Przetwarzanie danych osobowych

Nasza witryna korzysta z plików cookies

Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie, a także do prawidłowego działania i wygodniejszej obsługi. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług i innych witryn.

Masz możliwość zmiany preferencji dotyczących ciasteczek w swojej przeglądarce internetowej. Jeśli więc nie wyrażasz zgody na zapisywanie przez nas plików cookies w twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki, lub opuść naszą witrynę.

Jeżeli nie zmienisz tych ustawień i będziesz nadal korzystał z naszej witryny, będziemy przetwarzać Twoje dane zgodnie z naszą Polityką Prywatności. W dokumencie tym znajdziesz też więcej informacji na temat ustawień przeglądarki i sposobu przetwarzania twoich danych przez naszych partnerów społecznościowych, reklamowych i analitycznych.

Zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies możesz cofnąć w dowolnym momencie.

Optyczne.pl

Partnerzy






Test aparatu

Canon PowerShot G9 X - test aparatu

18 listopada 2015

7. Podsumowanie

Dotarliśmy do końca formalnego opisu poszczególnych kategorii, w których aparat podlegał testom. Pora zatem na podsumowanie wrażeń z użytkowania i uzyskanych wyników.

Canon PowerShot G9 X  - Podsumowanie



----- R E K L A M A -----

Można się sprzeczać, komu przyznać palmę pierwszeństwa w stworzeniu rynku kompaktów z matrycą 1-calową. Możemy wysunąć tezę, że Sony połączyło pomysł Nikona na matrycę CX z canonowym korpusem serii S. Tak został wykreowany rynek. Ten test opisuje aparat, jaki powinien zostać zaprezentowany 3 lata temu.

Spójrzmy, jak Canon PowerShot G9 X prezentuje się na tle konkurencji w kategorii ceny; dane pozyskaliśmy z serwisu ceneo.pl (aktualne na 9 listopada 2015 r.):

  • Canon PowerShot G9 X – 1928 zł,
  • Sony Cyber-Shot RX100 III – 2750zł,
  • Fuji XQ2 – 1289 zł.
Z powyższego porównania nie powinno się wyciągać pochopnych wniosków. Sony, najdroższy w stawce, ma co prawda wizjer i lepszą ergonomię, ale Canon dzięki dotykowemu interfejsowi nie zostaje za bardzo w tyle. Najtańszy Fuji ma dużo mniejszą matrycę, ale w typowych warunkach nie ustępuje możliwościami. Czy brak wizjera w Canonie rekompensuje różnicę w cenie? Spróbujemy rozstrzygnąć tę i inne kwestię w podsumowaniu poszczególnych kategorii.

Budowa i funkcjonalność

Konstrukcja aparatu jest zwarta i wytrzymała. Trzymając go w ręku, czujemy chłód metalu, ale jednocześnie poczucie solidności. Niewielkie gabaryty pozwolą schować go w niewielkiej kieszeni czy damskiej torebce. Ergonomię obsługi, szczególnie dotykowy interfejs, należy ocenić wysoko. Ta ocena może zaskakiwać, ponieważ nie odnajdziemy na obudowie wielu typowych klawiszy czy manipulatora kierunkowego. Faktycznie aparat wymaga przyzwyczajenia do operowania nim, a problemy mogą wystąpić jedynie w sytuacjach, gdy często zmieniamy na przykład przysłonę w trybie manualnym. Wierzymy jednak, że taka obsługa, jakże typowa w procesie laboratoryjnego testowania, nie była priorytetem konstruktorów, bo nie jest kluczowa dla typowego użytkownika tego typu aparatów. Za plus należy uznać możliwość podstawowego zoptymalizowania obsługi zgodnie z własnymi oczekiwaniami. Nie oczekujmy jednak cudów, wszak liczba klawiszy na obudowie jest niewielka, więc i liczba klawiszy programowanych taką pozostaje.

Menu – typowe dla najnowszych aparatów tej linii – charakteryzuje się dość czytelnym interfejsem, a dotykowa nawigacja znacząco ułatwia posługiwanie się nim. Stworzenie swojego podręcznego menu „Moje menu”, gdzie umieścić możemy kilka najczęściej używanych przez nas parametrów, to standardowy dodatek, choć w zasadzie niepotrzebny. Wynika to z możliwości konfigurowania zawartości menu podręcznego „Q”. Szybkość aparatu jest na świetnym poziomie, korzystanie z menu i przeglądanie zdjęć nie zajmuje dużo czasu. Dzięki temu możemy szybko wykonywać fotografie, jednak zapis na kartę danych zaskakuje negatywnie – praca w serii przy wybranym formacie RAW to bardzo słaba strona aparatu. Dziwi to o tyle, że to nie pierwszy kompakt tego producenta, gdzie na ów aspekt narzekamy. Czyżby użycie procesora Digic 6, by radził sobie z danymi, które produkuje matryca o wielkości 20 Mpx jest marnotrawione przez słabej jakości interfejs do karty pamięci?

Autofokus jest celny i stosunkowo szybki, pod warunkiem że operujemy aparatem w dobrych warunkach oświetleniowych. Największy minus na tym polu związany jest z pracą przy filmowaniu, gdzie trudno o dobre śledzenie, także dotykowy ekran nie pomaga zbytnio. Z drugiej strony stabilizacja obrazu działa bardzo dobrze, dodatkowo poziomowanie kadru podczas filmowania pozytywnie wpłynie na jakość rejestrowanych klipów. Stosunkowo długi najkrótszy czas migawki nie będzie problematyczny, gdy pozwolimy na automatyczne sterowanie wbudowanym filtrem neutralnym. Cieszy rozbudowana obsługa automatyki ISO, jednak jej działanie w trybie preferencji krótkich czasów jest dyskusyjne. Testowany model wymusza czas na poziomie 1/500 s. To na tyle krótko, że obraz szybko przemieszczających się obiektów zostanie zamrożony – niestety, kosztem szumu, bowiem aparat ustawi czułość nawet na ISO 10000.

Aparat dysponuje zestawem ciekawych filtrów, których możemy używać nie tylko podczas fotografowania, ale i filmowania. Bardzo interesująco prezentują się programy fotografowania gwieździstego nieba. Funkcja ułatwiająca zamianę kropek w kreski (startrails) działa świetnie, podobnie jak złożenie wielu klatek w animację prezentującą ruch nieboskłonu. Przy ogólnej dostępności telewizorów czy projektorów 3D dziwi konsekwentne nieoferowanie wsparcia w rejestracji takich zdjęć. Nie rozumiemy też, dlaczego Canon uparcie nie dodaje funkcji zapisu panoram. Filmowanie jest na dobrym poziomie, oprócz wspomnianej wcześniej uwagi tyczącej się systemu autofokusu. Można zarzucić skąpy wybór dostępnych kombinacji rozdzielczości i szybkości kl/s. Na osłodę dostajemy możliwość tworzenia krótkich klipów oraz filmowania w trybie kreatywnym. Tak pozyskany materiał łatwo w aparacie zmontujemy w prezentację, korzystając z funkcji „Opowieść w pigułce”. Tylko czy decydując się na taki aparat, będziemy głównie z tej funkcji korzystać?

Łączność bezprzewodowa pozwala wysłać zdjęcie do telefonu, tabletu bądź też serwisu społecznościowego. Interfejs NFC znakomicie przyspiesza konfigurację połączenia z aparatem. Zaskakuje brak większej liczby opcji przy sterowaniu aparatem z poziomu smartfonu czy tabletu.

Optyka

W Canonie G9 X zastosowano nowy obiektyw o 3-krotnym zoomie optycznym (odpowiednik ogniskowych 28–84 mm) i światłosile f/2–4.9. Jasność obiektywu szybko spada wraz ze zwiększaniem ogniskowej, co niweluje zysk z zastosowania dużej matrycy – niewielką głębię ostrości uzyskamy jedynie przy fotografii zbliżeniowej.

Dokładna analiza plików RAW ujawniła, że użyto filtru AA, który jest osłabiony w jednym z kierunków, mamy też dużą dystorsję i widoczną aberrację komatyczną. Z uwagi na odblaski powinniśmy unikać kadrów z silnym źródłem światła. Na plus zaskoczyła nas winieta: okazuje się, że w przeciwieństwie do poprzednio testowanych modeli kompaktów tego producenta koło obrazowe pokrywa już całą matrycę, a samo ciemnienie obrazu nie jest duże.

Zdolność rozdzielcza obrazu zadowala jedynie w centrum i dla szerokiego kąta. Co tu dużo pisać – Canonowi G9 X daleko do rangi prymusa. Biorąc pod uwagę nasze przekonanie, że priorytetem były gabaryty obiektywu, a nie jego jakość, na ręce programistów składamy szczere gratulacje. Ich trud się opłacił i zdjęcia w formacie JPEG będą się podobać. Pamiętajmy jednak, że prostowanie tak wygiętego obrazu dla szerokiego kąta nie jest operacją bezkosztową – z oryginalnego obrazu z matrycy wykorzystywane jest niewiele ponad 50%.

Obrazowanie

Ciekawą cechą jest utrzymywanie bliskiej ze standardem czułości ISO już dla formatu RAW. Wyniki pomiarów szumu przetwarzania pokazują bardzo dobrą jakość użytego przetwornika obrazu. Nie powinno nas to dziwić, gdy założymy, że zgodnie z opinią „internetową” mamy do czynienia z modelem 1-calowym, który prawdopodobnie pochodzi z fabryki Sony Semiconductors. Podobnie jak w modelu G3 X, dostępny jest 14-bitowy zapis danych. To jednak iluzoryczny zysk, ponieważ decyzja ta wpłynęła na dobranie współczynników wzmocnienia tak, że osiągane rezultaty są zbliżone do 12-bitowego przetwarzania. W efekcie na pewno otrzymujemy większe pliki RAW, jednak trudno odpowiedzieć na pytanie, czy zyskujemy coś więcej prócz rozmiaru. Szum dochodzący do poziomu 15% (dla kanału niebieskiego i formatu 24-bitowego) jest dobrym zachowaniem – musimy zapomnieć jednak o czułości ISO 12800, przy której pojawia się dziwne niewykładnicze zachowanie. Zakres dynamiki dla najniższej dostępnej czułości oraz najwyższej jakości osiąga wartość 8 EV. To stosunkowo wysoki wynik gwarantujący dobrej jakości zdjęcia – ale tylko dla bazowej czułości.

Algorytmy przetwarzania danych tworzące pliki JPEG działają wyśmienicie, jednak za ich sprawą ginie wraz z zakłóceniami detal obrazu. Choć tak wygenerowany obraz niejednemu użytkownikowi wyda się świetny, jednak jego jakość nie potwierdzi się przy robieniu dużych odbitek. Ciekawie wygląda pomiar automatyki balansu bieli, który za wyjątkiem światła żarowego spisuje się bardzo dobrze. Jest to tyle ważne, że aparat nie posiada ręcznej nastawy w Kelvinach, a programy dedykowane są prawidłowo skalibrowane.

Ocena końcowa

Canon G9 X to mały aparat przeznaczony dla osób częściej wykorzystujących nastawy automatyczne. Czy wybrać go zamiast S120? Zdecydowanie tak – duża matryca pokazuje, że tym aparatem zrobimy zadowalające zdjęcia nie tylko w dobrych, ale też w bardziej wymagających warunkach. Wybór będzie prosty, gdy szczególnie zależy nam na wielkości – model G7 X jest większy, choć też daje to nam większą liczbę elementów kontrolnych i możliwości personalizacji.

Z lektury powyższych akapitów powinien wyłonić się pozytywny wydźwięk podsumowania. Właśnie taka jest nasza końcowa opinia – przymykając oko na własności obiektywu, uważamy model G9 X za bardzo atrakcyjną ofertę dla osób kupujących swój pierwszy zaawansowany aparat kompaktowy.

Na zakończenie prezentujemy listę najważniejszych zalet i wad testowanego aparatu.

Zalety:

  • pierścień sterujący na obiektywie,
  • dobra rozdzielczość zdjęć JPEG,
  • niskie szumy w szerokim zakresie czułości dla zdjęć JPEG,
  • niewielkie winietowanie dla dłuższych ogniskowych,
  • wygodna i intuicyjna obsługa,
  • dotykowy i czytelny ekran LCD,
  • ciekawe filtry cyfrowe,
  • wygodne w obsłudze i konfigurowalne menu funkcyjne,
  • łączność WiFi oraz NFC,
  • gniazdo HDMI,
  • solidna obudowa,
  • możliwość zdalnego wyzwolenia migawki.

Wady:

  • intensywne odszumianie JPEG-ów wpływające na detal,
  • potężna dystorsja na najkrótszej ogniskowej,
  • duża aberracja chromatyczna,
  • zauważalna aberracja komatyczna,
  • bardzo słabe fotografowanie w serii dla zapisu RAW,
  • sprawiający problemy autofokus, głównie podczas filmowania,
  • brak filmowania 4K,
  • brak możliwości rejestracji panoram,
  • brak trybu fotografii 3D.

Aparat do testów wypożyczył Canon Polska:

Canon PowerShot G9 X  - Podsumowanie

W testach wykorzystujemy studyjne lampy błyskowe i światła stałego firmy dostarczone przez sklep Foto-Tip.pl
Canon PowerShot G9 X  - Podsumowanie Canon PowerShot G9 X  - Podsumowanie