Przetwarzanie danych osobowych

Nasza witryna korzysta z plików cookies

Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie, a także do prawidłowego działania i wygodniejszej obsługi. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług i innych witryn.

Masz możliwość zmiany preferencji dotyczących ciasteczek w swojej przeglądarce internetowej. Jeśli więc nie wyrażasz zgody na zapisywanie przez nas plików cookies w twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki, lub opuść naszą witrynę.

Jeżeli nie zmienisz tych ustawień i będziesz nadal korzystał z naszej witryny, będziemy przetwarzać Twoje dane zgodnie z naszą Polityką Prywatności. W dokumencie tym znajdziesz też więcej informacji na temat ustawień przeglądarki i sposobu przetwarzania twoich danych przez naszych partnerów społecznościowych, reklamowych i analitycznych.

Zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies możesz cofnąć w dowolnym momencie.

Optyczne.pl

Test aparatu

Olympus OM-D E-M1X - test aparatu

22 marca 2019
Maciej Latałło Komentarze: 166

9. Podsumowanie

Dotarliśmy do końca testu Olympusa OM-D E-M1X, zatem podsumujmy w poszczególnych kategoriach najważniejsze informacje na jego temat.

Olympus OM-D E-M1X - Podsumowanie



- - - - - - - - - - - - - - - - - - R E K L A M A - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Budowa, jakość wykonania i funkcjonalność

E-M1X jest pierwszym bezlusterkowcem mającym zintegrowany uchwyt do zdjęć pionowych. Przez to przywodzi na myśl pełnoklatkowe, reporterskie flagowce od Canona i Nikona, od których jest jednak nieco mniejszy i wyraźnie lżejszy. Nowy OM-D charakteryzuje się odpowiednią solidnością i wytrzymałością. Korpus wykonano ze stopów magnezu i zastosowano w nim szereg uszczelnień zabezpieczających aparat przed zachlapaniem oraz kurzem. Zgodnie ze specyfikacją, można go użytkować w temperaturze od −10°C. Nie mamy również żadnych zastrzeżeń odnośnie jakości wykonania obudowy ani spasowania jej elementów.

Aparat wyróżnia się nie tylko podwójnym slotem kart SD (UHS-II), ale także tym, że pomieści dwa akumulatory. Do zestawu dołączono dwie ładowarki, urządzenie można także ładować przez port USB-C.

W Olympusie E-M1X zastosowano dobrej klasy odchylany, obrotowy i dotykowy wyświetlacz LCD. Generowany przez niego obraz jest jasny i wyraźny, zapewniając tym samym wygodne użytkowanie w większości sytuacji. Przy pracy w pełnym słońcu warto jednak skorzystać z maksymalnej jasności, by poprawić sobie wygodę użytkowania. Odbicia otoczenia, które mogą się pojawiać w takich warunkach na ekranie, nie są na szczęście intensywne i szczególnie nie przeszkadzają. W testowanym aparacie z pewnością warto także pochwalić duże powiększenie obrazu w elektronicznym wizjerze. Lekki niedosyt pozostawia jego rozdzielczość, wynosząca 2 360 000 punktów. Aparat oferuje opcję odświeżania przy 120 kl/s. O ile podgląd obrazu nieco zyskuje na płynności, to zauważyliśmy pojawiające się wtedy pewne spowolnienie działania kilku funkcji aparatu.

W E-M1X warto docenić bardzo obszerne możliwości konfiguracyjne, dające dużą swobodę w ustawieniu najróżniejszych opcji. Takie rozwiązanie z pewnością przypadnie do gustu bardziej wymagającym użytkownikom. Menu aparatu obsługuje się wygodnie, aczkolwiek duża liczba zakładek i zawartych w nich elementów może być kłopotliwa dla osób mających po raz pierwszy kontakt z tym systemem. Tym bardziej warto docenić obecność Mojego Menu. Spora liczba elementów sterujących (z których większość można programować) oraz podręczne menu (w dwóch wariantach) sprawiają, że do sporej liczby opcji i parametrów mamy łatwy i szybki dostęp, bez konieczności przeglądania menu głównego.

Tryb filmowania przedstawia się podobnie jak w modelu w E-M1 Mark II. Mamy możliwość filmowania w jakości 4K 30p z przepływnością 102 Mbps oraz Cinema 4K 24p z przepływnością 237 Mbps. Do wyboru mamy dwa formaty, czyli MOV oraz Motion JPEG. Przy nagrywaniu filmu w jakości Full HD możemy korzystać z kompresji wewnątrzklatkowej ALL-Intra. Nowością jest „Asystent wyświetlania”, symulujący podgląd obrazu zgodnie z odpowiednikiem BT.709, przydatny przy wykorzystaniu płaskiego profilu obrazu. Niewątpliwą zaletą jest również możliwość nagrywania filmów w trybach P, S, A, M, klipów o wysokim klatkażu (do 120 kl/s przy Full HD) czy obsługa kodów czasowych. Dodatkowo podczas filmowania można wspomagać się funkcją focus peaking, a także nagrywać filmy z bogatą gamą filtrów artystycznych.

Użytkowanie i ergonomia

W kategorii wygody użytkowania nowy Olympusa otrzymuje ocenę celującą. Duża, dobrze wyprofilowana i ogumowana podstawowa rękojeść zapewnia świetny i pewny chwyt. Co więcej, także uchwyt pionowy został zaprojektowany niemalże wzorowo, naszym zdaniem lepiej niż we flagowcach Canona i Nikona. Dopracowano także zestaw elementów sterujących – bogaty i z sensownymi możliwościami programowania. Podsumowując, aparat obsługuje się szybko i przyjemnie.

W Olympusie E-M1X z pewnością warto pochwalić tryb zdjęć seryjnych. Dzięki obecności elektronicznej migawki możemy cieszyć się prędkością fotografowania sięgającą nawet 60 kl/s. Pojemność bufora jest całkiem spora i przy fotografowaniu z szybkością 10 kl/s pozwala pomieścić ok. 70 RAW-ów w serii. Mamy też możliwość swobodnej kontroli prędkości zarówno w trybie szybkim i wolnym. Warto pamiętać, że ciągły autofokus pozostaje aktywny do szybkości 10 kl/s przy migawce mechanicznej i 18 kl/s dla elektronicznej. Na pochwałę zasługuje także stabilizacja, o skuteczności ok. 4 EV. Nie mamy również zastrzeżeń do skuteczności systemu czyszczenia matrycy, bowiem na koniec testu nie zanotowaliśmy oznak zabrudzenia sensora.

Hybrydowy system autofokusa zastosowany w nowym OM-D oferuje (podobnie zresztą jak E-M1 Mark II) 121 punktów fazowych. Aparat wyróżnia się rozbudowanymi opcjami trybów pól ustawiania ostrości, łącznie z samodzielnym konfigurowaniem żądanych układów. Tryb śledzenia został wzbogacony o algorytmy sztucznej inteligencji, pozwalające na skuteczniejsze wykrywanie zdefiniowanych obiektów. Do wyboru mamy trzy ustawienia: sporty motorowe (samochody i motocykle), samoloty oraz pociągi. Działanie autofokusa możemy ocenić pozytywnie. Zarówno w trybie pojedynczym, jak i ciągłym czy śledzącym sprawdził się bardzo dobrze, a odsetek ostrych zdjęć jest wysoki. Pewnych poprawek wymagają jeszcze algorytmy detekcji oka fotografowanej osoby. Wskaźnik detekcji zobaczymy dopiero wtedy, gdy twarz zajmuje sporą część kadru, czasami też okazywało się, że ostrość wypadła na nosie.

Nie mamy zastrzeżeń do systemu pomiaru światła. Podczas testu nie sprawiał on właściwie problemów, a w specyficznych warunkach oświetleniowych wprowadzane korekty ekspozycji były zazwyczaj nieduże.

Testowany Olympus nie ma wbudowanej lampy błyskowej, w zestawie nie znajdziemy też niewielkiego, zewnętrznego flesza, jak w przypadku modelu E-M1 Mark II. Warto wspomnieć także o funkcji interwałometru, z możliwością stworzenia gotowego filmu poklatkowego. Obecność modułu Wi-Fi pozwala na bezprzewodowe sterowanie aparatem przy pomocy smartfona lub tabletu, jak również na kopiowanie zdjęć na te urządzenia, czy geotagowanie fotografii. Komunikacja pomiędzy aparatem i smartfonem przebiega przyzwoicie, choć zdarzało nam się zaobserwować zerwanie łączności. Dobre wrażenie robi natomiast bardzo szybka reakcja aparatu na dotknięcie ekranowego przycisku migawki na smartfonie.

Znane z wcześniejszych zaawansowanych Olympusów tryby Live Bulb i Live Time ułatwiają fotografowanie z długimi czasami ekspozycji, a tryb Live Composite dodatkowo wspomaga proces tzw. „malowania światłem”. Na uwagę zasługuje nowa funkcja Live ND – symulująca filtr ND o gęstości ND2, ND4, ND8, ND16 lub ND32, z podglądem efektu podczas kadrowania. Wspomnieć można również o opcji „kompensacji efektu keystone”, czyli zniekształcenia trapezoidalnego i funkcji „Focus bracketing” umożliwiającej wykonanie serii zdjęć z różnymi ustawieniami ostrości. Dodatkowa opcja pozwoli na składanie zdjęć o zwiększonej głębi ostrości bezpośrednio w aparacie (tzw. „focus stacking”).

Na plus można także zaliczyć obecność nie tylko wewnętrznego modułu GPS, ale także elektronicznego kompasu oraz czujników: temperatury (matrycy i aparatu) i ciśnienia atmosferycznego.

Rozdzielczość

20-megapikselowy sensor, zastosowany w testowanym modelu, zapewnia wysokie wyniki zdolności rozdzielczej, porównywalne do tego, co widzieliśmy w Panasoniku G9. Olympus notuje również wyższe rezultaty (w jednostkach lpmm) niż konkurencja w postaci X-H1 oraz A6500. Oba te aparaty charakteryzują się jednak mniejszą gęstością upakowania pikseli na matrycy, zatem przewaga E-M1X w tej kategorii nie dziwi.

Podobnie jak w innych bezlusterkowcach Olympusa, w testowanym modelu zrezygnowano z filtra antyaliasingowego. Wskazują na to wysokie na ponad 25% odpowiedzi funkcji MTF w częstości Nyquista. Brak filtra AA jednak to ryzyko wystąpienia efektu mory, który faktycznie obserwujemy na zdjęciach tablicy testowej.

W teście E-M1X sprawdziliśmy również, jak w pomiarach wypada tryb fotografii wysokiej rozdzielczości (High Res Shot). Był on obecny już w modelu E-M1 Mark II, a jego działanie opiera się na wykonaniu ośmiu ekspozycji, z wykorzystaniem mikroprzesunięć sensora, a te realizowane są dzięki mechanizmowi stabilizacji matrycy. Generalnie jest on przeznaczony do fotografowania ze statywu, jednak zaimplementowano nową opcję, pozwalającą na wykonywanie zdjęć z ręki. Wynikowe JPEG-i mogą mieć rozmiar 8160×6120 pikseli (ok. 50 Mpix) lub 5760×4320 pikseli (ok. 25 Mpix). Możliwe jest również zapisywanie surowych plików, które mają rozdzielczość około 80 Mpix (10368×7776 pikseli) lub 50 Mpix (8160×6120 pikseli) dla opcji zdjęć z ręki. Pomiary pokazują wyraźny wzrost rozdzielczości obrazu w przypadku plików JPEG, szczególnie dla trybu „statyw”. Jednak surowe pliki High Res wywołane programem dcraw, pokazują jedynie nieznaczny zysk pod tym względem. Jeśli natomiast surowe pliki wywołane zostaną programem Olympus Workspace, obserwujemy wyraźny wzrost MTF-ów. Ten program jednak domyślnie stosuje wyraźne wyostrzanie, które utrudnia miarodajną ocenę sytuacji.

Balans bieli

Do pracy balansu bieli w E-M1X nie mamy większych zastrzeżeń. Błędy koloru utrzymują się na niskim poziomie w świetle naturalnym i przy lampach 5400 K, podobnie zresztą jak nasycenie. Małym wyjątkiem jest zachowanie automatyki przy zachmurzonym niebie, gdzie mamy do czynienia z nieco podwyższonym błędem dC. W świetle żarowym tradycyjnie automatyka zapewnia ciepłe zabarwienie obrazów testowych, co przekłada się na spore odstępstwa od właściwej kolorystyki. Na niewiele zdaje się wyłączenie opcji „zachowaj ciepły kolor”. Aparat ma tendencję do przesycania koloru, aczkolwiek nie jest ona duża. Średnia odchyłka od idealnego nasycenia wyniosła w teście 8.5%.

Jakość obrazu w JPEG

Do jakości obrazu na niższych czułościach nie można mieć większych zastrzeżeń. Odwzorowanie szczegółów jest w tym przypadku satysfakcjonujące, ale w miarę zwiększania czułości widać, że detale obrazu zanikają. Ostatecznie w naszym zestawieniu widać przewagę bezlusterkowca Fujifilm, a w przypadku Olympusa lepiej nie przekraczać ISO 1600.

Podobnie jak inne bezlusterkowce Olympusa, E-M1X oferuje bogaty zestaw filtrów artystycznych, które pozwolą na urozmaicenie wykonywanych fotografii. Skromne są za to możliwości funkcji HDR, a opcji wykonania automatycznej panoramy zabrakło w ogóle. Nie są to jednak kwestie priorytetowe w aparacie tego typu.

Jakość obrazu i szumy w RAW

Gdy porównamy RAW-y generowane przez E-M1X i G9 przekonamy się, że prezentują one zbliżony poziom jakości i trudno stwierdzić, który z nich wypada lepiej. Wizualnie nieco lepiej od nich radzi sobie X-H1, choć jego przewaga nie jest drastyczna. Warto zwrócić uwagę, że testowany Olympus, a także starszy model z tej samej stajni, czyli E-M1 Mark II, oferują bardzo podobną jakość zdjęć. W obu naszym zdaniem nie warto wykraczać poza nastawę ISO 3200.

Pomiary w Imateście pokazały, że pod względem poziomu szumu E-M1X ustępuje X-H1 o ok. 1 i 2/3 EV dla ISO 6400. Lepiej natomiast wypada względem G9 i A6500, dla tej samej nastawy o odpowiednio 1/3 i 1/2 EV.

Zachowanie E-M1X w kategorii prądu ciemnego oceniamy całkiem pozytywnie. W obrazie nie widać oznak bandingu, a niejednorodności w rozkładzie szumu w zasadzie nie występują. Natomiast histogramy oraz statystyka wyglądają całkiem dobrze w niemal całym zakresie czułości.

Zakres i dynamika tonalna

W kategorii zakresu tonalnego dla najniższej natywnej czułości liczba tonów w E-M1X sięga ponad 304, co odpowiada 8.3-bitowemu zapisowi danych. Jest to dobry wynik, który zapewnia wizualnie gładkie przejścia tonalne, bez widocznej posteryzacji. Warto przypomnieć, że E-M1 Mark II wypadł odrobinę lepiej.

Dla SNR=10 przy ISO 200 testowany aparat osiąga 8.1 EV, co jest niezłym wynikiem przy 12-bitowym zapisie danych. Z kolei G9 uzyskał 7.9 EV, a Sony A6500 – 8.3 EV. Co ciekawe, Fujifilm X-H1 przy 14-bitowych RAW-ach wypadł tak samo jak produkt Sony.

Przy SNR=1 na najniższych czułościach mamy do dyspozycji dynamikę na poziomie 11.9 EV, co oznacza, że wykorzystywany jest praktycznie cały zakres pracy przetwornika ADC. Wyniki pomiarów sugerują, że w matrycy E-M1X tkwi potencjał, którego nie wykorzystano w całości. Zastosowanie 14-bitowego przetwarzania pozwoliłoby najprawdopodobniej na uzyskanie lepszych rezultatów w tej kategorii.

Badanie zachowania fotodiod matrycy pokazało, że wszystkie czułości (poza programowymi), przedstawione jako średnie wartości ze wszystkich grup senseli, są poniżej (o około 1 i 1/3 EV) wartości nominalnych. Pojemność studni potencjałów dla bazowej czułości to około 54 ke, natomiast punkt wzmocnienia jednostkowego wypada dla czułości 1139 (czyli nieco poniżej nastawy aparatu ISO 3200).

Ocena końcowa

Zintegrowane uchwyty pionowe są standardem dla flagowych, reporterskich lustrzanek, jednak do niedawna żaden producent nie zdecydował się zaadaptować tego rozwiązania w bezlusterkowcach. Wprawdzie na ostatniej Photokinie firma Fujifilm poinformowała o pracach nad średnioformatowym GFX-em 100 – w którym zostanie zastosowane rzeczone udogodnienie – to produkt ten jest wciąż w fazie rozwojowej. Olympus okazał się zatem pionierem w tej kwestii, a model E-M1X być może wyznaczy nowy trend w tej grupie aparatów. Prawdę mówiąc, nie dziwi nas, że w stosunkowo młodych systemach jak Canon RF i Nikon Z, czy najnowszym Panasoniku S nie znajdziemy podobnego modelu. Jednak Sony, które rozwija pełnoklatkowe bezlusterkowce od ponad pięciu lat, mogłoby pokusić się o takie rozwiązanie. Z drugiej strony rozumiemy, że poprawa ergonomii w aparacie z gripem jest niewątpliwa i w wielu przypadkach wskazana, to jednak pociąga za sobą zwiększenie rozmiarów i wagi. Tym samym inicjalna idea towarzysząca powstaniu stosunkowo kompaktowych bezlusterkowców odchodzi powoli w zapomnienie.

W wypadku modelu E-M1X, Olympus zupełnie zrywa z tym schematem i oferuje aparat o świetnej funkcjonalności, wytrzymałym korpusie, z bogatym zestawem elementów sterujących i podwójnymi slotami karty pamięci i akumulatora. Nie mieliśmy także większych zastrzeżeń do systemu autofokusa, co w tej klasie jest ważnym kryterium. Schody zaczynają się, gdy przejdziemy do oceny jakości zdjęć. Ta bowiem nie zmieniła się względem modelu E-M1 Mark II, co oznacza, że w klasie aparatów o zbliżonej wielkościowo matrycy nie jest źle. Jednak porównanie z pełnoklatkowymi flagowcami na wysokich czułościach E-M1X niestety przegrywa. Różnica w wielkości sensora po prostu robi swoje. I z tego względu do nowej propozycji Olympusa podchodzimy z pewną rezerwą. Również dlatego, mimo wysokiej oceny w punktacji, nie zdecydowaliśmy się przyznać mu wyróżnienia „Wybór Redakcji”.

Oceniając ten aparat nie można pominąć aspektu cen. E-M1X kosztuje obecnie ok. 12000 zł, co przy cenach Canona 1D X Mark II i Nikona D5 – odpowiednio 23000 i 25600 zł – nie wydaje się wygórowaną kwotą. Wśród bezlusterkowych konkurentów z matrycami mniejszymi niż pełna klatka mamy np. Fujifilm X-H1 (5550 zł), Panasonika G9 (5100 zł), czy Sony A6500 (4975 zł). Z kolei poprzedni flagowiec OM-D, E-M1 Mark II, wyceniany jest obecnie na 7550 zł (wg Ceneo.pl na dzień 20 marca 2019 r.).

Na koniec przedstawiamy najważniejsze zalety i wady Olympusa E-M1X.

Zalety:

  • dobra jakość obrazu do ISO 1600–3200,
  • wysoka zdolność rozdzielcza matrycy,
  • dobre wyniki w kategorii zakresu i dynamiki tonalnej,
  • dobry wygląd darków,
  • bardzo solidna, magnezowa obudowa,
  • bardzo wygodna rękojeść, zarówno podstawowa jak i dodatkowa,
  • uszczelnienia korpusu i odporność na niskie temperatury (do −10°C),
  • bogate, czytelne i funkcjonalne menu,
  • miejsce na dwa akumulatory,
  • możliwość ładowania przez złącze USB,
  • podwójny slot kart SD (UHS-II),
  • duża liczba elementów sterujących o bardzo dobrej ergonomii,
  • spore możliwości w zakresie programowania przycisków i pokręteł,
  • obecność konfigurowalnego Mojego Menu,
  • regulowany czas w trybie odpowiadającym wstępnemu podnoszeniu lustra w DSLR,
  • migawka elektroniczna z minimalnym czasem 1/32000 s,
  • szybki i skuteczny autofokus pojedynczy,
  • skuteczny autofokus ciągły i śledzący,
  • funkcja focus-peaking,
  • odchylany i obrotowy ekran LCD,
  • funkcja dotykowej obsługi,
  • dobrej jakości obraz na wyświetlaczu,
  • wizjer elektroniczny o bardzo dużym powiększeniu,
  • funkcjonalny tryb live-view,
  • połączenie trybu MF z AF,
  • bardzo dobre osiągi trybu zdjęć seryjnych,
  • funkcja zdjęć seryjnych ProCapture,
  • skala temperaturowa WB, nastawy własne (4),
  • dobra praca balansu bieli w świetle naturalnym,
  • skuteczność stabilizacji matrycy na poziomie 4 EV,
  • bogate opcje konfiguracyjne,
  • mechaniczna migawka do 1/8000 s,
  • rozbudowany tryb wideo z możliwością filmowania w trybach P, A, S i M,
  • filmy w jakości 4K i Cinema 4K,
  • kompresja wewnątrzklatkowa ALL-Intra,
  • interwałometr (z możliwością stworzenia gotowego filmu poklatkowego),
  • tryb zdjęć o zwiększonej rozdzielczości (High Res Shot),
  • możliwość wykonywania zdjęć z ręki w trybie High Res Shot,
  • tryby Live Bulb, Live Time i Live Composite,
  • tryb Live ND (symulacja filtrów ND),
  • funkcja focus bracketing i focus stacking,
  • komunikacja Wi-Fi i Bluetooth,
  • filtry artystyczne dostępne w trybach ręcznych i trybie wideo,
  • tryb zdjęć HDR (choć mało rozbudowany),
  • moduł GPS i elektroniczny kompas,
  • czujniki temperatury i ciśnienia atmosferycznego,
  • elektroniczna poziomica,
  • możliwość zdalnego wyzwalania zewnętrznych lamp błyskowych,
  • skuteczny system czyszczenia matrycy.

Wady:
  • wyraźne wyostrzane i mocno odszumiane zdjęcia JPEG pomimo neutralnych ustawień,
  • brak poprawy jakości obrazu względem E-M1 Mark II,
  • możliwość wystąpienia efektu mory na zdjęciach w specyficznych warunkach,
  • brak wbudowanej lampy błyskowej,
  • problemy z automatycznym balansem bieli w świetle żarowym,
  • spowolnienie niektórych funkcji aparatu przy odświeżaniu 120 kl/s w wizjerze,
  • wysoka cena.


Aparat do testów wypożyczyła firma:

Olympus OM-D E-M1X - Podsumowanie

W testach wykorzystujemy studyjne lampy błyskowe i światła stałego firmy Quadralite dostarczone przez sklep Foto-Tip.pl
Olympus OM-D E-M1X - Podsumowanie Olympus OM-D E-M1X - Podsumowanie