Przetwarzanie danych osobowych

Nasza witryna korzysta z plików cookies

Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie, a także do prawidłowego działania i wygodniejszej obsługi. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług i innych witryn.

Masz możliwość zmiany preferencji dotyczących ciasteczek w swojej przeglądarce internetowej. Jeśli więc nie wyrażasz zgody na zapisywanie przez nas plików cookies w twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki, lub opuść naszą witrynę.

Jeżeli nie zmienisz tych ustawień i będziesz nadal korzystał z naszej witryny, będziemy przetwarzać Twoje dane zgodnie z naszą Polityką Prywatności. W dokumencie tym znajdziesz też więcej informacji na temat ustawień przeglądarki i sposobu przetwarzania twoich danych przez naszych partnerów społecznościowych, reklamowych i analitycznych.

Zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies możesz cofnąć w dowolnym momencie.

Optyczne.pl

Artykuły

Subiektywna historia filmowania aparatami

Subiektywna historia filmowania aparatami
2 marca 2026
Amadeusz Andrzejewski Komentarze: 29

1. Rozdział 1

Niedawne 20 urodziny Optyczne.pl zainspirowały mnie, żeby też nieco rozpisać się o historii. W tym przypadku o historii, za sprawą której trafiłem do redakcyjnego grona tego portalu. Jak łatwo się domyślić, chodzi o filmowanie aparatami, dziedzinę, która, jak się wydaje, narodziła się nieco przypadkiem niecałe 18 lat temu i z czasem mocno zadomowiła się w świecie zarówno fotografii, jak i filmu.

Rozdział 1 – Jak Canon EOS 5D Mark II zmienił świat

Naszą historię zaczniemy 27 sierpnia 2008 roku. Wtedy to bowiem światło dzienne ujrzał Nikon D90, pierwsza lustrzanka oferująca funkcję rejestracji filmów. Tryb filmowy był co prawda okrojony do rozdzielczości 1280 × 720 pikseli w 24 kl/s przy w pełni automatycznej ekspozycji, ale od czegoś przecież musiało się zacząć. I pewnie o wspomnianym D90 byłoby w tym temacie nieco głośniej, gdyby kilka tygodni później (dokładnie 17 września 2008 roku) nie pojawił się aparat przez wielu uważany z punkt wyjściowy filmowo-aparatowej rewolucji, czyli Canon EOS 5D Mark II, który podbił stawkę do rozdzielczości Full HD (1920 × 1080 pix).

Subiektywna historia filmowania aparatami - Rozdział 1
Sprawcy całego zamieszania – Canon EOS 5D Mark II oraz Nikon D90



----- R E K L A M A -----

PROMOCJA NA OBIEKTYWY ZEISS DO -25%
Kupujemy używany sprzęt za gotówkę.Raty 20x0%!

By zrozumieć, dlaczego filmowcy tak rzucili się na aparaty, potrzeba nam tu nieco kontekstu historycznego. W zasadzie cała historia profesjonalnego (na poziomie hollywoodzkim) i amatorskiego oraz półprofesjonalnego filmowania jest opowieścią o technologiach, które najpierw były dostępne dla twórców kinowych, a potem skapywały do mniej zaawansowanego sprzętu filmowego.

Tak było choćby z obiektywami typu zoom, które w kinowych produkcjach święciły triumfy w latach 60. i 70., a potem stały się podstawowym narzędziem pracy filmowca ślubnego w latach 90. Tego typu zmiany jesteśmy też świadkami dziś, gdy za sprawą technologii AI komputerowe efekty specjalne i ujęcia z filmów science-fiction, niegdyś wymagające sztabu specjalistów, stają się dostępne na wyciągnięcie ręki. Choć, jak zwykle na początku rewolucji, technologia ta wymaga jeszcze nieco dopracowania.

Dokładnie to samo zrobiły aparaty w 2008 roku, tyle że w kwestii możliwości stosowania wymiennej optyki i uzyskania plastyki obrazu takiej, jak w drogich kamerach filmowych, za bardzo mały ułamek ich ceny. Dostępne „zwykłym śmiertelnikom” kamery z tego okresu oferowały bowiem sensory nie większe niż 1/3'' - 1/2'' i rzadko kiedy pozwalały na wymianę optyki. A nawet gdy pozwalały, to do wyboru było co najwyżej kilka długich zoomów, które w połączeniu z małymi matrycami dawały bardzo dużą głębię ostrości.

Większe sensory i możliwość podłączenia jaśniejszych niż długi zoom obiektywów spowodowały też, że aparaty otworzyły przed twórcami możliwości filmowania w słabiej oświetlonych miejscach bez konieczności wspomagania się dodatkowym oświetleniem. Filmem, który bezpośrednio przyczynił się wówczas do wybuchu popularności lustrzanek wśród filmowców, była krótka produkcja pt. „Reverie” stworzona przez operatora filmowego Vincenta Laforeta właśnie Canonem 5D Mark II.

Dziś nie wygląda to może spektakularnie, ale wtedy wszyscy zakochaliśmy się w płytkiej głębi ostrości i kolorowych nocnych ujęciach nagranych bez rozstawiania wielkich lamp czy sięgania po tryby noktowizyjne. A wszystko to w cenie połowy ówczesnej kamery z matrycami 1/3'' nagrywającej także w Full HD na kasety magnetyczne lub pierwsze karty pamięci.

Subiektywna historia filmowania aparatami - Rozdział 1
Sony HVR-Z7 – przykładowa kamera z czasów, gdy aparaty zaczynały filmować. Posiada układ 3 sensorów CMOS
rozmiaru 1/3'' i obiektyw o 12-krotnym zoomie (ekwiwalent 32-384 mm). Zapis na kasety miniDV (HDV).
Na tego typu urządzeniach zdarzało mi się pracować, gdy zaczynałem przygodę z filmowaniem.

Mnie też to zresztą dopadło. Czytałem pierwsze poświęcone filmowaniu aparatami forum Cinema5D (z którego potem wyewoluował dzisiejszy portal CineD) i aktywnie współtworzyłem pierwsze polskie forum tego typu – VideoDSLR.pl, do którego dziejów jeszcze zresztą wrócimy. Jednocześnie odkładałem pieniądze na własny sprzęt.

Canon EOS 5D Mark II co prawda wywołał rewolucję, ale nie był pozbawiony wad. W początkowych latach jego tryb filmowy działał jedynie w 30 kl/s, co utrudniało pracę w kraju, gdzie wszystkie źródła sztucznego światła są zasilane 50-hercowym prądem, co mogło często powodować migotanie w ujęciach. Do tego, podobnie jak w Nikonie D90, tryb filmowy działał jedynie w formie całkowicie automatycznej, co potrafiło powodować skoki przysłony w trakcie nagrywania, czy sięganie po niepotrzebnie krótkie (z filmowego punktu widzenia) czasy migawki. Był to też nie aż tak tani aparat pełnoklatkowy i wszyscy po cichu liczyli, że jego tryb filmowy wkrótce trafi do jakiegoś bardziej budżetowego modelu APS-C.

Tak się stało rok później – 1 września 2009 roku (Canon lubił chyba celować w drugowojenne daty, 5D Mark II miał przecież premierę 17 września) pojawił się EOS 7D. Tańszy, nadal pancerny i, co najważniejsze, oferujący filmowanie w 24, 25 i 30 kl/s w Full HD (1920 × 1080 pix) oraz w pełni manualną kontrolę nad nagrywaniem – elementy, które 5D Mark II otrzymał w aktualizacji oprogramowania sporo później. EOS 7D oferował też nawet osobny przełącznik trybu filmowego i przycisk nagrywania.

Subiektywna historia filmowania aparatami - Rozdział 1
Tylna ścianka Canona EOS-a 7D. Pierwszy przełącznik trybu foto/wideo i drugi po Lumiksie GH1 dedykowany przycisk nagrywania filmów (Start Stop). Wtedy nowość, dziś standardowy element niemal każdego korpusu.

Mając do tej pory doświadczenie jedynie z kamerami, nie chciałem się rzucać na głęboką wodę i szukałem możliwości przetestowania Canona 7D przed wydaniem sporych, jak na człowieka świeżo po studiach, pieniędzy. Taką dały mi organizowane przez Fotopolis.pl (pozdrawiamy) testy konsumenckie. Postawiłem wtedy wszystko na jedną kartę i w formularzu zgłoszeniowym otwarcie napisałem, że nie zamierzam w tym aparacie nawet dotykać trybu foto i chcę go przetestować jedynie pod kątem filmowania. I udało się, znalazłem się w gronie pięciu szczęśliwców, którzy dostali na tydzień nowiutkiego EOS-a 7D.

To, co wówczas powstało, to najprawdopodobniej pierwszy w Polsce (albo jeden z pierwszych) testów trybu filmowego w aparacie. I z tej okazji nastąpi coś, co nie zdarza się często, czyli na Optyczne.pl pojawi się link do Fotopolis.pl. A nawet dwa, bo materiał został opublikowany w dwóch częściach:

Tych, którzy zdecydowali się ten materiał przeczytać, upraszam w tym miejscu o wyrozumiałość – moja ówczesna wiedza w tym zakresie stanowiła ułamek obecnej. Nie chciałem przy tym być gorszy od Vincenta Laforeta i też stworzyłem film demonstrujący możliwości aparatu. Całość została nagrana z ręki pożyczonym od koleżanki obiektywem Canon EF 50 mm f/1.8 „plastik-fantastik” (zestaw testowy z Fotopolis obejmował zooma 18-135 mm f/3.5-5.6, który w słabym świetle nie dałby rady).

Przekonawszy się, że taki sprzęt filmowy jest ciekawszy i wydaje się bardziej perspektywiczny niż kamera, pod koniec 2009 roku zostałem szczęśliwym posiadaczem EOS-a 7D, do którego wkrótce, po wnikliwej lekturze testów na Optyczne.pl, dołączyła Sigma EX DG 20 mm f/1.8 (wówczas jeden z niewielu jasnych szerokokątnych obiektywów w rozsądnej cenie) oraz używany Canon EF 50 mm f/1.4 USM.

Gdybym poczekał trzy miesiące, zaoszczędziłbym kilka tysięcy zł i został posiadaczem zaprezentowanego 8 lutego 2010 roku Canona 550D – aparatu, który oferował identyczne możliwości filmowe jak EOS 7D i który „zmotoryzował” polską społeczność filmujących lustrzankami niczym Fort T Stany Zjednoczone. Typowo w zestawie z Tamronem SP AF 17-50 mm f/2.8 XR Di II LD Aspherical [IF], którego pierścień ostrości i praca z nim zapewne do dziś przewijają się w koszmarach filmowców pamiętających tamte czasy.

Warto w tym miejscu dodać też, że nawet w 2009 roku Canon nie był jedyną opcją jeśli chodzi o filmujące aparaty. Od marca tego roku był już bowiem dostępny na rynku wyposażony w matrycę 4/3'' (a w zasadzie nawet większą i oferującą tryb multi aspect) bezlusterkowiec Panasonic Lumix GH1, protoplasta równie zasłużonej dla filmowania serii, jak „piątki” Canona.

Subiektywna historia filmowania aparatami - Rozdział 1
Panasonic Lumix GH1. Pierwszy tego imienia i pierwszy filmujący aparat z wymienną optyką
z dedykowanym przyciskiem nagrywania oraz rozkładanym do boku ekranem.

Popularyzacja należących do systemu Mikro Cztery Trzecie aparatów Panasonic Lumix wśród filmowców nastąpiła jednak dopiero nieco później, wraz z modelem GH2 i historią jego hackowania w celu odblokowania wyższych przepływności danych przy filmowaniu. Ale to już temat na kolejną część naszej historii.



Poprzedni rozdział