Canon PowerShot V1 - test trybu filmowego
2. Budowa i ergonomia
![]() |
Ergonomicznie testowany aparat jest mocno ograniczony przez swoje rozmiary. Na korpusie zmieściło się tylko jedno kółko sterujące. Co prawda drugie znajdziemy wokół obiektywu, ale jest ono na stałe przypisane do regulacji przysłony i nie możemy zmienić jego funkcjonalności. A szkoda.
Przycisków także mogłoby być nieco więcej, choć tu przynajmniej można bardziej wspomóc się personalizacją i programowaniem. Musimy natomiast skrytykować działanie dźwigienki zooma. Działa ona zero-jedynkowo bez żadnego rozróżniania intensywności wychylenia. Do tego funkcji zooma nie można przypisać do pierścienia na obiektywie, ani też w żaden sposób regulować prędkości zmiany ogniskowej. Ta jest zbyt duża, gdy nie nagrywamy i nie pozwala na precyzyjne kadrowanie. Z kolei w czasie nagrywania jest dość powolna, co też nie w każdej sytuacji się sprawdzi. Wydanie dolara więcej na mechanizm rozpoznający chociaż ze dwa różne położenia w każdą stronę naprawdę by księgowych Canona nie zabolało. Dodajmy też, że aparat nie zapamiętuje pozycji obiektywu po wyłączeniu i tego także nie da się nigdzie ustawić.
![]() |
Większość powyższych słów to krytyka, ale na koniec musimy dodać, że po przeprogramowaniu paru przycisków i przyzwyczajeniu się do małego body, testowanym aparatem dało się w miarę komfortowo filmować. Doceniamy też obecność przełącznika miedzy trybem fotograficznym i filmowym, dzięki któremu główne koło trybów pracy zachowuje funkcjonalność w trybie filmwym.
Łącznie zatem ergonomia testowanego aparatu zasługuje na średnią ocenę. Jest wiele elementów do poprawy, ale mimo wszystko nie utrudniają one przesadnie pracy. A w ostatecznym rozrachunku to to jest najważniejsze.
![]() |
Menu
Menu w testowanym aparacie wygląda podobnie jak w innych korpusach tego producenta, choć wydaje się, że usunięto z niego część ustawień i ogólnie uproszczono. W trybie filmowym prezentuje się ono następująco:Skoro menu wygląda podobnie jak w innych (starszych) Canonach, to i nasze uwagi do niego są podobne. Niezmiennie dotyczą one na przykład powiązania na siłę kodeka z profilem obrazu – w HDR PQ i Canon Logu zapis odbywa się w H.265 z próbkowaniem 4:2:2/10-bit, a w pozostałych profilach w H.264 w 4:2:0/8-bit. Na szczęście przynajmniej wszystkie ustawienia związane z profilem obrazu zmieściły się na jednej karcie, a kodek audio jest tuż obok kodeka wideo, a nie, jak to kiedyś bywało, gdzieś na końcu menu. Zastrzeżenia mamy natomiast do wspomnianej już ograniczonej programowalności kółek sterujących czy też do braku możliwości regulacji w menu szybkości zooma oraz czułości autofokusa.
![]() |
Rejestrator obrazu Atomos Ninija Inferno wykorzystywany do nagrywania ekranu przy demonstracji menu oraz działania autofokusa udostępniła firma BEiKS, a współpracujący z nim dysk SSD Angelbird AtomX firma Foto-Technika. Obu firmom uprzejmie dziękujemy.


Złącza
Jeśli chodzi o złącza sygnałowe, Canon PowerShot V1 oferuje typowy zestaw gniazd wykorzystywanych przy filmowaniu, czyli:- złącze USB typu C (niestety w standardzie USB 2.0),
- wyjście mikro HDMI typu D,
- wejście mikrofonu stereo (jack 3.5 mm),
- wyjście słuchawek stereo (jack 3.5 mm).
![]() |
O ile złącze mikro HDMI w tak niewielkim aparacie jesteśmy w stanie wybaczyć, o tyle stosowania w jakimkolwiek urządzeniu zaprezentowanym w 2025 roku standardu USB 2.0 zdecydowanie nie. Zwłaszcza że testowany aparat może też służyć jako kamera sieciowa i starsze złącze zwyczajnie ogranicza możliwości w tym zakresie poprzez znaczne zmniejszenie obsługiwanych zakresów przepływności strumienia danych.
![]() Dla poprawy czytelności usunęliśmy zasłaniające złącza klapki w programie graficznym |
![]() |
Warto również wspomnieć, że testowany aparat został wyposażony w nową stopkę oferującą szereg dodatkowych pinów sygnałowych, na której można mocować cyfrowe mikrofony lub różnego rodzaju akcesoria rozszerzające funkcjonalność aparatu, na przykład dodające wejścia XLR. Na razie jednak oferta tych akcesoriów jest ograniczona.
Bateria
Canon PowerShot V1 zasilany jest akumulatorem litowo-jonowym LP-E17 o pojemności 7.5 Wh. Podczas praktycznego testu w pełni naładowana bateria pozwoliła nagrać 1 godzinę i 23 minuty materiału w 4K w 25 kl/s, co jest niezłym wynikiem jak na ten akumulator. Cieszy też, że Canon zdecydował się na to ogniwo, a nie na mniejszy akumulator NB-13L stosowany w niektórych kompaktach, choć oczywiście najchętniej zobaczylibyśmy tu jeszcze większą baterię z rodziny LP-E6.![]() |
Dzięki aktywnemu chłodzeniu podczas testu aparat (przy ustawionej wysokiej temperaturze automatycznego wyłączenia) nie wyświetlił komunikatu o zbyt wysokiej temperaturze. Chłodzenie było przy tym ustawione na tryb automatyczny. Pod koniec nagrywania korpus aparatu miał temperaturę wyżsżą od otoczenia, ale nie był przesadnie ciepły w dotyku, a z otworów systemu aktywnego chłodzenia było słychać szum wiatraka. Był on jednak cichy i słyszalny jedynie z odległości poniżej 50 cm. Pracę ukladu aktywnego chłodzenia oceniamy zatem pozytywnie. Jest to ważny dodatek w aparacie, przy którego tworzeniu tak duży nacisk położono na miniaturyzację. Dzięki niemu bowiem, mimo małych rozmiarów, można nagrywać w zasadzie bez ograniczeń.
![]() |
![]() |
Nośniki pamięci
Testowany aparat został wyposażony w pojedyncze gniazdo kart SD/SDHC/SDXC kompatybilne ze standardem UHS-II. Pod względem prędkości wystarczy to do zapisania wszystkiego, co PowerShot V1 jest w stanie zaoferować w trybie filmowym, choć oczywiście wolelibyśmy, by możliwy był zapis na dwie karty w dwóch gniazdach. Trudno jednak oczekiwać tego typu rozwiązań po kompakcie ewidentnie projektowanym z dużym naciskiem na miniaturyzację.![]() |
Angelbird AV PRO, udostępnionych przez firmę Fototechnika.

Wizjer i ekran
Jeśli chodzi o wizjer, sprawa jest prosta – Canon PowerShot V1 go nie posiada. Co prawda opinie co do użyteczności wizjera elektronicznego są wśród filmowców podzielone, my jednak w testach wychodzimy z założenia, że zawsze lepiej mieć takowy pod ręką, nawet jeśli jest on wykorzystywany przez danego użytkownika sporadycznie.
Z kolei ekran to w pełni rozkładany do boku, 3.0-calowy (proporcje 3:2), dotykowy, kolorowy wyświetlacz TFT LCD o rozdzielczości 1.04 mln punktów (ok. 720 x 480). Jego rozdzielczość mogłaby być nieco wyższa, ale pomijając ten aspekt, to z ekranem pracuje się komfortowo, a do jego maksymalnej jasności czy też jakości działania intefejsu dotykowego nie mamy zarzutów.
Jeśli chodzi o narzędzia wspomagające pracę operatora, to, do dyspozycji mamy dość klasyczny zestaw obejmujący powiększenie wycinka kadru, focus peaking, dwie programowalne zebry oraz histogram. Szkoda, że Canon nie zdecydował się choćby na implementację znanej z części bezlusterkowców funkcji false color. Trzeba jednak przyznać, że do większości typowych zastosowań, do których testowany aparat jest przewidziany, taki zestaw narzędzi powinien wystarczyć.
![]() |
Bardziej szczegółowe omówienie aspektów związanych z budową i ergonomią testowanego aparatu zostanie przedstawione w fotograficznym teście Canona V1.