Przetwarzanie danych osobowych

Nasza witryna korzysta z plików cookies

Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie, a także do prawidłowego działania i wygodniejszej obsługi. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług i innych witryn.

Masz możliwość zmiany preferencji dotyczących ciasteczek w swojej przeglądarce internetowej. Jeśli więc nie wyrażasz zgody na zapisywanie przez nas plików cookies w twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki, lub opuść naszą witrynę.

Jeżeli nie zmienisz tych ustawień i będziesz nadal korzystał z naszej witryny, będziemy przetwarzać Twoje dane zgodnie z naszą Polityką Prywatności. W dokumencie tym znajdziesz też więcej informacji na temat ustawień przeglądarki i sposobu przetwarzania twoich danych przez naszych partnerów społecznościowych, reklamowych i analitycznych.

Zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies możesz cofnąć w dowolnym momencie.

Optyczne.pl

Artykuły

Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Canon EOS R - pierwsze wrażenia
6 września 2018

1. Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Canon długo kazał nam czekać na premierę swojego pełnoklatkowego bezlusterkowca. Podczas gdy Sony rozwijało swój pełnoklatkowy system przez ostatnie pięć lat, Canon skupiał się jedynie na lustrzankach i systemie EOS M, który nigdy nie zyskał uznania bardziej wymagających użytkowników. Przyszła jednak pora na zmiany i wczoraj Canon zaprezentował zupełnie nowy system bazujący na bezlusterkowcu EOS R wyposażonym w matrycę o rozdzielczości 30 Mpix. Na konferencji, aparat prezentowany był jako produkt przełomowy, który wprowadzi nas w przyszłość fotografii i zagości tam przez wiele lat. Czy tak jest w rzeczywistości, czy Canon EOS R wywoła rewolucję na rynku, czy jedynie jest próbą dotrzymania kroku konkurencji? Postanowiliśmy przyjrzeć mu się bliżej, aby poszukać odpowiedzi na te pytania.

Budowa i jakość wykonania

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Biorąc to ręki EOS-a R z kitowym 24-105 mm f/4 od razu rzuca się w oczy nieco mniejsza kompaktowość zestawu, niż ma to miejsce np. w przypadku wszelkich odmian Sony A7 w połączeniu z 24-70 mm f/4. Nawet gdy weźmiemy pod uwagę nieco większy zakres ogniskowych w zestawie Canona, to i tak różnica w wielkości jest wyraźna. Sam korpus znacząco nie różni się wymiarami od A7, jednak poprzez nieco inne proporcje odnosi się wrażenie, iż jest on dużo większy.

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia



- - - - - - - - - - - - - - - - - - R E K L A M A - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Na szczęście cały zestaw jest bardzo dobrze wyważony a wygodny grip i wypustka na kciuk sprawiają, że aparatem operuje się bardzo wygodnie. W ciągu jednego dnia zrobiłem nim około 500 zdjęć i nie odczułem większego zmęczenia.

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Samej jakości wykonania trudno cokolwiek zarzucić. Po prostu mamy tu do czynienia z uszczelnianym korpusem z górnej półki, co tylko potwierdza kwota, którą musimy za aparat zapłacić.

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Niestety o ile EOS R aspiruje do grupy produktów zaawansowanych swoją jakością wykonania i wieloma innymi cechami, to niestety znajdziemy w nim rozwiązanie znane z większości amatorskich sprzętów. Mowa tu o pojedynczym slocie na kartę SD, co z pewnością nie jest rozwiązaniem, którego oczekiwali zawodowcy.

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Aparat jest zasilany akumulatorem litowo-jonowym LP-E6N lub LP-E6, do którego dostaniemy się po otwarciu klapki umieszczonej na dolnej ściance. Producent deklaruje, że wystarcza on na wykonanie około 450 zdjęć. Mi udało się zrobić ich 500, a bateria nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa, choć wskaźnik naładowania pokazywał już tylko jedną kreskę.

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Warto też dodać, iż według zapewnień przedstawicieli firmy Canon, aparat można ładować poprzez port USB, co z pewnością docenią osoby dużo podróżujące i korzystające np. z power banków.

Na koniec należy wspomnieć o grupie złącz, które umieszczono za zaślepkami na jednej z bocznych ścianek. Znajdziemy tam USB typu C, HDMI, wejście mikrofonu, wyjście słuchawkowe i gniazdo do podłączenia pilota zdalnego sterowania.

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Użytkowanie

Obsługa Canona EOS R nie jest tak oczywista, jak np. Fujifilm X-T2, czy nawet Olympusa E-M1. Aparatu po prostu musimy się nauczyć. W kwestii "klawiszologii" producent nie zdecydował się na powielenie sprawdzonych i docenianych przez wielu użytkowników rozwiązań z zaawansowanych lustrzanek systemu EOS i zaproponował nam nieco odmienną koncepcję. W rezultacie czułem się nieco zagubiony w pierwszych chwilach spędzonych z EOS-em R i dopiero wraz z upływem czasu doceniałem jego walory użytkowe. Nie wiem nawet, czy jest sens omawiania układu przycisków i opisywania ich funkcji, bowiem niemal każdy guzik na obudowie możemy skonfigurować wg własnych preferencji, a liczba oferowanych opcji jest tu przeogromna. Spróbujmy jednak przybliżyć nieco sposób obsługi nowego Canona.

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Na górnej ściance, na lewo od wizjera umieszczono włącznik w postaci koła. Po przeciwnej stronie znajdziemy spust migawki, dwa koła sterujące, przycisk MODE wyświetlający menu wyboru trybów i guzik rozpoczynający nagrywanie filmów. Ciekawostką jest przycisk LOCK, którym możemy zablokować określone manipulatory, np. koła nastaw, czy wybrane przyciski. To, co ma być zblokowane określamy w menu, a ponowne naciśnięcie przycisku LOCK prowadzi do odblokowania wskazanych manipulatorów. Sporą część górnej ścianki zajmuje pomocniczy wyświetlacz monochromatyczny, przy którym umieszczono przycisk oznaczony żarówką. Zmienia on zestaw informacji wyświetlanych na tym ekranie, a jego dłuższe przytrzymanie włącza podświetlenie.

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Bardzo przydatny okazuje się przycisk M-Fn wyświetlający menu funkcyjne, w którym szybko, za pomocą kółek, możemy ustawić np. czułość ISO, tryb seryjny, a także kilka innych opcji. Zlokalizowanie go przy spuście migawki sprawia, że dość często z niego korzystałem.

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Na tylnej ściance oprócz przycisku MENU, wybieraka kierunkowego i kilku innych guzików, których działania w zasadzie nie trzeba nikomu przybliżać, umieszczono dość innowacyjne rozwiązanie. Jest to dotykowy pasek, po którym możemy przesuwać palcem, albo dotykać jego lewej lub prawej części, co pozwala na zmianę określonego w menu parametru (np. czułości ISO). Powiem szczerze, że nie przypadło mi do gustu to rozwiązanie. Dotykając paska nie otrzymujemy, żadnej informacji zwrotnej, w postaci kliknięcia, itp. Przesuwając po nim palcem określony parametr zmienia się o znaczną wartość, nad którą ciężko zapanować i często korzystając z tego manipulatora nie mamy pewności, czy parametr został przestawiony, a jeśli tak, to czy o oczekiwaną wartość. Zdecydowanie lepiej sprawdza się tutaj koło nastaw z wyczuwalnym skokiem.

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Zastanawia mnie też brak typowego koła wyboru trybów. Wystarczyło inaczej podejść do tematu włącznika i koło na lewo od wizjera wykorzystać do przełączania trybów. Niestety japońscy konstruktorzy zdecydowali się na inne rozwiązanie, w którym po wciśnięciu guzika MODE zobaczymy menu wyboru trybów.

Jak widać, wśród nich znalazł się nowy tryb Fv, czyli elastyczna preselekcja AE. Daje on łatwy dostęp do zmiany czasu otwarcia migawki, przysłony, ISO i kompensacji ekspozycji za pomocą kół nastaw. Jednym kołem przełączamy się między parametrami, a drugim ustawiamy oczekiwaną wartość. W przypadku czasu, przysłony i ISO oferowane są ustawienia AUTO, co pozwala korzystanie z trybów PASM.

Gdy w menu wyboru trybów użyjemy przycisku INFO zostaniemy przeniesieni do kolejnego menu wyboru trybów, jednak tych związanych z filmowaniem. Być może właśnie ogrom dostępnych tam opcji leżał u podstaw decyzji o zrezygnowaniu z tradycyjnego koła wyboru trybów. Czy była to słuszna decyzja, ocenią użytkownicy.

Nie trudno zauważyć, że przy domyślnych ustawieniach aparat nie daje nam bezpośredniego dostępu do takich parametrów jak ISO, pomiar światła, czy tryb zdjęć seryjnych. Możemy dość szybko dostać się do nich wywołując menu podręczne przyciskiem Q-SET, jednak wiele osób oczekuje prostszego sposobu. W rezultacie, tak jak pisałem, w pierwszym kontakcie z EOS R dochodzimy do wniosku, że aparat nie jest zbyt intuicyjny w obsłudze, a umieszczenie na obudowie np. niezbyt użytecznego przycisku LOCK, czy nie do końca przemyślanego paska dotykowego, tylko utwierdza nas w tym przekonaniu. Sytuacja zmienia się o 180 stopni, gdy zajrzymy do menu i zapoznamy się z możliwościami personalizacji nowego EOS-a. Okazuje się, że niemal każdemu guzikowi możemy przypisać jedną z kilkudziesięciu opcji. Także pracę obydwu kół sterujących oraz pierścienia na obiektywie możemy zdefiniować według własnych upodobań, co ilustrują poniższe filmy.

Nie dziwi zatem fakt, że podczas konferencji Canon chwalił się, iż EOS R to najbardziej osobisty aparat (personal camera), w ich ofercie. Z pewnością cieszy fakt możliwości dostosowania go do swoich preferencji. Jednak ja zaliczam się do osób, które wolą bardziej tradycyjne rozwiązania. Korzystam z wielu korpusów różnych firm i zapewne biorąc EOS-a R po dłuższej przerwie mógłbym nie pamiętać, jakie funkcje przypisałem określonym przyciskom. Podobny problem mogą mieć osoby, które wymieniają się aparatem, lub np. pary korzystające z jednego korpusu. Z drugiej jednak strony, EOS R jest na tyle elastyczny, że jeśli dobrze przemyślimy jego konfigurację, to może stać się idealnym aparatem pod względem obsługi. Wszystko zależy od naszych upodobań.

Oddzielny akapit warto poświęcić mechanizmowi ustawiania ostrości. W aparacie zastosowano matrycę Dual Piksel CMOS AF, a wykorzystanie podwójnych pikseli odpowiedzialnych za detekcję fazy pozwoliło utworzyć na całej powierzchni sensora ponad 5600 punktów AF. Jest to niewątpliwy rekord, a do tego producent chwali się, iż zakres detekcji tych punktów rozpoczyna się od -6EV, a sam proces ostrzenia zajmuje rekordowe 0.05 sek. To także wartości, które robią wrażenie, a kilka godzin spędzonych z EOS-em R tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że nie jest to jedynie chwyt marketingowy. Autofokus testowałem z obiektywami Canon RF 24-105 mm f/4L IS USM oraz RF 50 mm f/1.2L USM i w obydwu przypadkach działał on znakomicie. Fotografowałem w bardzo ciemnych pomieszczeniach i nawet przy przysłonie f/1.2 autofokus się nie gubił i poprawnie w mgnieniu oka ustawiał ostrość w oczekiwanym punkcie. A muszę przyznać, że nie miałem czasu aby pobawić się dość zaawansowanymi ustawieniami AF, którym poświęcono aż 5 zakładek w menu, gdzie możemy dostosować jego pracę do naszych potrzeb, czy zastanej sytuacji.

Spośród 500 zrobionych zdjęć trudno znaleźć mi jakiekolwiek, w którym AF wyraźnie się pomylił. Zdecydowanie większym problemem okazały się poruszone zdjęcia będące wynikiem użycia zbyt długich czasów, niż sam mechanizm ustawiania ostrości. I tu dochodzimy do kolejnej rzeczy, na którą możemy ponarzekać. Otóż konstruktorzy Canona nie zdecydowali się na zastosowanie w aparacie mechanizmu stabilizacji matrycy, co w erze stabilizowania pełnoklatowych matryc z efektywnością sięgającą 4-5 EV woła o pomstę do nieba.

Wróćmy jeszcze na chwilę do AF, a konkretnie do sposobu wybierania pola/pól, w których ostrość ma być ustawiana. Opcji tych jest bardzo dużo, możemy wybrać centralne pole w różnych rozmiarach, a także pole centralne wraz z różną liczbą pól je otaczających. Oczywiście możemy też wybrać jedno spośród ponad 5600 wszystkich dostępnych pól, co okazuje się dość karkołomne korzystając z przycisków kierunkowych. Przesuwanie pola trwa wieczność, a jedyne co ratuje sytuację, to przyśpieszenie tego procesu poprzez przytrzymanie przycisku kierunkowego. Wówczas pole przesuwa się nieco szybciej. Pozostaje nam więc do dyspozycji wybór pola poprzez przesuwanie palca na dotykowym ekranie LCD. Osobiście nie lubię tego rozwiązania, bowiem nosząc aparat na szyi dość często położenie tegoż pola zmienia mi się samoczynnie. W rezultacie już po paru minutach szukałem, gdzie wyłącza się tę opcję w menu. Udało mi się ją znaleźć, co spowodowało, że robiąc zdjęcia korzystałem z tradycyjnej metody przekadrowywania i tęskniłem za dżojstikiem, który znaleźć można w bezlusterkowcach firm Fujifilm, Panasonic, Sony, a także od niedawna Nikon.

Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednym przyjemnym dodatku. Okazuje się, że po odpięciu obiektywu przy wyłączonym korpusie nie zobaczymy matrycy. Przestawiając włącznik w pozycję OFF, aparat zamyka migawkę, dzięki czemu zmieniając obiektyw nie narażamy sensora na zabrudzenie. Gdyby jednak takowe się pojawiło, wystarczy odpiąć obiektyw przy włączonym aparacie i wyczyścić matrycę.

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Wizjer, wyświetlacze i menu

Canon EOS R został wyposażony w dotykowy ekran LCD o przekątnej 3.15 cala i rozdzielczości ok. 2.100.000 punktów. Jakości wyświetlanego na nim obrazu trudno cokolwiek zarzucić, gdyż nie odbiega on od tego, co oferuje konkurencja w swoich flagowych produktach. Sposób odchylania monitora zdradza, iż konstruktorzy chcą zainteresować swoim produktem także osoby zajmujące się wideofilmowaniem.

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Menu główne aparatu stworzono na bazie struktury znanej z zaawansowanych lustrzanek systemu EOS. Znajdziemy w nim 5 zakładek, w których umieszczono od 3 do 6 ekranów z opcjami. A dodatkowo mamy jedną sekcję, w której możemy stworzyć własne menu z ulubionymi parametrami.

EOS R posiada elektroniczny wizjer OLED o rozdzielczości 3.6 mln punktów. układ ten jest stosowany w najbardziej zaawansowanych aparatach konkurencji już od niemal 2 lat, więc przykładając oko do nowego Canona nie doświadczymy "efektu WOW". Po prostu kolejny wizjer o dużej rozdzielczości i dobrej jakości obrazu, z zauważalnym brakiem płynności obrazu przy przekadrowywaniu w słabszych warunkach oświetleniowych. Nadal więc daleki jestem od stwierdzenia, iż wizjery elektroniczne są tak dobre, jak optyczne.

W aparacie znajdziemy też pomocniczy ekran monochromatyczny umieszczony na górnej ściance. Rozwiązanie to znane z zaawansowanych lustrzanek coraz częściej pojawia się w bezlusterkowcach. O ile w tych pierwszych było nie do przeceniania, o tyle w bezlusterkowcach, które dysponują wizjerami elektronicznymi i odchylanymi ekranami LCD, jest jedynie miłym dodatkiem. Nie zmienia to jednak faktu, że obecność tegoż ekranu w EOS-ie R należy zaliczyć na plus, a tak jak pisaliśmy, dodatkowo możemy zmieniać zestaw parametrów, który jest na nim wyświetlany (przy wyłączonym aparacie pokazywany jest jedynie wybrany tryb).

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Canon EOS R - pierwsze wrażenia - Canon EOS R - pierwsze wrażenia

Podsumowanie

Canon EOS R podczas prezentacji w Londynie przedstawiany był jako produkt rewolucyjny, który ma wprowadzić nas w przyszłość fotografii. W momencie, gdy na rynku są już bezlusterkowce z matrycami średnioformatowymi, a Sony swój system pełnoklatkowy dopracowuje i rozwija od 2013 roku, trudno nie odnieść wrażenia, iż konferencja Canona odbyła się o dobre kilka lat za późno, a hołubienie nowego bezlusterkowca było przysłowiowym robieniem dobrej miny do złej gry. Z drugiej strony, choć EOS R nie jest produktem przełomowym, to Canon nie musi wstydzić się swojego debiutu na rynku pełnoklatkowych bezlusterkowców. Aparat działa szybko, ma genialny autofokus, generuje dobrej jakości zdjęcia, a do tego oferowany jest wraz z obiektywami o świetnych parametrach, których na próżno szukać u konkurencji. Niestety nie pozostało to bez wpływu na ich rozmiary, o czym pisaliśmy tutaj. Z drugiej strony brak stabilizacji matrycy i jeden slot na kartę pamięci pozostawiają spory niedosyt. Także nieco nowatorskie i dyskusyjne podejście do "klawiszologii" sprawia, że niektórzy EOS-a R pokochają, a inni go znienawidzą. Ja, po całym dniu spędzonym z aparatem, jeszcze nie wiem, do której grupy się zaliczam.

Na koniec zapraszamy do obejrzenia galerii przykładowych zdjęć wykonanych opisywanym aparatem.



Poprzedni rozdział