Sony RX10 V - test trybu filmowego
4. Jakość obrazu
Obiektyw
Sony RX10 V jest aparatem kompaktowym i jako taki nie oferuje możliwości wymiany optyki – użytkownikowi do dyspozycji pozostaje wbudowany stabilizowany obiektyw o ekwiwalencie ogniskowych 24-600 mm i światłosile f/2.4-4.0. Według deklaracji firmy jest to zresztą ten sam obiektyw, co w RX10 III i RX10 IV, mimo że widnieje na nim nieco inny rzeczywisty zakres ogniskowych niż w tamtych modelach. Swoją drogą w obecnej wersji (9.1-210 mm) zakres ten odpowiada zoomowi 23.1-krotnemu, a nie 25-krotnemu, jak wynikałoby z podanego ekwiwalentu ogniskowych. Więc ktoś tutaj (najprawdopodobniej marketingowcy) trochę nagina rzeczywistość.Ze stricte filmowego punktu widzenia lepszą opcją był znany z pierwszych dwóch odsłon RX10 obiektyw o ekwiwalencie ogniskowych 24-200 mm i stałej jasności f/2.8. Jego zastosowany w testowanym aparacie następca może z kolei być lepszą opcją dla osób nagrywających dziką przyrodę. Zwłaszcza że po włączeniu aktywnej stabilizacji możemy dojść do ekwiwalentu 768 mm, a w 4K w 100/120 kl/s do odpowiednika 840 mm. I w obu tych przypadkach otrzymujemy rozsądną szczegółowość obrazu.
![]() |
Pierwszy aspekt do omówienia przy obiektywie o zmiennej jasności to odpowiedź na pytanie, jak szybko ów obiektyw ciemnieje. Oto co uzyskaliśmy w pomiarach:
- 24 mm – f/2.4
- 25 mm – f/2.5
- 27 mm – f/2.8
- 35 mm – f/3.2
- 58 mm – f/3.5
- 100 mm – f/4
Tak długi zoom w aparacie, który nie przeraża rozmiarami, rodzi też pytanie o problemy z dystorsją. Ta jednak jest automatycznie korygowana w trybie filmowym, więc tu na odpowiedź przyjdzie nam poczekać do czasu przeprowadzenia pełnego fotograficznego testu Sony RX10 V. Poniższa stopklatka z pomiarów czasu odczytu pokazuje jednak, że przynajmniej na szerokim kącie problem jest dość wyraźny (linie są odgięte wskutek korekcji dystorsji, przy jej braku powinny być równoległe).
![]() |
Ważniejsze jednak z praktycznego punktu widzenia jest, czy obraz jest wystarczająco dobrej jakości w centrum i na brzegu kadru w całym zakresie zooma. Oczywiście dokładniej ocenimy to przy teście fotograficznym, bo 8-megapikselowe klatki w 4K są w stanie w tej kwestii więcej wybaczyć. Niemniej poglądowo możemy się przyjrzeć także jakości obrazu w trybie wideo. W poniższym filmie ujęte są ogniskowe do ekwiwalentu 360 mm, bo potem w redakcyjnym studiu zabrakło odejścia.
Na filmowe potrzeby cały zakres ogniskowych wygląda na w pełni użyteczny. W centrum kadru obraz zawsze wygląda dobrze, a w narożnikach najgorzej wypada chyba zakres 35-85 mm oraz powyżej 300 mm. Nadal jednak jakość pozostaje akceptowalna.
Spójrzmy jeszcze na pracę pod ostre światło:
Tu niestety nie wygląda to dobrze. Tak mały obiektyw o takim zakresie, w dodatku mocno chowający się do pozycji transportowej, było zapewne trudno idealnie w środku wyczernić, już nawet nie wspominając o dodawaniu przysłon czy karbowań. Na pocieszenie pozostaje fakt, że przy filmowaniu flary są mniej uciążliwą wadą niż w fotografii i zwykle, nawet jeśli gdzieś się trafią, to nie powodują, że ujęcie z automatu trafia do kosza.
Po lewej – obiektyw w pozycji transportowej. W środku – ekwiwalent 24 mm. Po prawej – ekwiwalent 600 mm. |
Odnotujmy też, że premiera piątej generacji omawianego modelu niestety nie stała się pretekstem, by przywrócić w tych aparatach wbudowany filtr szary. Jest to o tyle kuriozalne, że pierwsze dwie generacje RX10 takowy posiadały, a potem, od trzeciej odsłony serii, został on usunięty.
Na koniec warto jeszcze wspomnieć, że obiektyw Sony RX10 V oferuje ekwiwalent skali odwzorowania 0.42x na szerokim końcu i 0.49x na długim końcu. To naprawdę dobre wyniki dodatkowo zwiększające funkcjonalność aparatu.
Podsumowując, mimo kilku wpadek ogólnie optykę testowanego kompaktu oceniamy pozytywnie. Nie jest ona idealna i mogłaby być jaśniejsza, ale do zdecydowanej większości filmowych zastosowań jest ona absolutnie wystarczająco dobra, a przy tym oferuje naprawdę kompaktowe wymiary jak na oferowane parametry. Jakieś kompromisy zatem musiały zostać poczynione, niemniej ich skala pozostaje, z filmowego punktu widzenia, akceptowalna.
Szczegółowość obrazu
Szczegółowość obrazu oraz obecność artefaktów takich jak mora i aliasing badamy, nagrywając testowanym urządzeniem tablicę ISO 12233, tak by wypełniła ona kadr w pionie przy danych proporcjach obrazu. Analiza ma charakter jakościowy, jej wynikiem nie są wartości liczbowe.W przypadku testowanego urządzenia liczba trybów nagrywania nie jest ogromna, ale ze względu na przejrzystość i tak zdecydowaliśmy się oddzielić ujęcia nagrane w 4K i w Full HD. Zaczniemy, jak zwykle, od wyższej rozdzielczości.
We wszystkich trybach nagrywania szczegółowość obrazu 4K jest na dobrym poziomie, a wady w obrazie pozostają pod kontrolą. Warto też odnotować, że obraz w 25 i 50 kl/s wygląda identycznie, co także chwalimy. Podobnie jak fakt, że spory crop w 4K w 100/120 kl/s niemal nie wpływa na pogorszenie się szczegółowości obrazu.
Spójrzmy teraz na ujęcia w Full HD:
Pierwsze co musimy odnotować, to że obraz w zasadzie wygląda identycznie we wszystkich klatkażach – coś takiego w aparatach czy kamerach rozpędzających się w Full HD do 200/240 kl/s nie zdarza się prawie nigdy. Inżynierowie Sony wykonali zatem kawał dobrej roboty przynajmniej pod tym względem.
Jeśli natomiast chodzi o samą szczegółowość obrazu, to ta mogłaby być nieco lepsza, ale całość pozostaje powyżej progu przyzwoitości, możemy zatem sięgać po dowolny klatkaż w Full HD bez obaw. Wad w obrazie także jest niewiele, najbardziej rzuca się tu w oczy aliasing, choć on także pozostaje na akceptowalnym poziomie.
Wyostrzanie
Skala wyostrzania w Sony RX10 V, podobnie jak w innych nowych korpusach tego producenta, rozciąga się od 0 do 9 z krokiem co 1. Oprócz tego w ramach stylu obrazu, a w zasadzie „twórczego wyglądu”, możemy także (w identycznym zakresie) ustawić parametr opisany jako „przejrzystość”.
Cały powyższy test, podobnie jak testy fotograficzne, wykonaliśmy na minimalnym poziomie wyostrzania i przejrzystości. Spójrzmy teraz, jak zwiększenie poziomu tych parametrów wpływa na obraz:
Nawet niewielkie wartości wyostrzania powyżej zera dość szybko powodują, że całość nabiera mało estetycznego "przeostrzonego" wyglądu. Najlepiej zatem zostawić ten parametr wyzerowany i realizować wyostrzanie na etapie postprodukcji.
Dużo lepiej do wyostrzania sprawdza się parametr "przejrzystość", który wydaje się mieć nieco większy promień działania oraz ogólnie działać delikatniej. Jego zwiększanie nie wprowadza nadmiernych artefaktów do obrazu, więc z nastaw z przedziału od 0 do 6 spokojnie można korzystać. Przy wyższych wartościach tego parametru widać już wyraźnie lokalne rozjaśnienia i przyciemnienia obrazu.
Szum
Szum w filmach, podobnie jak na zdjęciach, oceniamy w oparciu o scenkę testową, zarejestrowaną na różnych czułościach przy wyłączonej redukcji szumu w aparacie.
W przypadku filmu ocena tak jak przy szczegółowości obrazu nie ma charakteru liczbowego. Procentowe wyniki mogłyby być mylące, gdyż urządzenia różnych producentów w różnym stopniu pozwalają na wyłączenie redukcji szumu przy filmowaniu. A odszumiona papka, która procentowo wykazałaby niewielkie zaszumienie, w praktyce wcale nie musi wyglądać ładnie.
Prezentowane poniżej opinie na temat maksymalnych czułości oferujących użyteczny obraz są oczywiście subiektywne – każdy użytkownik ma inną tolerancję dla szumu w obrazie filmowym.
Podobnie jak w przypadku szczegółowości obrazu, postanowiliśmy rozdzielić materiał na 4K i Full HD. Zaczniemy od 4K.
W 25 i 50 kl/s najwyższą akceptowalną czułością wydaje się ISO 3200, co jest niezłym wynikiem jak na sensor rozmiaru 1'', ale w połączeniu z obiektywem, który efektywnie należy traktować jak oferujący światłosiłę f/4 powoduje to, że testowany aparat nie będzie raczej błyszczał w słabszych warunkach oświetleniowych.
W 100 kl/s, ze względu na mniejszy aktywnie odczytywany wycinek matrycy, lepiej natomiast nie przekraczać ISO 1600. Rodzi to pewien problem, bo jeśli chcielibyśmy w tym trybie włączyć S-Loga, to najniższą dostępną czułością będzie ISO 2000. Jeśli jednak nieco prześwietlimy obraz, to nawet taka ekstremalna kombinacja powinna dać sensowne rezultaty. A, jak pokazaliśmy w poprzednim rozdziale, S-Log 3 ma akurat całkiem sporą odporność na prześwietlenie.
Warto też wspomnieć w tym miejscu o jeszcze jednym problemie, który wskazaliśmy już w poprzednim rozdziale i który dobrze widać na nagranych w nocy filmach przykładowych dostępnych do pobrania na końcu niniejszego testu. Otóż w profilu S-Log 3 na wyższych czułościach lub przy próbach rozjaśniania obrazu pojawia się wyraźnie widoczny banding (poziome linie) w strukturze szumu. Mamy nadzieję, że producentowi uda się go możliwie szybko zlikwidować w ramach aktualizacji oprogramowania układowego.
Stoklatka z jednego z ujęć przykładowych. ISO 6400, S-Log 3 Banding widać wyraźnie zwłaszcza w ciemniejszej, lewej części kadru. |
Spójrzmy teraz na zaszumienie obrazu Full HD na poszczególnych czułościach:
W tym przypadku najwyższą użyteczną czułością wydaje się ISO 3200, niezależnie od wybranego klatkażu.
Odszumianie
Sony RX10 V, podobnie jak inne testowane przez nas korpusy tego producenta (z wyjątkiem kamery FX6), nie daje użytkownikowi kontroli nad redukcją szumu przy filmowaniu. Regulacji odszumiania nie ma nawet w menu w trybie filmowym, a ta dostępna w trybie fotograficznym nie ma wpływu na filmy. Z tego względu zdecydowaliśmy się nie przedstawiać wpływu tych nastaw w formie filmu.
Niezmiennie uważamy, że pozbawianie użytkownika kontroli nad procesem redukcji szumu jest niedopuszczalne i błąd ten powinien zostać możliwie szybko naprawiony za pomocą aktualizacji oprogramowania. Niestety inżynierowie Sony ewidentnie uważają inaczej i od lat skąpią użytkownikom tej funkcji.
Rolling shutter
Zjawisko nazywane potocznie rolling shutter wynika z faktu, że zdecydowana większość współczesnych matryc CMOS nie jest odczytywana z całej powierzchni jednocześnie, tylko „z góry do dołu”, wierszami. Stąd też o sile i uciążliwości tego zjawiska decyduje czas odczytu matrycy w danym trybie nagrywania. Rośnie on wraz z rozdzielczością oraz zależy od innych aspektów nagrywania – przykładowo czas odczytu będzie większy, gdy materiał filmowy jest nadpróbkowany (tzw. oversampling), a mniejszy, gdy np. matryca jest odczytywana z przeskakiwaniem linii (tzw. line skipping).
Przedstawmy jeszcze skalę odniesienia. Czasy odczytu poniżej 10 ms uznajemy za świetne – przy tak szybkich matrycach trzeba naprawdę „postarać się”, by zjawisko rolling shutter było zauważalne. Czasy między 10 a 15 ms to wyniki bardzo dobre. Czasy między 15 a 20 ms uznajemy za dobre, a między 20 a 25 ms za przeciętne. Wszystko powyżej 25 ms to wyniki złe, a powyżej 30 ms – bardzo złe.
Wyniki, jakie uzyskał Sony RX10 V, przedstawiają się następująco:
| Tryb nagrywania | Czas odczytu matrycy |
| 4K UHD (3840×2160) z całej szerokości matrycy, 25 kl/s | 11.9 ms |
| 4K UHD (3840×2160) z całej szerokości matrycy, 50 kl/s | 11.9 ms |
| 4K UHD (3840×2160), crop 1.4x, 100 kl/s | 6.2 ms |
| Full HD (1920×1080) z całej szerokości matrycy, 25 kl/s | 7.0 ms |
| Full HD (1920×1080) z całej szerokości matrycy, 50 kl/s | 7.0 ms |
| Full HD (1920×1080) z całej szerokości matrycy, 100 kl/s | 3.8 ms |
| Full HD (1920×1080) z całej szerokości matrycy, 200 kl/s | 3.3 ms |
Uzyskane przez testowany aparat wyniki są w większości bardzo dobre, niejednoczesny odczyt matrycy nie powinien zatem doskwierać jego użytkownikom. Choć należ pamiętać, że skutki rolling shuttera są znacznie bardziej widoczne na długich ogniskowych, więc przy ekwiwalencie 600 mm nawet powyższe wyniki nie zagwarantują obrazu wolnego od pochylających się przy panoramowaniu linii czy „galarety”.
Warto także odnotować, że w Full HD dla 100 i 200 kl/s czasy odczytu są inne niż dla 25 i 50 kl/s, mimo że szczegółowość obrazu po przejściu do wyższych klatkaży w zasadzie nie ulega zmianie. Może to oznaczać, że mamy tu do czynienia z dynamiczną zmianą taktowania sensora. Podobną sytuację obserwujemy też w 4K w 100 kl/s – liczba odczytywanych linii spada 1.4-krotnie, podczas gdy czas odczytu jest ok. 1.92-krotnie lepszy. Koreluje to także z podwyższonymi minimalnymi czułościami dostępnymi w tych trybach, o których pisaliśmy w poprzednim rozdziale.















Optyczne.pl jest serwisem utrzymującym się dzięki wyświetlaniu reklam. Przychody z reklam pozwalają nam na pokrycie kosztów związanych z utrzymaniem serwerów, opłaceniem osób pracujących w redakcji, a także na zakup sprzętu komputerowego i wyposażenie studio, w którym prowadzimy testy.