Przetwarzanie danych osobowych

Nasza witryna korzysta z plików cookies

Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie, a także do prawidłowego działania i wygodniejszej obsługi. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług i innych witryn.

Masz możliwość zmiany preferencji dotyczących ciasteczek w swojej przeglądarce internetowej. Jeśli więc nie wyrażasz zgody na zapisywanie przez nas plików cookies w twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki, lub opuść naszą witrynę.

Jeżeli nie zmienisz tych ustawień i będziesz nadal korzystał z naszej witryny, będziemy przetwarzać Twoje dane zgodnie z naszą Polityką Prywatności. W dokumencie tym znajdziesz też więcej informacji na temat ustawień przeglądarki i sposobu przetwarzania twoich danych przez naszych partnerów społecznościowych, reklamowych i analitycznych.

Zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies możesz cofnąć w dowolnym momencie.

Optyczne.pl

Partnerzy






Artykuły

O średnim formacie i fotografowaniu w szpitalu jednoimiennym - wywiad z Tomkiem Lazarem

O średnim formacie i fotografowaniu w szpitalu jednoimiennym - wywiad z Tomkiem Lazarem
11 marca 2021

1. Rozdział 1

Zapraszamy do naszej rozmowy z Tomkiem Lazarem – ambasadorem Fujifilm, który opowie nam o swojej pracy i projektach, o sprzęcie, który wykorzystuje, a także o tym, jak fotografuje się na szpitalnym oddziale zakaźnym w czasie pandemii.

Pamiętam, że poznaliśmy się we wrześniu 2012 roku w Pradze na konferencji Fujifilm poświęconej bezlusterkowcowi X-E1. Opowiadałeś tam dziennikarzom, jak ci się fotografowało nowym aparatem i pokazywałeś swoje zdjęcia zrobione na ulicach czeskiej stolicy. Z tego co wiem, był to dość przełomowy rok w twojej pracy, wtedy właśnie zdobyłeś nagrodę w konkursie Grand Press Photo i rozpocząłeś współpracę z Fujifilm. Jak wspominasz te czasy i jak wyglądały początki twojej przygody z tą marką? Przyjechałeś wtedy do Pragi kilka dni przed nami, dostałeś nowy aparat i w dość krótkim czasie musiałeś zrobić dobre zdjęcia, przygotować wykład i zaprezentować to wszystko grupie około stu dziennikarzy z całej Europy. Był stres?

Stres oczywiście był. Sądzę, że jest to bardzo zdrowy objaw, że wszystko z nami jest ok. Faktycznie rok 2012 i 2013 to były lata przełomowe. W 2012 roku otrzymałem nagrodę World Press Photo, a chwilę później rozpocząłem swoją przygodę i współpracę z firmą Fujifilm. Sądzę, że taka nobilitacja jak praca ze znaną firmą fotograficzną jest spełnieniem marzeń niejednego fotografa.

Czasu na zrealizowanie projektu w Pradze nie było za wiele, ale była to niesamowita przygoda. Często przy projektach dla magazynów dla czy gazet czasu również nie ma zbyt wiele, to dodatkowo mobilizuje do zrobienia czegoś kreatywnego, ciekawego i innego.



----- R E K L A M A -----

Przez te wszystkie lata zapewne miałeś styczność z większością bezlusterkowców i zaawansowanych kompaktów Fujifilm z matrycami APS-C. Wiem, że wykorzystywałeś w pracy X-Pro2 i X-Pro3, wszystkie wersje modeli X-T oraz X-E, a także kompakty z serii X100, czy nawet X70. To w sumie kilkanaście korpusów i zapewne drugie tyle obiektywów. Czy któreś z nich szczególnie zapadły w twojej pamięci i do dziś masz do nich sentyment?

Miałem możliwość pracować na wielu aparatach Fujifilm i sądzę, że moim ulubionym połączeniem do pracy był aparat X-Pro i dodatkowo drugi kieszonkowy aparat, taki jak X70 czy model z serii X100. Aparaty X-Pro dawały mi możliwość wymiany optyki i pracy na różnych ogniskowych. Z kolei kieszonkowy X100 umożliwiał pracę w trudnych warunkach i świetnie działał jako backup.

Koniec końców sądzę, że każdy w Fuji znajdzie jakieś swoje ulubione połączenie do pracy. Wszystko zależy do jakiego typu fotografii potrzebujemy aparat, czy potrzebujemy wymienną optykę czy nie itp. I co jest dla nas intuicyjne w obsłudze.

O średnim formacie i fotografowaniu w szpitalu jednoimiennym - wywiad z Tomkiem Lazarem - Rozdział 1
„Woman in Town” – fot. Tomasz Lazar

Skoro miałeś w swoje torbie tak dobre bezlusterkowe, to dlaczego pakowałeś do niej również X100F czy nawet X70? Rzeczywiście się przydawały, czy to tylko tzw. backup?

Powiedziałbym, że obie opcje są poprawne. Zarówno się przydawały, jak i był to backup, gdyby – „odpukać” – coś się działo. Kiedy realizowałem dla New York Timesa materiały na Słowacji jak i w Kosowie, taki zestaw, czyli X-Pro2 plus X100, bardzo dobrze się sprawdzał. Bywały sytuacje, że nawet taki bezlusterkowiec jak X-Pro jest za duży i wyglądał zbyt profesjonalnie. Wtedy przydawały się aparaty X70 lub X100.

Wiem, że z obiektywów najbardziej upodobałeś sobie „stałki”, a w szczególności XF 23 mm f/1.4, XF 35 mm f/1.4, XF 56 mm f/1.2 oraz XF 90 mm f/2. Wykorzystywałeś te modele przy wielu swoich projektach, a w szczególności przy słynnym „Fashion Philosophy”, gdzie dokumentowałeś przebieg tygodni mody w Mediolanie, Paryżu i Nowym Jorku. Skąd taki wybór?

Bardzo lubię pracować na „stałkach” ze względu na ich plastykę, jakość oraz kompaktowość. Sądzę, że takie obiektywy uczą również innego typu myślenia, jeśli chodzi o fotografowanie. W przypadku zoomu możemy „skręcić” go i od razu zmienia się nam ogniskowa oraz perspektywa. W przypadku „stałek” musimy podejść, dzięki czemu zmienia się nasz sposób postrzegania danej sytuacji, jej odbiór i też to, w jaki sposób ją skadrujemy i sfotografujemy.

O średnim formacie i fotografowaniu w szpitalu jednoimiennym - wywiad z Tomkiem Lazarem - Rozdział 1
„Fashion Philosophy” – fot. Tomasz Lazar

Czasem jednak wychodziłeś poza swój ulubiony zestaw szkieł i potrafiłeś zaszokować doborem sprzętu. Najlepszym przykładem jest tu dla mnie rok 2016, w którym spędziłeś dwa miesiące w Japonii. Wtedy powstał projekt „Shinjuku Crush”. Fotografowałeś wówczas na ulicach Tokio bezlusterkowcem X-Pro2 z XF 100–400 mm f/4.5–5.6 R LM OIS WR. To bardzo nietypowy zestaw, biorąc pod uwagę „street photo” i to w takich miejscach, jak stacja Shinjuku, przez którą każdego dnia przelewa się ponad 3.5 miliona ludzi. Dlaczego zdecydowałeś się używać teleobiektywu w tłumie ludzi?

Będąc dwa miesiące w Tokyo łącznie zrealizowałem cztery projekty. Moim głównym projektem był „Gaijins Diary” – temat, który realizowałem na swój doktorat z fotografii.

Aparat fotograficzny to dla mnie narzędzie, za pomocą którego chcę uzyskać określony efekt w określonym projekcie. Możemy to przyrównać do kucharza, który używa określonych narzędzi i przypraw, aby przygotować potrawę. Bardzo ważne jest, aby forma i treść ze sobą współgrały. W przypadku „Shinjuku Crush” długo myślałem, jak opowiedzieć historię miejsca, w którym dziennie przesiada się tyle osób i które codziennie tak bardzo jest zatłoczone. Świetnie do tego nadał się ten teleobiektyw, który umożliwił mi spłaszczenie perspektywy i niemożliwość odróżnienia tego, co jest na peronie, a tego, co w metrze/pociągu. Stworzenie natłoku postaci z różnymi emocjami. Trochę jak na niektórych obrazach Hieronima Boscha. Realizując ten projekt przez 2 tygodnie codziennie stawałem w tym samym miejscu, ponieważ z innych miejsc na peronie kulturalnie przepędzali mnie pracownicy dworca, abym nie zakłócał swobodnego przepływu rzeki ludzi.

O średnim formacie i fotografowaniu w szpitalu jednoimiennym - wywiad z Tomkiem Lazarem - Rozdział 1
„Shinjuku Crush” – fot. Tomasz Lazar

Wiele twoich projektów związanych jest z Japonią. Twoja fascynacja tym krajem zaczęła się chyba w 2015 roku, kiedy powstał cykl zdjęć o nazwie „Tokyo Reflections”. Oglądając te fotografie, widać, że powstały przy użyciu bardziej klasycznego zestawu.

W 2015 roku odbyłem swoją pierwszą podróż do Tokio, gdzie miałem prelekcję dla Fujifilm podczas bardzo dużych targów fotograficznych CP+, które odbywały się w Jokohamie. „Tokyo Reflections” to była moja pierwsza refleksja na temat Japonii oraz Tokio. Zdjęcia te zostały wykonane przy pomocy dwóch aparatów: mojego ulubionego kieszonkowego aparatu z serii X100 (w tym wypadku był to X100T) oraz aparatu X-T1 z wymienną optyką. Oba modele umożliwiły mi złapanie tych ulotnych chwil, które działy się dookoła mnie w Tokio. Pokazanie bardzo interesującej architektury oraz światła, które w niesamowity sposób pracuje między budynkami.

O średnim formacie i fotografowaniu w szpitalu jednoimiennym - wywiad z Tomkiem Lazarem - Rozdział 1
„Tokyo Reflections” – fot. Tomasz Lazar

Zupełnie inaczej podszedłeś do projektu „Sea of Trees”. Zdjęcia powstały w słynnym lesie samobójców położonym około 100 km od Tokio. To wyjątkowo trudne zadanie dla fotografa, bo choć rocznie samobójstwo popełnia tam około 100 osób, to na co dzień to zwykły las o powierzchni 30 km2. Raczej nie liczyłeś, że natkniesz się tam na osobę chcącą odebrać sobie życie. Miałeś jednak ciekawy pomysł na oddanie klimatu tego miejsca. Możesz nam opowiedzieć o tym projekcie?

W 2016 roku zostałem wybrany jako jeden z 12 uczestników prestiżowych warsztatów JoopSwart Masterclass organizowanych przez fundację World Press Photo. Temat tych warsztatów był „Consequences”, czyli konsekwencje. Był to czas, który przypadał na mój dwumiesięczny wyjazd do Japonii. W tym momencie wrócił do mnie temat lasu Aokigahara i aby opowiedzieć jego historię.

Cały materiał został wykonany na aparacie rejestrującym podczerwień. Fujifilm w Japonii przygotowało dla mnie dwa takie aparaty na czas tego projektu. Najpierw był to Fujifilm X-T1, a później X-T2. Cały projekt przedstawia krajobrazy miejsc, w których to ludzie popełniali samobójstwa lub miejsc. przez które zmierzali, aby je popełnić. Całość jest biała, ponieważ kolor biały w Japonii to symbol śmierci i żałoby. Łącznie odbyłem do lasu 4 podróże w 4 porach roku, aby pokazać cały ten materiał również jako „koło życia”.

O średnim formacie i fotografowaniu w szpitalu jednoimiennym - wywiad z Tomkiem Lazarem - Rozdział 1
„Sea of Trees” – fot. Tomasz Lazar

Pozostańmy w Japonii. Rok 2017 był przełomowy dla Fujifilm. Wtedy też pod koniec lutego spotkaliśmy się na targach CP+ w Jokohamie przy stoisku Fujifilm, które oblegane było przez tłumy Japończyków chcących wypróbować GFX 50S. Niektórzy musieli czekać prawie półtorej godziny, by przez kilka minut pobawić się nowym, średnioformatowym bezlusterkowcem. Ty jako ambasador marki miałeś więcej szczęścia. Zostałeś wtedy w Japonii na dłużej i z nowym GFX-em przemierzałeś tokijskie ulice. Średni format i „street photo” – jak wypadło to połączenie?

Pamiętam te olbrzymie kolejki osób, które chciały zobaczyć najnowszy średni format Fujifilm. To było zupełnie coś innego niż dotychczasowa oferta Fuji. Byłem bardzo ciekaw, jak ten aparat sprawuje się w warunkach nie tylko studyjnych czy do portretu. Postanowiłem dlatego zabrać go na tokijskie ulice.

Okazało się, że praca na tym aparacie jest czymś innym niż z aparatami serii X. Przede wszystkim był to aparat wolniejszy, przypominający mi stylem pracy Mamiyę 7. Wolniejsza praca, czasami trochę bardziej konceptualna, ale dająca niesamowitą jakość plików wyjściowych. Wielkość korpusu również powodowała, że nie byliśmy już tak niezauważani, jak przy robieniu zdjęć kompaktem z serii X100. Finalnie po paru dniach spędzonych z GFX 50S byłem bardzo zadowolony. Po pierwszym dniu nauczyłem się też, jak pracować tym aparatem, aby uzyskać określony efekt.

Od tego czasu system GFX zadomowił się w twoje torbie fotograficznej na stałe. Co zatem nowego wniósł do twojej pracy?

Przede wszystkim inny styl pracy, ale również inną jakość, która się przydaje, jeśli myślimy o dużych wydrukach lub o pracy komercyjnej.

Mimo fascynacji średnim formatem nie rozstałeś się z APS-C. W 2019 roku wybrałeś się z X-Pro3 w Tatry, by dokumentować życie i pracę pasterzy owiec. Tomek Lazar kojarzył mi się zawsze z ulicami Tokio czy Nowego Jorku, a tu nagle góry, hale i bacówki. Jak się odnalazłeś w tym nietypowym dla siebie projekcie, jak sprawdził się tu X-Pro3 i dlaczego nie zdecydowałeś się na GFX-a?

Dla mnie zawsze najważniejsza w fotografii była i jest opowieść o człowieku. Od zawsze bardzo lubiłem i interesowała mnie fotografia uliczna. Jest ona jednym ze sposobów opowiadania historii przy pomocy pojedynczego zdjęcia lub serii zdjęć. Natomiast to, co najbardziej mnie ciekawiło i ciekawi, to szeroko pojęty dokument oraz portret. W przypadku projektu o pasterzach bardzo ważny był dla mnie aparat, który się sprawdzi w różnych warunkach i będzie niedużych rozmiarów. X-Pro3 właśnie taki był. Bardzo dobrze sprawdził się w warunkach deszczowych. Wytrzymał ciężkie warunki podczas fotografowania. Ma również szybki AF, który umożliwiał mi rejestrowanie pięknych momentów pokazujących relację człowieka z naturą. GFX w tym wypadku byłby dla mnie zbyt dużym aparatem dla tego typu projektu.

O średnim formacie i fotografowaniu w szpitalu jednoimiennym - wywiad z Tomkiem Lazarem - Rozdział 1
„Pasterze” – fot. Tomasz Lazar

Z jednej strony APS-C, z drugiej średni format. Nie brakuje ci pełnej klatki? Według niektórych tylko FF pozwala zapewnić idealny kompromis między głębią ostrości, szybkością działania, wielkością sprzętu i jakością obrazu.

Nie odczuwam jej braku. System X jak i GFX daje mi wszystko, co jest mi potrzebne do realizowania moich projektów. Jakość plików, jakie generują matryce Fuji, jest naprawdę super. Na początku mojej przygody z Fuji miałem wątpliwości odnośnie pełnej klatki, czy faktycznie nie będzie mi jej brakować. Z czasem jednak przekonałem się w pełni do tego, że Fuji wybrało swoją drogę aparatów APS-C oraz średnioformatowych. Kształtuje swoją własną drogę jako producenta aparatów fotograficznych i bardzo to szanuję.

Opowiedz nam o swoim najnowszym projekcie – „Voids Diary”, czyli „Notatki z pustki”. W marcu 2020 roku miałeś polecieć do Nepalu, jednak zatrzymała cię pandemia. Jak przystało na dokumentalistę postanowiłeś wykorzystać ten bezprecedensowy okres do stworzenia niezwykłych zdjęć i zamiast uwieczniać kolorowe Katmandu wyruszyłeś na opustoszałe ulice Warszawy. Jaka była główna idea, co chciałeś pokazać na swoich zdjęciach?

8 marca miałem lecieć do Kathmandu realizować swój nowy projekt, ale pandemia Covid-19 pokrzyżowała mi plany. W związku z tym pozostając w kraju postanowiłem opowiedzieć historię tego, jak zmieniło się nasze życie codzienne w trakcie trwania pandemii. Projekt cały czas kontynuuję.

„Notatki z pustki” to projekt autorski, który nie tylko dokumentuje to, co się działo i dzieje, ale również moje przemyślenia na temat całej tej sytuacji. Pandemia zmieniła i zmienia nasze podejście do życia, tego jak je postrzegamy i jakie mamy relacje z innymi. Efekty jej będą jeszcze długo widoczne. Dlatego dla mnie bardzo ważne było, aby rozpocząć pracę nad tym projektem i finalnie zakończyć go w formie książki.

Jak wyglądała twoja praca w szpitalu na zamkniętym oddziale zakaźnym? Jak udało ci się tam dostać? Co najbardziej pozostało ci w pamięci z tych kilku dni spędzonych w tak traumatycznym miejscu?

Praca w szpitalu to była praca w „wyjątkowych warunkach”. Trzeba było bardzo uważać, co się robi, gdzie się wchodzi oraz aby nie przeszkadzać personelowi w trakcie pracy. Po wejściu do szpitala na określony oddział należało się ubrać w cały strój, aby móc wejść na oddział zakaźny. Zazwyczaj po około 2–2.5 h wychodziłem, aby się napić i odpocząć. Czasami wychodziłem szybciej, czasami później. Wszystko zależało od tego, co się działo na danym oddziale.

Do szpitala MSWiA udało mi się wejść dzięki napisaniu pisma, które zostało przychylnie rozpatrzone przez dyrekcję. Jeśli chodzi o sytuację, to sądzę, że czuć było atmosferę napięcia wśród osób, które przyjeżdżały do szpitala. Nie wiedziały co dalej i jak ich stan samopoczucia się zmieni. W trakcie jednego z dni zmarł pacjent na stole operacyjnym, który był przyjmowany na SOR, jak tam byłem. Była to bardzo przykra chwila.

O średnim formacie i fotografowaniu w szpitalu jednoimiennym - wywiad z Tomkiem Lazarem - Rozdział 1
„Voids Diary” – fot. Tomasz Lazar

A co ze sprzętem? Czym fotografowałeś? Wykorzystywałeś kilka korpusów, czy musiałeś ograniczyć się do jednego i to z jednym obiektywem? Mogłeś wynosić sprzęt ze szpitala, czy musiał on tam pozostać przez te wszystkie dni ze względu na ryzyko zakażenia?

Cały materiał „Voids Diary” powstał na aparacie Fujifilm GFX 50R. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to bardzo ważne było kilkukrotne odkażenie sprzętu po wyjściu ze strefy covidowej. Zanim udałem się do szpitala odbyłem kilka rozmów z Fujifilm, czy aparat jest w stanie wytrzymać takie odkażenie i czy to go nie uszkodzi. Wchodząc na oddział mogłem mieć przy sobie aparat z jednym obiektywem i baterią. Chodziło o to, aby nie otwierać aparatu i nie dopuszczać do tego, aby wirus znalazł się w środku sprzętu. Po pełnym odkażeniu mogłem zabrać ze sobą aparatu do domu. W domu była na niego przeznaczona specjalna półka przy wejściu, ze względów bezpieczeństwa.

Zdjęcia, które powstały w ramach projektu są mocno prześwietlone. Chwilami zastanawiałem się, czy znów nie wykorzystałeś podczerwieni. Przypominają one te wykonane w lesie samobójców, jednak tam biel symbolizowała śmierć, bowiem w Japonii kolor ten nierozerwalnie kojarzony jest z żałobą. Czemu zatem projekcie osadzonym w polskich realiach zdecydowałeś się na podobny zabieg artystyczny?

Zabieg techniczny jest dość podobny, ale odbiór jak i to, co ze sobą niesie, jest czymś zupełnie innym. Tak jak wspominałeś, w przypadku „Sea of Trees” chodziło o symbolikę śmierci i żałoby. Pokazania lasu Aokigahara jako białego lasu. W przypadku „Voids Diary” zabieg ten ma zupełnie inny charakter. Chodziło o pokazanie laboratoryjnej sterylności, czystości i prześwietlenia.

Dodatkowo cały materiał ma odcień szarości taki, jakie zmiany tworzy COVID-19 na płucach, widoczne na kliszy rentgenowskiej.

O średnim formacie i fotografowaniu w szpitalu jednoimiennym - wywiad z Tomkiem Lazarem - Rozdział 1
„Voids Diary” – fot. Tomasz Lazar

Swoją przygodę ze średnim formatem od Fujifilm rozpocząłeś od GFX 50S, potem przesiadłeś się na bardziej kompaktowego GFX 50R, co wydaje się naturalnym krokiem biorąc pod uwagę typ fotografii, którym się zajmujesz. Jednak wiem, że korzystasz także z GFX 100. Po co dokumentaliście tego typu aparat?

Obecnie pracuję na GFX 50R jak i GFX 100. Jeśli chodzi o porównanie GFX 50S a 50R, to R-ka posiada dla mnie dużo lepszą ergonomię, przez co dużo chętniej takiego aparatu używam. Jest również sporo mniejszy, co przy dokumencie, reportażu czy fotografii ulicznej sprawdza się dużo bardziej.

Jeśli chodzi o GFX 100, jest to aparat o bardzo dużych możliwościach, który nie tylko wykorzystuję do dokumentu, ale również przy fotografii komercyjnej. Przy bardzo dużych wydrukach aparat z taką rozdzielczością ma bardzo duże znaczenie. Dodatkowo dochodzi do tego szybki AF oraz stabilizacja matrycy.

Masz jakieś ulubione obiektywy średnioformatowe?

Uważam, że świetnym obiektywem jest GF 110 mm f/2.0, który posiada niesamowitą plastykę, jak i głębię ostrości. Bardzo dobrze się sprawdza do portretu, zdjęć komercyjnych i dokumentu. Ostatnio również więcej pracowałem na obiektywie GF 50 mm f/3.5. Obiektyw bardzo ostry i szybko działający, pomimo swoich rozmiarów. Bardzo dobry do fotografii ulicznej czy reportażu. Razem w połączeniu z Fuji GFX 50R tworzy się z tego optymalny zestaw, który można mieć ze sobą cały czas, aby nie ominęła nas żadna okazja.

Miałeś już okazję fotografować GFX 100S? Myślisz, że zastąpi on twoje GFX 50R i GFX 100, czy jednak bardziej byś siebie widział z GFX 100R, który, biorąc pod uwagę dotychczasowy rozwój systemu, być może zawita za jakiś czas do oferty Fujifilm?

Nie miałem jeszcze przyjemności testowania GFX100S ale sądzę, że niedługo to powinno się zmienić. Wydaje mi się, że team Fujifilm dobrze planuje wypuszczanie modeli i tego, na co jest zapotrzebowanie na rynku. Finalnie będę w stanie powiedzieć, na którym najlepiej mi się pracuje, w momencie gdy GFX 100S trafi w moje ręce. Oba moje obecne aparaty bardzo dobrze się sprawdzają, ale są to korpusy do pracy w różnych warunkach. 50R to aparat bardziej mobilny – na ulicę, do fotografii dokumentalnej. A GFX 100 to aparat studyjny, do portretu, czy do zleceń komercyjnych.

O średnim formacie i fotografowaniu w szpitalu jednoimiennym - wywiad z Tomkiem Lazarem - Rozdział 1
Portret Olgi Tokarczuk – fot. Tomasz Lazar

Co chciałbyś jeszcze zobaczyć w systemach Fujifilm X i GFX? Brakuje ci jakichś wymarzonych korpusów, funkcji, czy obiektywów?

Jeśli chodzi o korpusy, to zarówno na aparatach X jak i GFX pracuje mi się bardzo dobrze. To, co bym chciał dostać, to baterię z większą pojemnością, aby na jednym ładunku można było wykonywać więcej zdjęć. Z serii X bardzo lubię obiektyw Fujinon XF 35 mm f/1.4, który posiada plastykę bardzo filmową. Przydałoby się już jego odświeżenie, jak i obiektywu Fujinon 27 mm f/2.8. Bardzo mnie ciekawi najnowszy GF 80 mm f/1.7 do GFX-a. Takiego jasnego obiektywu brakowało mi do portretu, jak i dokumentu w średnioformatowej serii Fujifilm.

Jako wieloletni ambasador masz możliwość testowania sprzętu na długo przed jego premierą i zgłaszania swoich uwag konstruktorom. Jaki zatem wpływ na ostateczny kształt produktów mają fotografowie współpracujący z Fujifilm? Czy po testach wysyłasz listę uwag, która zazwyczaj i tak nie jest uwzględniana, bo wyższość biorą np. księgowi? A może czujesz, że rzeczywiście masz czynny udział we współtworzeniu aparatów tej marki?

Łącznie od 2015 roku odbyłem osiem podróży do Japonii. Część z tych podróży była związana z moimi prywatnymi projektami, inne ze współpracą z Fujifilm. Mogę śmiało powiedzieć, że ambasadorzy posiadają czynny udział w pracy nad aparatami Fuji. Rozmowy takie odbywają się w różny sposób, niektóre w trakcie targów fotograficznych lub innych spotkań, gdzie możemy podyskutować o zmianach, jakie sądzimy, że powinny zostać wprowadzone do aparatów. Jeszcze inne, tak jak to wyglądało w przypadku pracy nad aparatem X-Pro3, gdy zostałem zaproszony do Japonii na 3-dniowe spotkanie, gdzie rozmawialiśmy i dyskutowaliśmy o tym, czego najnowszy model potrzebuje, a czego nie.

Finalnie, tak jak napisałeś – decyzja należy Fuji, ale ilość pomysłów i uwag, które zgłaszamy i które zostają przez nich wykorzystane, jest bardzo duża.

Dziękuję za rozmowę

Artykuł powstał na zlecenie firmy Fujifilm.



Poprzedni rozdział