Przetwarzanie danych osobowych

Nasza witryna korzysta z plików cookies

Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie, a także do prawidłowego działania i wygodniejszej obsługi. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług i innych witryn.

Masz możliwość zmiany preferencji dotyczących ciasteczek w swojej przeglądarce internetowej. Jeśli więc nie wyrażasz zgody na zapisywanie przez nas plików cookies w twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki, lub opuść naszą witrynę.

Jeżeli nie zmienisz tych ustawień i będziesz nadal korzystał z naszej witryny, będziemy przetwarzać Twoje dane zgodnie z naszą Polityką Prywatności. W dokumencie tym znajdziesz też więcej informacji na temat ustawień przeglądarki i sposobu przetwarzania twoich danych przez naszych partnerów społecznościowych, reklamowych i analitycznych.

Zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies możesz cofnąć w dowolnym momencie.

Optyczne.pl

Artykuły

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach
23 października 2019

1. Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

System bezlusterkowców z serii X rozpoczął się w 2012 roku aparatem X-Pro1. Dopiero później ujrzeliśmy X-E1, X-T10, a na końcu – X-T1. Po 4 latach, bo w 2016 roku od pierwszego bezlustekowego aparatu Fujifilm, światło dzienne ujrzał X-Pro2, wyposażony w 24-megapikselowy sensor X-Trans III – był to pierwszy aparat z tą matrycą w serii X. W międzyczasie rozpoczął się szybki rozwój serii X-T. Od premiery X-Pro1 system X zyskał rzeszę użytkowników, co skutkowało wprowadzeniem jeszcze jednej linii – X-H – która nieco rozmyła podział aparatów bezlusterkowych Fujifilm. W segmencie profesjonalnym użytkownicy mieli odtąd wybór pomiędzy X-H1, X-T2 oraz X-Pro2.

Podejście japońskiego giganta nieco na przestrzeni lat się zmieniło, a seria X-Pro straciła w pewnym sensie na znaczeniu. W efekcie, trzeci aparat sygnowany nazwą „Pro” oficjalnie widzimy dopiero dziś, ponad rok od premiery X-T3 oraz ponad pół roku od prezentacji X-T30. Nie dziwi więc, że premiera ta, pod względem „wnętrza” oczywiście, nie zaskakuje – mamy do czynienia z tymi samymi podzespołami, które znajdziemy w modelach X-T3 oraz X-T30. Innowacyjne – a w pewnym sensie eksperymentalne – rozwiązania widzimy z kolei na zewnątrz. Czy to oznacza, że X-Pro3 może być traktowany bardziej jako gadżet, niż aparat do użytku profesjonalnego? Przed oficjalną premierą dzieliliśmy takie podejście. Po wzięciu X-Pro3 do ręki nasze wrażenia nieco się jednak zmieniły.

Na wstępie należy zaznaczyć, że do czynienia mieliśmy z modelem przedprodukcyjnym, zatem pewne rzeczy wciąż mogą się zmienić.


- - - - - - - - - - - - - - - - - - R E K L A M A - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Wnętrze

Zacznijmy jednak od wnętrza. X-Pro3 wyposażony został w matrycę X-Trans IV. Charakteryzuje się ona rozdzielczością 26 Mpix oraz architekturą BSI – oznacza to, że fotodiody znajdują się przed ścieżkami, co w teorii pozwala na zwiększenie wydajności kwantowej. Sensor wspierany jest przez procesor obrazowy X-Processor 4. Pod względem autofokusa mamy tutaj do czynienia z modułem fazowym będącym w stanie ostrzyć już przy −6 EV. Podobnie jak w X-T3, składa się on z 425 punktów (w menu, dla szybszego operowania, można ustawić również 117) pokrywających w zasadzie pełny kadr.

Testy autofokusa, które wykonaliśmy, pozwalają nam stwierdzić, że sprawuje się on znakomicie. Aparat nie ma żadnego problemu z poprawnym wyostrzeniem przy bardzo małej ilości światła, a nawet – pod światło. Dobrze wygląda również wykrywanie twarzy i oka, choć pewne zastrzeżenia możemy mieć w sytuacji korzystania z tej funkcji przy gorszym oświetleniu. Aparat nie zawsze wykrywa twarz (lub wykrywa, a następnie – po ruchu osoby – przestaje ją widzieć), a sporadycznie zdarzało się, że widział ją tam, gdzie w rzeczywistości była np. roślina. Problem ten występował również w X-T3 czy X-T2, zatem producent wciąż nie do końca sobie z nim poradził. Po wyjściu na światło dzienne jakiekolwiek problemy zniknęły – X-Pro3 radził sobie poprawnie nawet w przypadku, gdy w kadrze było kilka twarzy, w tym w okularach. Warto wspomnieć, że w najnowszym bezlusterkowcu możemy przełączać się pomiędzy wykrytymi twarzami w kadrze. Tę funkcję możemy przypisać jednemu z przycisków konfigurowalnych.

Niestety, nie możemy publikować zdjęć z X-Pro3. Zapewne jakość będzie zbliżona do X-T3 czy X-T2. Nowy aparat wprowadza jednak nieco nowości pod względem kontroli JPEG-ów. Mamy więc rozbudowany „efekt ziarnistości” – wybierać możemy zarówno „szorstkość”, jak i „rozmiar”. Dodano także efekt koloru chromatycznego niebieskiego, który pozwalać ma na lepszą regulację niebieskich partii obrazu. Regulację parametru „wyostrzanie” dopełnia „przejrzystość”, a zamiast funkcji „podświetl” oraz „przyciemnij” ton mamy krzywą tonalną, regulowaną w 7-stopniowej skali w jasnych i ciemnych partiach obrazu. Ostatnią z nowości jest symulacja filmu nazwana „CLASSIC Neg”. Dla niektórych użytkowników systemu X to właśnie symulacje są jedną z cech, która zachęciła ich do zakupienia bezlusterkowca X. Nowa „klisza” może być kolejnym argumentem do przesiadki – zdjęcia, a zwłaszcza portrety z ciepłymi, złocistymi tonami skóry robią bardzo duże wrażenie. Nowością w systemie jest (w końcu) HDR – możemy wybierać pomiędzy AUTO, HDR 200, HDR 400, HDR 800 oraz HDR Plus. Wstępne testy pozwalają nam stwierdzić, że wygląd zdjęć jest naturalny, a dynamika tonalna odpowiednio zwiększona.

Wygląd i jakość wykonania

Pod względem jakości wykonania, X-Pro3 to chyba najstaranniej wykonany bezlusterkowiec producenta, jaki mieliśmy okazję trzymać w rękach. Już pierwsze spojrzenie na aparat pozwala stwierdzić, że mamy do czynienia z produktem premium, a wzięcie go do ręki jedynie utwierdza w tym przekonaniu. Tylny i dolny panel to tytanowe monolity, natomiast cała reszta pokryta jest chropowatą okładziną. Na przodzie, zakończenie uchwytu okolono przyczepną gumą. Jedynym elementem, do którego na siłę moglibyśmy się przyczepić, jest klapka na lewym boku, skrywająca wejście pilota/mikrofonu oraz USB typu C. Pod mocniejszym naciskiem potrafi bowiem nieco trzeszczeć. Podobnego problemu nie stwierdziliśmy natomiast w przypadku gniazda baterii oraz klapki na dwie karty pamięci SD – te wpasowane są idealnie. X-Pro3 jest uszczelniany w 70 miejscach.

Zwrócić uwagę należy jeszcze na fakt, że dolny i górny panel charakterystycznie „łapie” zabrudzenia – bez problemu zauważymy zmianę wyglądu po dotknięciu czy przejechaniu palcem.

W X-Pro3 pokrętło czasów naświetlania zintegrowane jest z kołem nastaw ISO, które znajdują się za niewielką szybką, wyświetlającą 3 wartości – aktualną, jedną poniżej oraz jedną powyżej. Koło czasów ma natomiast wartości od 8000 do 1 s oraz T (czas regulowany rolką), B (bulb) a także A (auto). Pozytywnym zaskoczeniem jest fakt, że po przekręceniu koła w pozycję auto, to się blokuje – żeby zmienić czas naświetlania, należy przytrzymać środkowy przycisk. W efekcie, szanse na przypadkowe przejście w tryb 1/8000 s (co zdarza się nagminnie np. w X-T2) są w zasadzie zerowe.

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Żeby zmienić ISO, należy podnieść i przekręcić zewnętrzną część koła czasów. To rozwiązanie nie należy jednak ani do najwygodniejszych, ani do najszybszych – żeby przejść od czułości minimalnej do maksymalnej jesteśmy zmuszeni kilkukrotnie podnosić tarczę. Dobrym rozwiązaniem jest zatem pozycja C - wtedy wartościami ISO sterujemy za pomocą przedniej rolki.

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Na górnym panelu znajdziemy również koło kompensacji ekspozycji. Wydaje się, że względem X-T2 czy X-T3 stawia ono nieco większy opór. Tę zmianę należy zaliczyć na plus, bo przypadkowe przekręcenie wartości może kosztować udane ujęcie.

Pomiędzy kołami znajdziemy przycisk migawki zintegrowany z włącznikiem. Skok przycisku do wykonywania zdjęć jest dobrze wyczuwalny, a sam dźwięk migawki mechanicznej świetnie tłumiony. Z prawej strony umieszczono konfigurowalny przycisk, który domyślnie odpowiada za fotometrię.

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy patrząc na tył aparatu, jest brak klasycznego ekranu – zamiast niego znajdziemy niewielkie okienko domyślnie wyświetlające balans bieli oraz grafikę z symulacją filmu.

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Widok możemy zmienić na „standardowy” – tutaj aparat pokaże nam czas naświetlania, przysłonę, kompensację, ISO, tryb fotografowania, rozmiar zdjęcia oraz balans bieli i symulację filmu. Mamy jednak możliwość konfiguracji ustawień – w najszerszym stopniu dla ostatniego rzędu czterech nastaw, gdzie możliwe do przypisania opcje obejmują 14 pozycji. Warto wspomnieć, że dodatkowy ekran pozostaje aktywny nawet po wyłączeniu aparatu – wyświetla wtedy stopień naładowania akumulatora.

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

„Prawdziwy” wyświetlacz kryje się natomiast pod spodem. Po uchyleniu przegubu w dół, naszym oczom ukaże się dotykowy monitor o rozdzielczości 1.62-miliona punktów. Przegub ma dwie pozycje stałe – 90 stopni w dół oraz 180 stopni w dół. Zabrakło możliwości przekręcenia ekranu w ten sposób, by to normalny wyświetlacz był na zewnątrz. Taka budowa przegubu zmusza w pewien sposób użytkownika do częstszego korzystania z wizjera – bardziej problematyczne staje się jednak fotografowanie np. z użyciem statywu. Kilka godzin spędzonych z X-Pro3 nie do końca nas przekonało, że sztuczne ograniczanie funkcjonalności aparatu rzeczywiście może być zaletą.

Fujifilm ma mieć jednak odpowiednie argumenty do zachęcenia do korzystania z wizjera.

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Podobnie jak w poprzedniku, w aparacie zamontowano wizjer hybrydowy – optyczny dalmierzowy oraz elektroniczny. Ten drugi charakteryzuje się rozdzielczością 3.69-milionów punktów i odświeżaniem 100 kl/s w trybie boost (priorytet gładkości). Pod względem płynności nie możemy mieć szczególnych zastrzeżeń – wizjer nieco jednak odstaje od konkurencji w kategorii ostrości. Wizjer optyczny prezentuje się pod tym względem lepiej. Zauważymy oczywiście paralaksę, ale dzięki dalmierzowemu podejściu jasność obserwowanej sceny jest w zasadzie identyczna, jak to, co widzimy gołym okiem. Bardzo użytecznym rozwiązaniem jest trzeci tryb wizjera – optyczno-elektroniczny. Jeżeli go aktywujemy (przekręcając dźwignię z przodu w lewo), w prawym dolnym rogu wizjera optycznego (a więc w miejscu, gdzie i tak widoczny jest obiektyw) pojawi się niewielki ekran elektroniczny, wyświetlający 100% wycinek kadru z miejsca, na którym znajduje się punkt ostrości. Pozwala to nie tylko lepiej ocenić ekspozycję, ale również udoskonalić ręczne ustawianie ostrości przy korzystaniu z wizjera optycznego.

Poza tym, z tyłu, powyżej ekranu, znajdziemy przyciski: DRIVE, uruchamiający zdjęcia seryjne (do 8 kl/s), braketingi, HDR, wielokrotną ekspozycję, filtry oraz filmowanie; a także AE-L/AF-L, który odpowiada za blokadę ekspozycji/ostrości. Dalej, na prawo, odnajdziemy klikalną rolkę (domyślnie – przybliżamy w ten sposób kadr w miejscu punktu AF) oraz dżojstik. Według nas, chodzi on nieco zbyt łatwo. Z drugiej strony, ułatwia to szybsze przeklikiwanie się przez pokaźną ilość punktów AF. Jego wciśnięcie wyświetla pełną siatkę punktów. Poniżej znalazło się miejsce na MENU/OK, PLAY (czyli przycisk odtwarzania) oraz DISP BACK. Na wypustce kciuka odnajdziemy jeszcze dwa guziki – pierwszy, konfigurowalny, domyślnie wyświetla symulacje filmów, drugi natomiast odpowiada za menu szybkie Q.

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Warto wspomnieć, że „Q menu” w X-Pro3 posiada szersze możliwości konfiguracji, niż w poprzednich aparatach systemu X. Możemy wybrać nie tylko nastawy, jakie znajdą się na konkretnych kafelkach, ale również ilość samych kafelków. Domyślna wartość 16 może zostać zastąpiona przez 12, 8 oraz 4.

Podobnie jak w przypadku np. X-E3, zrezygnowano z wybieraka kierunkowego. W jego miejsce zaimplementowano konfigurowalne, czterokierunkowe gesty na ekranie. Do ich działania nie mamy zastrzeżeń. Aparat od razu „łapie” wykonany gest i bez opóźnienia wyświetla odpowiednią nastawę.

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Poza wspomnianą wyżej dźwignią przełączającą wizjera pomiędzy elektronicznym a optycznym, z przodu aparatu znajdziemy jeszcze przełącznik AF z pozycjami S (tryb pojedynczy), C (tryb ciągły) oraz M (manualne ustawianie ostrości), przycisk zwolnienia bagnetu obiektywu oraz rolkę sterującą. W przeciwieństwie do tej tylnej, nie jest ona klikalna.

Z prawej strony aparatu umieszczono gniazdo na dwie karty SD. Nie wiadomo jednak, czy oba sloty są kompatybilne ze standardem UHS-II.

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Na lewym panelu znajdziemy port USB Typ-C, za którego pomocą naładujemy aparat lub prześlemy dane. Poza nim, w korpusie znalazło się miejsce na wejście mikrofonu/pilota.

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Aparat pracuje na tych samych akumulatorach, co X-T3 – NP-W126S o parametrach 7.2 V oraz 1260 mAh. Niewielka pojemność baterii sprawia, że ta ma tendencję do szybkiego rozładowywania się – zwłaszcza, gdy przełączymy wizjer na tryb boost.

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Aparat mieliśmy okazję sprawdzić z obiektywami 23 mm f/2.0 oraz 16–55 f/2.8.

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Przy tym drugim, wygoda niewielkiego przecież uchwytu jest kwestią sporną. Po dłuższym trzymaniu czuć, że środek ciężkości przesuwa się w stronę obiektywu.

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Sens przestaje mieć również korzystanie z wizjera optycznego – obiektyw, ze względu na swoje rozmiary, zasłania w zasadzie pół kadru. Pierwszy problem powinien rozwiązać opcjonalny uchwyt MHG-XPRO3. Na plus jednak zaliczamy większą niż w większości bezlusterkowców wysokość korpusu. Z niewielką „stałką” aparat trzyma się natomiast pewnie i bezproblemowo.

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

W X-Pro3 odnajdziemy ten sam układ menu, jak w np. X-T3. Sporo nowych względem wspomnianego aparatu funkcji, dotyczących hybrydowego wizjera czy dodatkowego ekranu wprowadza niestety pewien chaos. Nie wszystkie pozycje są w miejscu, w którym należałoby ich szukać – lub są ukryte na tyle głęboko, że ich znalezienie zajmuje więcej czasu, niż powinno. Najobszerniejsze jest menu ustawień. Według nas, należałoby jego układ nieco zoptymalizować, lub wprowadzić więcej zakładek głównych. Częściowo problem rozwiązuje jednak fakt obecności „Mojego Menu”, w którym możemy pogrupować najważniejsze dla nas nastawy aparatu. Jak zwykle w przypadku aparatów Fujifilm, irytujące bywają niezrozumiałe skróty w menu.

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Konfigurować możemy 10 przycisków – w tym 6 fizycznych i 4 gesty na ekranie.

Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach  - Fujifilm X-Pro3 w naszych rękach

Liczba opcji, w zależności od przycisku, waha się od 7 do 8 zakładek.

Werdykt

Kilka godzin z X-Pro3 to zdecydowanie za mało czasu, by poznać wszystkie jego funkcje i możliwości. Przed wzięciem go do ręki, nie byliśmy do końca przekonani, czy może on być godnym zastępcą X-Pro2. Po krótkim czasie spędzonym z aparatem nasza opinia uległa zmianie – aparat robi znakomite wrażenie pod względem wyglądu i jakości wykonania, charakteryzuje się szerokimi możliwościami konfiguracyjnymi i zaawansowanym modułem autofokusa, wprowadza dużą ilość użytecznych nowości związanych z przetwarzaniem zdjęć JPEG (w tym – znakomity „CLASSIC Neg”), a przy tym wszystkim zachowuje „retro duszę”. Mimo tych samych „wnętrzności”, X-Pro3 raczej nie pobije pod względem popularności aparatu Fujifilm X-T3, ale wydaje się, że nie o to japońskiemu producentowi chodzi – nowe wcielenie serii X-Pro ma zapełnić pewną niszę, a nie bić rekordy sprzedaży. I jako taki, na pewno może się podobać.


Poprzedni rozdział