Przetwarzanie danych osobowych

Nasza witryna korzysta z plików cookies

Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie, a także do prawidłowego działania i wygodniejszej obsługi. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług i innych witryn.

Masz możliwość zmiany preferencji dotyczących ciasteczek w swojej przeglądarce internetowej. Jeśli więc nie wyrażasz zgody na zapisywanie przez nas plików cookies w twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki, lub opuść naszą witrynę.

Jeżeli nie zmienisz tych ustawień i będziesz nadal korzystał z naszej witryny, będziemy przetwarzać Twoje dane zgodnie z naszą Polityką Prywatności. W dokumencie tym znajdziesz też więcej informacji na temat ustawień przeglądarki i sposobu przetwarzania twoich danych przez naszych partnerów społecznościowych, reklamowych i analitycznych.

Zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies możesz cofnąć w dowolnym momencie.

Optyczne.pl

Test aparatu

Canon EOS R - test aparatu

27 listopada 2018

9. Podsumowanie

Zbliżamy się do końca testu EOS-a R. Czas zatem podsumować najważniejsze cechy aparatu.

Canon EOS R - Podsumowanie

Budowa, jakość wykonania i funkcjonalność

Canon zdążył już przyzwyczaić klientów do tego, że jego aparaty z wyższych serii charakteryzują się wysoką jakością wykonania i nie inaczej jest z aparatem R. Bryła wykonana ze stopów magnezu zachowuje idealną sztywność i świetne spasowanie elementów. Na pokładzie aparatu znajdziemy również uszczelnienia, które pozwolą pracować w warunkach wilgoci i kurzu w temperaturze od 0 do 40 stopni Celsjusza. Wszystkie przyciski i pokrętła mają dobrze wyważony skok i nie możemy mieć zastrzeżeń do ich umiejscowienia. Menu ma ten sam układ, co lustrzankowe Canony, zatem osoby zmieniające system z EF na R nie będą miały problemu z przestawieniem się. Tych, którzy nie użytkowali poprzednich aparatów Canona, możemy uspokoić – menu jest wygodne w obsłudze, a spora liczba opcji oraz ustawień wpływa pozytywnie na funkcjonalność aparatu i ułatwia skonfigurowanie go według własnych upodobań. Plusem jest również możliwość utworzenia 5 kart w ramach zakładki Moje Menu.

- - - - - - - - - - - - - - - - - - R E K L A M A - - - - - - - - - - - - - - - - - -

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Canon EOS R został wyposażony w wyświetlacz LCD o przekątnej 3.2 cala i większej w stosunku do 5D Mark IV rozdzielczości 2.1 miliona punktów. Do jakości wyświetlanego obrazu nie można mieć szczególnych zastrzeżeń. Nawet przy pracy w ostrym świetle słonecznym obraz jest dobrze widoczny, a odbicia otoczenia nie przeszkadzają w obsłudze. Podobnie jak 5D Mark IV, tak i EOS R został wyposażony w interfejs dotykowy. Jego możliwości są naprawdę szerokie i pozwalają na wykonywanie większości czynności związanych z obsługą aparatu. Podobnie jak Fujifilm X-H1 czy Nikon Z7, EOS R został wyposażony w monochromatyczny panel OLED na górnej ścianie. Jego obecność, biorąc pod uwagę elektroniczny wizjer i ekran LCD jest dyskusyjna, nie zmienia to jednak faktu, że możemy na nim wyświetlić sporą liczbę informacji – ma on także funkcję „odwrócenia/podświetlenia” (wtedy tło jest białe, a napisy czarne, dzięki czemu ekran jest dobrze widoczny w ciemności).

Funkcje filmowe nie zmieniły się specjalnie względem 5D Mark IV. Producent nie poprawił parametrów obrazu w filmach 4K – wciąż zatem aparat do nagrywania w tej jakości wykorzystuje wycinek sensora, co wiążę się ze sporym cropem 1.8x. Warto jeszcze wspomnieć, że podobnie jak w 5D Mark IV do dyspozycji mamy dwa rodzaje kodeków: wewnątrzklatkowy (ALL-I) oraz międzyklatkowy (IPB), a maksymalna przepływowość filmów 4K wynosi 480 Mbps (ALL-I). Plusem jest jeszcze obecność krzywej logarytmicznej C-Log, która pozwoli na nagrywanie materiału o zakresie dynamicznym 12 działek przysłony. Na pokładzie znajdziemy także stabilizację elektroniczną, która może działać w połączeniu ze stabilizacją optyczną obiektywu.

Wizjer elektroniczny o powiększeniu 0.76x i rozdzielczości 3.69 miliona pikseli robi znakomite wrażenie, a kadrowanie jest czystą przyjemnością – o ile nie nosimy okularów. Ze względu na kształt muszli ocznej, osoby z korygowaną wadą wzroku bez trudu zauważą fioletowe odbicia zwłaszcza w dolnej części wizjera. Co prawda wizjer wyposażono w regulator dioptrii, jednakże ma on ograniczony zakres (od −2 do +4 1/m), a dodatkowo zdejmowanie okularów przy każdym zdjęciu nie wydaje się najwygodniejszym rozwiązaniem. Warto jeszcze wspomnieć o możliwości przybliżenia kadru przy patrzeniu przez wizjer, co będzie pomocne zwłaszcza przy manualnym ostrzeniu. Niestety podczas stosowania powiększenia nie działa focus peaking.

Użytkowanie i ergonomia

Sama wielkość uchwytu jest w zasadzie analogiczna do 5D Mark IV – jednakże, ze względu na mniejsze rozmiary korpusu, jest on niższy, przez co osoby z dużymi dłońmi mogą mieć problem z podparciem małego palca. Nie zmienia to jednak faktu, że użytkowanie aparatu z obiektywami o umiarkowanej wadze (jak 24–70 f/4.0 IS USM) jest bardzo wygodne. Sytuacja komplikuje się przy cięższych konstrukcjach i tutaj z pomocą przychodzi uchwyt pionowy, który na szczęście znalazł się w ofercie producenta.

Wielkim nieobecnym wśród elementów sterujących jest dżojstik. Obsługa ponad 5 tysięcy punktów autofokusa musi się zatem odbywać albo dotykowo (poprzez przeciąganie palcem po ekranie LCD przy patrzeniu przez wizjer) – tutaj jednak do dokładnego sterowania polami niezbędne będzie uaktywnienie lewej ręki, albo za pomocą wybieraka kierunkowego. Żadne z tych rozwiązań w większości przypadków nie dościga jednak w kwestii wygody dżojstika. Poza tym elementem, warto również zaznaczyć brak koła trybów, zamiast którego znalazł się przycisk Mode. Aparat jednak, poza polami AF, obsługuje się bardzo wygodnie, na co wpływ mają dwie rolki sterujące (jedna w postaci koła) oraz aż 13 konfigurowalnych przycisków. EOS R działa bardzo szybko, a irytujące opóźnienia w zasadzie nie występują. W kwestii szybkości – testowany aparat oferuje maksymalną prędkość trybu seryjnego 8 kl/s, a pojemność bufora to ok. 32 zdjęcia RAW oraz 72 zdjęcia JPEG L z najniższą kompresją. Niestety, jeżeli chcielibyśmy wykonywać zdjęcia z autofokusem ciągłym, to tutaj maksymalne osiągi to tylko 5 kl/s – plusem jest jednak nieograniczona pojemność bufora. Warto też dodać, że zdjęć seryjnych nie wykonamy przy migawce elektronicznej.

Mocną stroną aparatu jest moduł autofokusa, oparty o architekturę Dual Pixel CMOS, oferujący aż 5665 punktów i zakres detekcji już od −6 EV. Do działania systemu nie mamy najmniejszych zastrzeżeń – działa on szybko, sprawnie i celnie, a podczas fotografowania nie zanotowaliśmy żadnego nieostrego zdjęcia – również przy zdjęciach z adapterem. Dobre wrażenie robi także autofokus ciągły, który działa poprawnie również przy pracy z przejściówką. Na pokładzie EOS-a R znalazła się również funkcja wykrywania twarzy i oka – tutaj jednak nie możemy wybrać, na które oko ostrość będzie ustawiana – aparat wybiera bliższe. Dodatkowo, wykrywanie oka nie działa w trybie Servo AF. Nie zmienia to faktu, że samo wykrywanie twarzy i oka działa bardzo płynnie i poprawnie, a jego działanie możemy porównać do najnowszych aparatów Sony.

Test studyjny pokazał bardzo dobrą celność w świetle 5500 K – i to zarówno obiektywu natywnego systemu R, jak i „szkła” z adapterem. Nieco gorzej, ale wciąż poprawnie jest w świetle żarowym. Co ciekawe, przy korzystania z adaptera i obiektywu Sigma A 35 mm f/1.4 zauważyliśmy występowanie w wizjerze dziwnych, ciemnych okręgów, których obecności nie stwierdziliśmy jednak na zdjęciach.

W EOS-ie R znajdziemy całkiem sporo ciekawych funkcji dodatkowych. Ciekawym rozwiązaniem jest również możliwość ustawienia czasu ekspozycji (z dokładnością do 1 sekundy) w trybie Bulb. Dzięki niej, przy wykonywaniu długich ekspozycji można się właściwie obejść bez wężyka spustowego. Funkcja detekcji migotania natomiast usprawnia fotografowanie w świetle, którego migotanie może negatywnie wpływać na równą ekspozycję kolejno wykonywanych zdjęć.

W podsumowaniu należy również wspomnieć o funkcji Dual Pixel RAW, która była poprzednio obecna jedynie w aparacie 5D Mark IV. Wykorzystując konstrukcję matrycy, w której pojedyncze piksele składają się z dwóch fotodiod, aparat w tym trybie rejestruje dwa zdjęcia. Jedno zawiera informację z obu fotodiod, a drugie tylko z jednej. Dzięki temu system rejestruje informację o paralaksie. Zdjęcia w tym trybie zapisywane są w specjalnym formacie, który można następnie otworzyć w programie Digital Photo Professional (w wersji 4.5) i poddać dodatkowej obróbce. Funkcje programu umożliwiają mikroregulację położenia punktu o najlepszej ostrości, wzajemne przesuwanie poszczególnych planów zdjęcia oraz ograniczenie intensywności odblasków.

Rozdzielczość

Nie może dziwić fakt, że EOS R notuje w zasadzie identyczne wyniki, jak 5D Mark IV, które w porównaniu z aparatami Sony A7 III, Nikon Z7 oraz Pentax K-1 II plasują EOS-a R na końcu stawki. Warto jednak podkreślić, że testowany aparat jako jedyny w stawce posiada symetryczny (choć być może osłabiony) filtr AA.

Nie zmienia to faktu, że zdjęcia wykonywane tym aparatem będą charakteryzować się wysoką szczegółowością.

Balans bieli

Nie mamy szczególnych zastrzeżeń do pracy balansu bieli. W większości przypadków błędy koloru utrzymują się na rozsądnym poziomie. Tradycyjnie przy świetle żarowym standardowy tryb automatyczny tworzy zdjęcia o wyraźnie ciepłej tonacji. Włączenie opcji priorytetu bieli pozwala zauważalnie to ograniczyć, ale najmniejszy błąd koloru otrzymamy przy ustawieniu dedykowanym lub przy odpowiedniej temperaturze barwowej.

Jakość obrazu w JPEG

Do jakości JPEG-ów w Canonie R nie mamy większych zastrzeżeń. Przy zwiększaniu czułości utrzymuje się ona dość długo na satysfakcjonującym poziomie. Szum wzrasta powoli, a liczba widocznych szczegółów nie ulega intensywnej degradacji. Wyraźniejsze pogorszenie pojawia się dopiero powyżej ISO 25600, chociaż i ISO 12800 charakteryzuje się pewnym spadkiem informacji o kolorach. Warto dodać, że na wysokich czułościach JPEG-i z 5D Mark IV prezentują się lepiej niż te z Nikona Z7, lecz gorzej niż z Sony A7 III.

Intensywność odszumiania JPEG-ów można kontrolować w 3-stopniowej skali, a ponadto mamy opcję wieloklatkowej redukcji szumu. Zarówno w jednym jak i w drugim przypadku odszumianie daje niezłe efekty i nie powoduje dużej degradacji szczegółów obrazu (przynajmniej dla czułości nie przekraczających ISO 25600). W EOS-ie R proces wyostrzania JPEG-ów kontrolujemy nie tylko standardową 8-stopniową skalą intensywności. Do dyspozycji mamy dwa dodatkowe parametry: precyzja i próg, regulowane w 5-stopniowej skali.

Omawiając JPEG-i warto także wspomnieć, że aparat oferuje funkcje zdjęć HDR oraz wielokrotnych ekspozycji. Ta pierwsza daje całkiem spore możliwości konfiguracyjne, a uzyskiwane rezultaty przynajmniej przy niektórych ustawieniach wyglądają rozsądnie.

Szumy i jakość obrazu w RAW

Zdjęcia RAW z Canona R charakteryzują się wysoką szczegółowością i niskim zaszumieniem w szerokim zakresie czułości – dopiero ISO 25600 wydaje się nieużywalne. Jednakże, w porównaniu do Sony A7 III, Canon wypada nieco gorzej.

Pomiary pokazują, że zaszumienie zdjęć EOS-a R wypada pomiędzy Sony A7 III oraz Nikonem Z7 – różnice nie są jednak szczególnie duże.

Analiza darków pokazała, że podobnie jak w 5D Mark IV, dla niskich czułości (do ISO 200) producent zastosował niższy bias na poziomie 512. Dla pozostałych czułości utrzymał wartość 2048. Do histogramów, statystyki i wyglądu darków w szerokim zakresie czułości nie mamy większych zastrzeżeń. Wyraźne niejednorodności w rozkładzie szumu widać dopiero na najwyższych ISO i mają one strukturę szerokich pionowych pasów. Ponadto zaobserwować można typowe oznaki poziomego bandingu.

Zakres i dynamika tonalna

W EOS-ie R dla ISO 100 liczba tonów sięga 478, co daje 8.9-bitowy zapis danych. Jest to rezultat nawet lepszy niż oferowany przez 5D Mark IV. Mimo to warto zauważyć, że dla bazowych czułości lepsze wyniki notował zarówno Nikon Z7 (9-bit), jak i Sony A7 III (9.3-bit).

W kategorii dynamiki tonalnej dla kryterium SNR=10, przy ISO 100 testowany aparat notuje 9.6 EV. Znowu – EOS R wypada lepiej od 5D Mark IV (o 0.5 EV), choć testowany EOS pozostaje nieco w tyle za konkurentami. Nikon Z7, dla ISO 64 może pochwalić się rezultatem 10.1 EV, a Sony A7 III – 10.2 EV. Warto jednak zaznaczyć, że EOS R przegrywa z Nikonem Z jedynie dla bazowej czułości tego drugiego – dla pozostałych nastaw Canon, mimo braku architektury dual gain, notuje wyższą dynamikę. Dla pozostałych kryteriów maksymalne rezultaty testowanego EOS-a również utrzymują dobry poziom. Dla SNR=1 przy ISO 100 nowy Canon osiąga 13.3 EV. Do pełnego wykorzystania 14-bitowego zapisu trochę jednak brakuje.

Badanie zachowania fotodiod matrycy pokazało, że wszystkie czułości (poza ISO 50), przedstawione jako średnie wartości ze wszystkich grup senseli, są poniżej (o około 0.5 EV) wartości nominalnych. Pojemność studni potencjałów dla bazowej czułości to aż 188 ke–, natomiast punkt wzmocnienia jednostkowego wypada dla czułości 843 (czyli trochę poniżej nastawy aparatu ISO 1600).

Według nas, Canon premiery EOS-a R nie ma co się wstydzić. Jest to bez wątpienia udany aparat, który zapewni nam znakomitą jakość zdjęć w szerokim zakresie czułości oraz znakomity autofokus – zarówno w trybie pojedynczym, jak i ciągłym. Warto pochwalić również dobrze działający adapter, który sprawia, że osoby zmieniające system EF na R będą mogły zachować stare obiektywy. Nie znaczy to jednak, że nie czujemy pewnego niedosytu. Ze strony użytkowej, strzałem w stopę wydaje się brak obecności dżojstika, przez co nawigowanie po ponad 5 tysiącach punktów autofokusa nie należy do najprzyjemniejszych czynności oraz tak naprawdę zupełnie przebudowaną obsługą względem innych EOS-ów, co może początkowo spłoszyć potencjalnych kupujących. Zganić trzeba również Canona za to, że nie pokusił się o umieszczenie w aparacie stabilizacji matrycy, która przecież w większości aparatów konkurencji jest obecna. Do tego dochodzi brak elektronicznej migawki w postaci, w jakiej znamy ją z aparatów innych producentów bezlusterkowców oraz pojedynczy slot na karty pamięci. Ostatnim i być może najważniejszym niedociągnięciem jest tryb filmowania, którego funkcjonalność jest poniżej średniej tego, co oferują konkurenci.

Wydaje się zatem, że Canon wraz z premierą EOS-a R wykonał krok w dobrą stronę, ale, ze względu na to, że producent przespał dobre kilka lat, do konkurencji wciąż sporo brakuje. Z ciekawością będziemy jednak obserwować, jak rozwija się system R mając nadzieję, że wraz z kolejnymi aparatami i iteracjami serii Canon zrówna się z poziomem, na którym obecnie jest konkurencja.

Ważnym aspektem w kontekście popularności aparatu na pewno będzie cena – i tutaj znowu nie jest kolorowo. Samo body (z, co prawda, wliczonym w cenę adapterem) kosztuje 10099 zł, a z obiektywem 24–105 f/4.0 – 15549 zł. Zdecydowanie nie są to niskie kwoty, zwłaszcza że wyżej plasowany Canon 5D Mark IV kosztuje zaledwie 700 zł więcej. Wydaje się, że aktualnie część ceny to podatek od innowacyjności, w mniemaniu producenta, produktu. Za Sony A7 III przyjdzie nam zapłacić 9198 zł, z kolei jego bardziej „upakowany” brat kosztuje 12989 zł. Zakup Pentaksa K-1 II będzie nas kosztował natomiast 7999 zł. Odmienną historią jest tutaj Nikon i jego system Z – Z6 + adapter kosztuje 9999 zł, a Z7 – 15999 zł. Wygląda więc na to, że zarówno Canon, jak i Nikon nieco odpłynęli cenowo ze swoimi najnowszymi premierami.

Na koniec przedstawiamy najważniejsze zalety i wady Canona EOS R.

Zalety:

  • dobra jakość zdjęć JPEG i RAW w szerokim zakresie czułości,
  • dość wysoka rozdzielczość matrycy,
  • maksymalne osiągi zakresu i dynamiki tonalnej na bardzo dobrym poziomie,
  • celność AF w trybie pojedynczym i ciągłym na dobrym poziomie,
  • rekordowa liczba punktów AF,
  • udany tryb wykrywania twarzy i oka,
  • bardzo dobra współpraca z adapterem,
  • rozbudowane funkcje AF,
  • dobrze działający pomiar światła,
  • skuteczny balans bieli w większości przypadków,
  • opcja automatycznego balansu bieli z priorytetem bieli w świetle żarowym,
  • skala temperaturowa WB, nastawy własne,
  • czytelne, funkcjonalne i rozbudowane menu,
  • konfigurowalna zakładka „Moje Menu”,
  • bardzo dobrej jakości wyświetlacz LCD,
  • dotykowy interfejs umożliwiający obsługę aparatu w szerokim zakresie,
  • dodatkowy panel LCD z trzema widokami,
  • wizjer o dobrym powiększeniu i świetnej rozdzielczości,
  • dobra ergonomia elementów sterujących,
  • możliwość programowania wielu elementów sterujących,
  • konfigurowalny panel funkcyjny,
  • rozbudowany tryb filmowania,
  • filmy w jakości 4K,
  • filmy w trybie 120/100p,
  • wewnątrzklatkowy kodek wideo (ALL-I),
  • możliwość filmowania w trybach preselekcji migawki, przysłony i trybie ręcznym,
  • możliwość ręcznej kontroli parametrów ekspozycji podczas nagrywania filmów,
  • funkcja filmów poklatkowych,
  • zdjęcia HDR i wielokrotna ekspozycja,
  • tryb Dual Pixel RAW,
  • timer funkcji Bulb,
  • funkcja detekcji migotania, połączona z opcją wyzwalania migawki w optymalnym momencie,
  • solidny i wytrzymały korpus ze stopów magnezu,
  • uszczelnienia przed wpływem niekorzystnych warunków zewnętrznych,
  • wygodna rękojeść aparatu,
  • gniazdo HDMI,
  • gniazdo zewnętrznego mikrofonu,
  • gniazdo słuchawek.

Wady:
  • przeciętne osiągi trybu seryjnego,
  • wyraźny błąd koloru dla standardowego trybu automatycznego balansu bieli przy świetle żarowym,
  • crop 1.8x przy nagrywaniu filmów 4K,
  • brak stabilizacji matrycy,
  • brak dżojstika,
  • jeden slot na karty pamięci,
  • niezbyt wygodny wizjer dla osób korzystających z okularów,
  • brak funkcji rozpoznawania oka przy autofokusie ciągłym,
  • wysoka cena.

Aparat do testów wypożyczyła firma:
Canon EOS R - Podsumowanie

W testach wykorzystujemy studyjne lampy błyskowe i światła stałego firmy Quadralite dostarczone przez sklep Foto-Tip.pl
Canon EOS R - Podsumowanie Canon EOS R - Podsumowanie