Przetwarzanie danych osobowych

Nasza witryna korzysta z plików cookies

Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie, a także do prawidłowego działania i wygodniejszej obsługi. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług i innych witryn.

Masz możliwość zmiany preferencji dotyczących ciasteczek w swojej przeglądarce internetowej. Jeśli więc nie wyrażasz zgody na zapisywanie przez nas plików cookies w twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki, lub opuść naszą witrynę.

Jeżeli nie zmienisz tych ustawień i będziesz nadal korzystał z naszej witryny, będziemy przetwarzać Twoje dane zgodnie z naszą Polityką Prywatności. W dokumencie tym znajdziesz też więcej informacji na temat ustawień przeglądarki i sposobu przetwarzania twoich danych przez naszych partnerów społecznościowych, reklamowych i analitycznych.

Zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies możesz cofnąć w dowolnym momencie.

Optyczne.pl

Artykuły

Fotografując w Kosmosie - część I

Fotografując w Kosmosie - część I
22 lutego 2018

1. Początki są trudne i mały epizod Minolty

Jak zapewne wszyscy wiemy, energiczny podbój Kosmosu, który rozpoczął się w latach 50. XX wieku, nie był stymulowany bynajmniej tylko i wyłącznie szczerą chęcią poznania najbliższego otoczenia naszej „niebieskiej planety”. Po zakończeniu II Wojny Światowej przestrzeń kosmiczna stała się miejscem rywalizacji dwóch najpotężniejszych mocarstw, była to nie tylko walka na polu nauki i technologii, ale również – a może przede wszystkim – pokaz siły i próba zdominowania świata swoją wizją ustroju. Początkowo to Rosjanie wiedli prym w podboju przestrzeni kosmicznej, a ich sukcesy poza walorami propagandowymi miały dla Amerykanów działanie bardzo mobilizujące. Przez to, na starcie, Stany Zjednoczone musiały gonić Związek Radziecki.

Aby taki pościg był skuteczny, kongres USA dość szybko przeznaczył znaczne środki na utworzenie amerykańskiego program podboju Kosmosu. W 1958 roku – równo 60 lat temu – powołano do życia agencję NASA i wychodząc od ówczesnych zdobyczy lotnictwa wojskowego rozpoczęto „parcie w górę”. Pracę pełną parą zaczęto programem „Mercury”, choć tak naprawdę wszystkie klocki tej potężnej układanki musiano stworzyć od zera. Potrzebna była odpowiednia rakieta, odpowiednia kapsuła wraz z niezliczonymi systemami w jej wnętrzu, astronauci potrzebowali niezawodnego stroju, niezawodnego zegarka i oczywiście niezawodnego aparatu fotograficznego.

Fotografując w Kosmosie - część I - Początki są trudne i mały epizod Minolty
Minolta Hi-matic, sprzedawana na rynku USA jako Ansco Autoset to pierwszy model aparatu wykorzystywanego przez NASA (źródło: Wikipedia)

Pierwsze amerykańskie loty kosmiczne, w wykonaniu Alana Sheparda i Virgila Grissoma, były lotami suborbitalnymi. Dnia 20 lutego 1962 roku rakieta Atlas D wyniosła na orbitę okołoziemską kapsułę Friendship 7, pilotowaną przez Johna Glenna. Trzy okrążenia Ziemi były doskonałą okazją do wykonania pierwszych amerykańskich fotografii z orbity, więc Glenna wyposażono w aparat fotograficzny Ansco Autoset. Pod tą tajemniczą nazwą skrywała się małoobrazkowa, dalmierzowa Minolta Hi-Matic: w owym czasie nowoczesny i, co ważne, lekki aparat z niewymiennym obiektywem stałoogniskowym 45/2,8. Aparat wyposażony był we wbudowany światłomierz selenowy, który odpowiadał za całkowicie automatyczne sterowanie ekspozycją. Nie bez znaczenia dla komfortu obsługi było, że spust migawki umieszczono w formie sporej dźwigni na przedniej ściance aparatu. Co ciekawe, do celów lotu orbitalnego aparat wyposażony został w specjalny uchwyt, do którego mocowany był „do góry nogami”, a do kadrowania przeznaczony był bardzo prosty celownik ramkowy. Dlaczego wybrano seryjny, do tego jeszcze niesystemowy aparat fotograficzny? Z pewnością nie był to docelowy aparat misji kosmicznych NASA. O decyzji zabrania na orbitę prostego aparatu seryjnego zadecydował zapewne brak czasu na przygotowanie sprzętu „uszytego na miarę”. Prace nad misją trwały w latach, gdy lustrzanki dopiero torowały sobie drogę na rynku, a ich sprawna obsługa dla niewtajemniczonych mogła być kłopotliwa.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - R E K L A M A - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Fotografując w Kosmosie - część I - Początki są trudne i mały epizod Minolty
Do celów misji kosmicznej aparat wyposażono w celownik ramkowy i w pozycji odwróconej zamocowano na gripie. (źródło: NASA)

Postanowiono raczej zabrać jakikolwiek aparat, niż stracić szansę na wykonanie zdjęć z orbity. Fakt użycia najzwyklejszego aparatu w misji na orbicie rzuca także ciekawe światło na zagadnienia jakości ówczesnego sprzętu i kontroli jakości – zwykły aparat z półki sklepowej mógł z powodzeniem przetrwać przeciążenie 7.7 G i niezawodnie działać na orbicie w stanie nieważkości. Dalmierzowa Minolta w Kosmosie była jednak epizodem: w tym samym mniej więcej czasie do gry o fotografowanie ponad ziemską atmosferą wszedł naprawdę poważny gracz. Do głosu doszli Szwedzi i nie chodzi o grupę ABBA…


Poprzedni rozdział