS R5 - test trybu filmowego

24 września 2020
Amadeusz Andrzejewski Komentarze: 64

4. Jakość obrazu

Szczegółowość obrazu

Szczegółowość obrazu oraz obecność artefaktów takich jak mora i aliasing badamy nagrywając testowanym aparatem tablicę ISO 12233, tak by wypełniła ona kadr w pionie przy danych proporcjach obrazu. Analiza ma charakter jakościowy, jej wynikiem nie są wartości liczbowe.



----- R E K L A M A -----

W przypadku testowanego aparatu, ze względu na dużą liczbę trybów nagrywania, zdecydowaliśmy się podzielić niniejszy film na trzy części – jedną poświęconą filmowaniu w 8K, drugą nagraniom w 4K, a trzecią trybowi Full HD. Zaprezentujemy je w tej właśnie kolejności.

Jakość obrazu 8K jest po prostu fenomenalna i trudno negować zysk z tak dużego wzrostu rozdzielczości. Oczywiście do stuprocentowego ideału jeszcze odrobinę zabrakło i niewielkie ilości kolorowych artefaktów są widoczne (zwłaszcza w trybie RAW), ale nie psuje to ogólnego bardzo dobrego wrażenia.

Na marginesie warto dodać, że praca z materiałem 8K jest bardzo obciążająca dla komputera, a dyski na materiał zapełniają się zastraszająco szybko (zwłaszcza w RAW). Dlatego przed sięgnięciem po tryby 8K warto zainwestować w duży i szybki dysk SSD, a jeśli reszta komputera nie jest naprawdę mocna - rozważyć pracę w oparciu o pliki proxy. Jeśli jednak te problemy nam niestraszne, to jakość obrazu, jaką dostaje się w zamian, wiele wynagradza.

Tryb 4K jest zdecydowanie najciekawszy z tego, co EOS R5 ma do zaoferowania, występuje bowiem aż w trzech wersjach. Pierwsza to tzw. 4K HQ nadpróbkowane z 8K, dostępne tylko w trybie pełnoklatkowym i z prędkościami do 30 kl/s. Drugi tryb to „standardowe” 4K z całej matrycy wykorzystujące jakiś rodzaj grupowania pikseli (tzw. pixel binning) lub odczytu co którejś linii pikseli (tzw. line skipping). To w tym trybie dostępny jest pełen wachlarz klatkaży – od 24 do 120 kl/s. Ostatni tryb to „tryb z przycięciem”, czyli korzystający z wycinka APS-C (crop 1.61x względem analogicznego trybu pełnoklatkowego). Wykorzystuje on nadpróbkowanie (tzw. oversampling) z rozdzielczości około 5.1K, czyli wszystkich dostępnych w trybie APS-C pikseli.

Tryb 4K, zgodnie z oczekiwaniami, wygląda niemal tak dobrze jak 8K (choć widać różnicę w zapisywanej rozdzielczości) i jest praktycznie wolny od jakichkolwiek wad obrazu. Drugi pod względem jakości obrazu, również bez zaskoczeń, jest materiał 4K z wycinka APS-C (niezależnie od klatkażu). Widzimy tam sporo kolorowych przebarwień, ale pod innymi względami jest dobrze – materiał jest szczegółowy i pozbawiony schodkowania czy innych przejawów aliasingu.

Najgorzej wypada „standardowy” tryb 4K, w którym matryca nie jest odczytywana z wykorzystaniem nadpróbkowania. Schodkowania i poszarpanych krawędzi jest sporo, a obraz traci na szczegółowości. Niewielkim plusem jest mniejsza ilość kolorowych przebarwień oraz identyczne zachowanie niezależnie od klatkażu. Niemniej jednak polecamy, w miarę możliwości, sięganie po inne tryby 4K. Chyba że docelowo materiał ma być emitowany w Full HD, wówczas jakością rejestracji w 4K nie trzeba się zbytnio przejmować.

Ponieważ EOS R5 nie jest pierwszym aparatem filmującym w 4K, korzystającym z przeskakiwania linii lub grupowania pikseli, postanowiliśmy zestawić obraz z niego z pozostałymi dwoma, które przeszły już procedurę testową – EOS-em M6 Mark II oraz Sony A7R IV.

Canon EOS R5 - test trybu filmowego - Jakość obrazu

Najlepiej z całej trójki wypada Sony, który ma też najwięcej megapikseli – ponad 60, czyli około 9.5K na szerokość. Powoduje to, że nawet po pominięciu połowy informacji, do dyspozycji zostaje niemal 5K i ten zapas informacji przekłada się, jak widać, na lepszą szczegółowość. Obydwa Canony wypadają zauważalnie gorzej, przy czym R5 jest w tym przypadku minimalnie lepszy od M6 Mark II, który nie ma wystarczająco dużo megapikseli, by po pominięciu połowy informacji oferować 4K – wynikowa rozdzielczość jest bliższa 3.5K.

Na koniec spójrzmy na tryb Full HD.

W trybie pełnoklatkowym obraz wygląda całkiem dobrze. Jest szczegółowy i wolny od większości wad obrazu. Zauważalnie gorzej robi się w trybie APS-C, gdzie szczegółowość spada, a pojawia się schodkowanie, szarpanie krawędzi i nieco więcej kolorowych przebarwień. Dla porządku dodajmy, że w obydwu trybach jakość obrazu jest niezależna od klatkażu, co oceniamy pozytywnie.

Wyostrzanie

Canon EOS R5 oferuje 8 poziomów wyostrzania, oznaczonych wartościami od 0 do 7. Typową oznaką tego procesu w surowym materiale filmowym jest schodkowanie widoczne na ukośnych krawędziach.

Cały powyższy test, podobnie jak testy fotograficzne, wykonaliśmy na minimalnym poziomie wyostrzania obrazu dostępnym w aparacie. Spójrzmy teraz, jak zwiększenie poziomu tego parametru wpływa na obraz:

W przypadku użytego tutaj trybu 8K rozdzielczość i jakość obrazu jest tak dobra, że wyostrzanie nie wprowadza praktycznie żadnych dodatkowych zakłóceń. Jedynym ograniczeniem w jego stosowaniu już na etapie nagrywania jest zatem możliwość uzyskania brzydkiego, sztucznie przeostrzonego obrazu przy sięganiu po zbyt duże wartości tego parametru. Te z zakresu 0–4 powinny spokojnie załatwić sprawę i dać nam rozsądnie wyglądające ujęcia.

Oprócz wyostrzania, testowany aparat oferuje też parametr opisany jako „przejrzystość” działający w zakresie od −4 do +4 z krokiem co 1. Domyślną wartością jest 0. Zmniejszanie jej powoduje, że obraz nabiera miękkiego charakteru, podobnego jak w przypadku stosowania obiektywu o nie do końca skorygowanej aberracji sferycznej lub zmiękczającego filtra. Z kolei zwiększenie tego parametru powyżej zera daje efekt zbliżony do wyostrzania. Zapewne wyglądałoby to nieco inaczej, gdyby do korpusu faktycznie podłączyć obiektyw o nieskorygowanej aberracji sferycznej. „Niestety” użyty w teście Canon RF 50 mm f/1.2 L wydaje się od niej całkowicie wolny, zwłaszcza po przymknięciu przysłony.

Większość tego, co daje zmiana parametru „przejrzystość” przy filmowaniu da się dziś bez problemu uzyskać na etapie postprodukcji w programach do montażu. Nie trzeba zatem tego rodzaju decyzji dotyczących charakteru obrazu podejmować już na etapie nagrywania.

Szum

Szum w filmach, podobnie jak na zdjęciach, oceniamy w oparciu o scenkę testową, zarejestrowaną na różnych czułościach przy wyłączonej redukcji szumu w aparacie.

W przypadku filmu ocena, tak jak przy szczegółowości obrazu, nie ma charakteru liczbowego. Prezentowane poniżej opinie na temat maksymalnych czułości oferujących użyteczny obraz są oczywiście subiektywne – każdy użytkownik ma inną tolerancję dla szumu w obrazie filmowym.

Podobnie jak w przypadku szczegółowości obrazu, ze względu na dużą liczbę trybów nagrywania, postanowiliśmy rozdzielić materiał na 8K, 4K i Full HD. Omówimy go w tej właśnie kolejności.

Przy filmowaniu w RAW-ach szum jest oczywiście bardziej widoczny niż przy korzystaniu z innych trybów nagrywania. Jest to dość typowe i nie powinno budzić niepokoju, tak po prostu wyglądają surowe pliki. Co prawda szum zachowuje aż do końca rozsądnie wyglądającą, drobnoziarnistą strukturę, jednak od ISO 12800 zaczyna nieprzyjemnie pulsować. Po surowe pliki zazwyczaj sięga się w celu osiągnięcia maksymalnej jakości, a tej nie da się uzyskać bez odpowiedniej ilości światła, niezależnie od używanego modelu aparatu czy kamery.

Po przejściu na zapis bardziej „standardowych plików” szumu robi się nieco mniej, ale nadal od ISO 12800 nabiera on mniej przyjemnego, pulsującego charakteru. Lepiej zatem ograniczyć się do niższych wartości.

Tryb 4K HQ zachowuje się analogicznie jak 8K – od ISO 12800 wzwyż szum robi się nieprzyjemny, a jego ilość zaczyna przeszkadzać. Nie ma zatem zbyt wielu zalet z nadpróbkowania, jeśli chodzi o ilość zakłóceń. W podobnym tonie można się wypowiedzieć o pełnoklatkowych trybach 4K nie korzystających z nadpróbkowania (niezależnie od klatkażu). Tam także najwyższą czułością z akceptowalnym poziomem szumów wydaje się ISO 6400.

Po przejściu do trybu APS-C ilość szumów rośnie w podobnym stopniu, jak spada aktywna powierzchnia matrycy. Oznacza to, że granica użyteczności obrazu przenosi się w okolice ISO 3200.

W przypadku wyników w Full HD można by w zasadzie powtórzyć to, co padło przy 4K – w trybie pełnoklatkowym najlepiej nie przekraczać ISO 6400, a w trybie APS-C ISO 3200. W obu przypadkach niezależnie od klatkażu.

Sumaryczne wyniki EOS-a R5 nie powalają. Podobnie wypadł w naszym teście wyposażony w mniejszą matrycę Fujifilm X-T4. Współczesne pełnoklatkowe aparaty zazwyczaj oferują użyteczny zakres czułości do ISO 12800 lub nawet 25600 włącznie. Większość z nich jednak ma mniejszą rozdzielczość niż EOS R5 i nie oferuje filmowania w 8K. Coś za coś.

Odszumianie

Podobnie jak przy zdjęciach, testowany aparat oferuje cztery stopnie redukcji szumu dla materiału filmowego. Odszumianie może być: wyłączone, słabe, standardowe lub mocne. W praktyce przedstawia się to następująco:

Najrozsądniejszą opcją wydaje się być nastawa „słabe” w aparacie. Z jednej strony pozwala ona pozbyć się najbardziej irytującego kolorowego szumu, z drugiej nie „zjada” nadmiernie szczegółów. Średnią nastawę różnież można rozważyć, przy odszumianiu „mocnym” utrata szczegółów w obrazie jest już zbyt intensywna.

Jeśli mamy czas na postprodukcję, możemy zostawić redukcję szumu programowi montażowemu, który, w przeciwieństwie do aparatu, nie musi tego robić w czasie rzeczywistym i na zasilaniu z baterii, dzięki czemu daje lepsze rezultaty. Należy jednak pamiętać, że skuteczność redukcji szumu, zwłaszcza tej międzyklatkowej (a takiej użyliśmy do ujęcia naszej scenki) zależy od charakteru i dynamiki danego ujęcia – w sytuacjach z dużą ilością ruchu utrata szczegółów wywołana przez odszumianie w aparacie zostanie zamaskowana rozmyciem ruchu, a z kolei międzyklatkowa redukcja szumu da kiepskie efekty.

Rolling Shutter

Zjawisko nazywane potocznie rolling shutter wynika z faktu, że zdecydowana większość współczesnych matryc CMOS nie jest odczytywana z całej powierzchni jednocześnie, tylko „z góry do dołu”, wierszami. Stąd też o sile i uciążliwości tego zjawiska decyduje czas odczytu matrycy w danym trybie nagrywania. Rośnie on wraz z rozdzielczością oraz zależy od innych aspektów nagrywania – przykładowo czas odczytu będzie większy, gdy materiał filmowy jest nadpróbkowany (tzw. oversampling), a mniejszy, gdy np. matryca jest odczytywana z przeskakiwaniem linii (tzw. line skipping).

Przedstawmy jeszcze skalę odniesienia. Czasy odczytu poniżej 10 ms uznajemy za świetne – przy tak szybkich matrycach trzeba naprawdę „postarać się”, by zjawisko rolling shutter było zauważalne. Czasy między 10 a 15 ms to wyniki bardzo dobre. Czasy między 15 a 20 ms uznajemy za dobre, a między 20 a 25 ms za przeciętne. Wszystko powyżej 25 ms to wyniki złe, a powyżej 30 ms – bardzo złe.

Wyniki jakie uzyskał Canon EOS R5 przedstawiają się następująco:

Tryb nagrywania Czas odczytu matrycy
8K DCI (8192×4320), RAW , 25 kl/s 14.9 ms
8K UHD (7680×4320), MP4 , 25 kl/s 13.9 ms
4K HQ UHD (3840×2160) z całej matrycy, 25 kl/s 14.0 ms
4K UHD (3840×2160) z całej matrycy, 25 kl/s 8.7 ms
4K UHD (3840×2160) z całej matrycy, 50 kl/s 8.7 ms
4K UHD (3840×2160) z całej matrycy, 100 kl/s 7.1 ms
4K UHD (3840×2160) z wycinka APS-C, 25 kl/s 8.7 ms
4K UHD (3840×2160) z wycinka APS-C, 50 kl/s 8.7 ms
Full HD (1920×1080) z całej matrycy, 25 kl/s 8.8 ms
Full HD (1920×1080) z całej matrycy, 50 kl/s 8.8 ms
Full HD (1920×1080) z wycinka APS-C, 25 kl/s 5.4 ms
Full HD (1920×1080) z wycinka APS-C, 50 kl/s 5.5 ms

Testowany aparat, mimo oferowania zapisu filmów w 8K, w żadnym trybie nie uzyskał wyniku, który formalnie nie mieściłby się w kategorii „rewelacyjny” lub „bardzo dobry”. To w zasadzie wystarczy za cały komentarz i świadczy o ogromnym postępie, jakiego inżynierowie Canona dokonali od czasu notujących bardzo kiepskie wyniki w 4K (i to pomimo cropów) EOS-ów R i RP. W modelu R5 rolling shutter nie powinien być problemem poza naprawdę ekstremalnymi sytuacjami.

Przy okazji uzyskane tu wyniki potwierdzają, że w zasadzie w każdym trybie nagrywania sposób odczytu matrycy jest niezależny od klatkażu, co należy pochwalić. Jedynym wyjątkiem jest tutaj slow motion, które jest o tyle ciekawym przypadkiem, że sposób odczytu matrycy nie zmienia się (byłoby to widać na ujęciu tablicy testowej) – ona w tym trybie po prostu przyspiesza, włącza coś na kształt „turbo”, o którym pisaliśmy w analogicznym rozdziale testu EOS-a 1D X Mark III. Ów „tryb turbo” tłumaczyłby najbardziej restrykcyjne ograniczenia czasu nagrywania w 4K w 100/120 kl/s oraz fakt, że najwyższą temperaturę aparatu udało się podczas testu uzyskać filmując właśnie w tym trybie.