Wykorzystujemy pliki cookie do spersonalizowania treści i reklam, aby oferować funkcje społecznościowe i analizować ruch w naszej witrynie, a także do prawidłowego działania i wygodniejszej obsługi. Informacje o tym, jak korzystasz z naszej witryny, udostępniamy partnerom społecznościowym, reklamowym i analitycznym. Partnerzy mogą połączyć te informacje z innymi danymi otrzymanymi od Ciebie lub uzyskanymi podczas korzystania z ich usług i innych witryn.
Masz możliwość zmiany preferencji dotyczących ciasteczek w swojej przeglądarce internetowej. Jeśli więc nie wyrażasz zgody na zapisywanie przez nas plików cookies w twoim urządzeniu zmień ustawienia swojej przeglądarki, lub opuść naszą witrynę.
Jeżeli nie zmienisz tych ustawień i będziesz nadal korzystał z naszej witryny, będziemy przetwarzać Twoje dane zgodnie z naszą Polityką Prywatności. W dokumencie tym znajdziesz też więcej informacji na temat ustawień przeglądarki i sposobu przetwarzania twoich danych przez naszych partnerów społecznościowych, reklamowych i analitycznych.
Zgodę na wykorzystywanie przez nas plików cookies możesz cofnąć w dowolnym momencie.
1. Canon EOS R6 Mark III i RF 45 mm f/1.2 STM w naszych rękach
Canon EOS R6 Mark III to już w sumie 17. korpus systemu EOS R (wliczając dodatkowe warianty jak Ra, czy R5C). Jako pierwszy doczekał się trzeciej odsłony danego modelu, można zatem wnioskować, że to ważna dla producenta seria.
Jeśli chodzi o sensor, to najprawdopodobniej zastosowano ten sam 32.5-megapikselowy, pełnoklatkowy układ, co w niedawno pokazanym Cinema EOS-ie C50. Mamy zatem do czynienia ze sporym, bo blisko 35% zwiększeniem rozdzielczości względem poprzednika, czyli modelu R6 Mark II.
Niestety, nowa matryca nie może się pochwalić krótkim czasem odczytu danych. Nie jest to bowiem ani układ o architekturze stacked, ani nawet częściowo warstwowej, co zresztą wstępnie sprawdziliśmy. Efektem tego, czas odczytu danych w wersji Mark III pozostał na zbliżonym poziomie, jak w Mark II. Canon nie wiedzieć czemu zignorował takich konkurentów jak Nikon Z6 III i Panasonic S1 II, których szybsze sensory pozwalają znacznie ograniczyć efekt rolling shutter.
Elektroniczna migawka pozwala stosować krótkie czas naświetlania, nawet 1/16000 s. Przy jej wykorzystaniu, tryb seryjny rozpędza się do 40 kl/s, zatem tak samo jak w R6 Mark II. Tym bardziej szkoda, że zabrakło tu układu semi stacked. Bufor mieści natomiast 150 RAW-ów lub 330 JPEG-ów, co oznacza progres względem R6 Mark II.
Zaimplementowano także funkcję „pre-capture”, czyli zapisywania w buforze zdjęć sprzed wciśnięcia do końca guzika migawki. Szybkość serii przy migawce mechanicznej pozostała bez zmian i wynosi 12 kl/s. Warto również dodać, że poprawiono nieco skuteczność systemu stabilizacji sensora, która aktualnie wynosi 8.5 EV.
Canon chwali się, że w R6 Mark III mamy ulepszoną wersję układu autofokusa Dual Pixel CMOS AF II działającego od −6.5 EV. Warto zwrócić uwagę na 100% pokrycie kadru, zarówno w pionie, jak i w poziomie, co przekłada się na 6097 punktów AF (4641 przy filmowaniu). Algorytmy pozwalają na wykrywanie i śledzenie ostrości na ludziach, zwierzętach i pojazdach. Nowością w systemie EOS jest natomiast priorytet zarejestrowanych wcześniej osób, wówczas inne twarze będą ignorowane.
Wizualnie R6 Mark III wyraźnie przypomina swojego poprzednika. Podobieństwa widać także w konstrukcji nowego korpusu, również wykonanego ze stopów magnezu z elementami z poliwęglanu i włókna szklanego. Magnezowa jest także tylna ścianka, dzięki czemu odprowadzanie ciepła z elektroniki aparatu jest skuteczniejsze niż w wypadku tworzyw sztucznych.
Producent deklaruje także, że stopień uszczelnień w wersji drugiej i trzeciej R6-tki stoi na tym samym poziomie. Generalnie, jakość wykonania korpusu nie daje żadnych powodów do narzekań i można ją określić jako wysoką. Pochwalić możemy również ogumowany uchwyt, zapewniający całkiem wygodne i pewne uchwycenie aparatu.
Podobnie jak R5 Mark II, również R6 Mark III zasilany jest akumulatorem LP-E6P o pojemności 2130 mAh. Zachowano częściową kompatybilność wsteczną, bowiem nie wszystkie funkcje będą działać ze starszymi ogniwami, oferującymi niższą wydajność prądową. Nowy model ma umożliwić wykonanie 510 i 620 zdjęć, odpowiednio w trybie zwykłym i oszczędnym. Wygląda zatem na to, że ma on większy apetyt na energię elektryczną, bowiem u poprzednika producent podaje maksymalną wydajność na poziomie 760 zdjęć. Warto również dodać, że R6 Mark III jest kompatybilny z uchwytem GB-R20 (EP), tak samo, jak poprzednik.
Porty komunikacyjne zgromadzono na lewej ściance aparatu, tak samo jak u poprzednika. Mamy do dyspozycji:
wejście mikrofonowe (3.5 mm),
wyjście słuchawkowe (3.5 mm),
złącze wężyka spustowego,
złącze USB 3.2 Gen 2 typu C,
wyjście HDMI typu A.
Istotną według nas zmianą względem Mark II jest zastąpienie HDMI w wersji D wariantem pełnowymiarowym, czyli A.
Canon zachował podwójne gniazdo kart pamięci, ale zamiast dwóch kart SD postawiono na parę CFexpress typu B i SD. To z pewnością pozwoli uzyskać lepsze transfery danych.
Układ elementów sterujących w EOS-ach R6 Mark II i Mark III pozostał zasadniczo taki sam. Zmiany w nowym modelu polegały jedynie na rozszerzeniu funkcjonalności aktualnego zestawu. I tak, guzik filmowania z górnej ścianki pozwala przełączać pomiędzy wyświetlaniem filmów i zdjęć w trybie odtwarzania. Na pokrętle trybów pracy dodano z kolei pozycję S&F, czyli filmowanie w zwolnionym i przyspieszonym tempie.
Guzik RATE z tylnej ścianki zyskał dodatkowe oznaczenie COLOR, czyli dostęp do profili obrazu (w tym filmowych filtrów barwnych).
Zarówno ekran LCD, jak i wizjer pozostały bez zmian względem drugiej, a tym samym pierwszej wersji R6. 3-calowy wyświetlacz ma rozdzielczość 1.62 miliona punktów, jest dotykowy i zainstalowano go na obrotowym przegubie. EVF z kolei to układ o powiększeniu 0.76x i rozdzielczości 3.69 miliona punktów. Oba układy sprawują się bardzo dobrze, zapewniając wysoką jakość podglądu i wygodne kadrowanie.
Canon EOS R6 Mark III okiem filmowca
Razem z najprawdopodobniej zapożyczoną z kamery EOS C50 matrycą omawiany aparat otrzymał też bardzo zbliżony tryb filmowy. Obejmuje on między innymi elementy takie jak:
Filmowanie w 7K trybie open gate, czyli z wykorzystaniem całej powierzchni matrycy w proporcjach 3:2. Jest on dostępny zarówno w formacie RAW, jak i w „wywołanym” kodeku XF-HEVC S bazującym na H.265. Maksymalny klatkaż w obu przypadkach to 30 kl/s.
Filmowanie w 7K w skompresowanym formacie RAW w proporcjach 17:9 z prędkością do 60 kl/s.
Filmowanie w 4K z prędkością do 120 kl/s bez dodatkowego przycinania obrazu (tj. z wykorzystaniem całej szerokości matrycy) w 16:9 lub 17:9 w kodekach bazujących na H.264 lub H.265.
Tryb filmowania w pętli do bufora (analogiczny jak fotograficzne Pre Capture), który pozwoli na zapisanie kilku sekund także sprzed momentu wciśnięcia przycisku nagrywania.
By umożliwić filmowanie w RAW-ach z wewnętrznym zapisem, nowy korpus otrzymał jeden slot kart CFexpress typu B. Drugie gniazdo obsługuje bardziej tradycyjne dla linii R6 nośniki SD/SDHC/SDXC (UHS-II). W filmowaniu w RAW-ach w 7K w 60 kl/s pomoże też zapewne znany z R5 Mark II akumulator LP-E6P, który pozwala na większy pobór mocy niż starsze ogniwa z tej rodziny (do 6 A przy napięciu 7.2 V).
Producent deklaruje przy tym brak problemów z przegrzewaniem się do trybu 4K 60 kl/s włącznie. W 4K w 120 kl/s lub w 7K czas nagrywania może zatem być ograniczony przez możliwości odprowadzania ciepła. Czy jednak jest tak faktycznie, przekonamy się już na etapie pełnego testu EOS-a R6 Mark III.
A skoro już jesteśmy przy filmowaniu w 4K w 120 kl/s z wykorzystaniem całej szerokości matrycy, to warto spojrzeć, jak wypada prędkość odczytu tej ostatniej. Ponieważ udostępniony nam egzemplarz nowego Canona nie był finalną wersją produkcyjną, ograniczymy się do zaokrągleń pomiarów, gdyż taki element jak taktowanie sensora zawsze można jeszcze w pewnym zakresie zmienić programowo. Oto uzyskane wyniki:
Tryb fotograficzny z migawką elektroniczną – ok. 15–17 ms,
Filmowanie w 7K Open Gate (6960 × 4640, 3:2) – ok. 15–17 ms,
Filmowanie w 4K w trybie pełnoklatkowym, 25/50/100 kl/s – ok. 6–8 ms.
W oparciu o powyższe możemy wywnioskować, że zastosowana w nowym aparacie matryca nie jest sensorem typu warstwowego. Z zainteresowaniem przyjrzymy się też bliżej trybowi 4K, gdyż o tyle szybsze czasy odczytu sugerują, że w jego przypadku możemy mieć do czynienia z jakąś formą grupowania pikseli, a nie z nadpróbkowaniem. Ale na takie wnioski przyjdzie czas, gdy już finalny produkcyjny EOS R6 Mark III trafi do nas na pełen test.
Poza nowymi trybami nagrywania do najnowszego Canona trafił też szereg chwalonych przez nas rozwiązań z wyżej pozycjonowanego R5 Mark II. Znajdziemy wśród nich między innymi pełnowymiarowe złącze HDMI typu A, czy też rozdzielenie kodeka i profilu obrazu na osobne nastawy oraz rozszerzenie list obu tych elementów.
W przypadku kodeków, poza RAW-ami o trzech poziomach jakości, do wyboru mamy także bazujący na H.264 kodek XF-AVC S, w tym w wersji tylko z kompresją wewnątrzklatkową, czyli All-Intra oraz bazujący na H.265 kodek XF-HEVC S. Oba oferują po dwa warianty próbkowania koloru, co łącznie daje dostęp do kombinacji 4:2:0/8-bit, 4:2:0/10-bit oraz 4:2:2/10-bit.
Profile obrazu rozbudowano natomiast dwojako. Po pierwsze, w ustawieniach znajdziemy przeniesione z kamer nastawy związane z profilami obrazu, a wśród nich zarówno Canon Loga 2 i 3, jak i profile kompatybilne z telewizją HDR oraz klasyczne bazujące na standardzie Rec.709. Po drugie natomiast, do R6 Mark III trafiły też filmowe filtry barwne znane z modelu R50V, takie jak Teal&Orange, StoryMagenta, RetroGreen itd. A co najlepsze, do menu pozwalającego wybrać między nimi, fotograficznymi profilami obrazu, a nową sekcją z profilami filmowymi, dostaniemy się jednym kliknięciem osobnego przycisku (domyślnie w trybie filmowym jest to przycisk Rate).
To niejedyne obecne w nowym modelu filmowe udogodnienie ergonomiczne. W R6 Mark III dodano też wskazujący ekspozycję waveform monitor („monitor kształtu fali”) oraz możliwość wyświetlenia czerwonej ramki wokół ekranu podczas nagrywania. Możemy także wyświetlić na ekranie dwie ramki kadrowania niezależnie od siebie, co przyda się przy filmowaniu w trybie Open Gate, jeśli będziemy potem wycinać z surowego materiału poziomy film w 16:9 i pionowy w 9:16. Tego typu sytuacje są w dzisiejszych czasach coraz częstsze.
Miłym akcentem znanym z bardziej filmowych modeli jest też dobrze widoczna dioda informująca o nagrywaniu umieszczona na krawędzi między górną a przednią ścianką. Oprócz tego warto wspomnieć też o osobnym przełączniku między trybem fotograficznym i filmowym, który pozwala przy filmowaniu zachować funkcjonalność głównego koła trybów pracy aparatu. Co ciekawe, na koło to wyprowadzono dotychczas obecny w menu tryb filmowania w zwolnionym i przyspieszonym tempie (S&F).
W zasadzie po tak długiej litanii trudno nam znaleźć coś, czego by w kwestiach filmowych modelowi R6 Mark III brakowało. Jeśli już, to są to tryby filmowania w formacie RAW korzystające z mniejszych wycinków matrycy (np. tryb Super 35) oraz wejście na kod czasowy z zewnętrznych źródeł, czyli elementy, które znajdziemy w pokrewnej kamerze EOS EOSC50. Czymś jednak, jak widać, oba te modele muszą się różnić.
Pod każdym innym względem nowy Canon zapowiada się bardzo konkurencyjnie. Zachował on typową dla swojego segmentu rynku cenę, a przy tym oferuje naprawdę rozbudowany i kompletny tryb filmowy, lepszy zarówno od swojego poprzednika, jak i sporej części konkurencji. A przynajmniej tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Ostateczny werdykt wydamy już po przeprowadzeniu pełnego testu nowego modelu.
RF 45 mm f/1.2 STM
Druga dzisiejsza nowość może okazać się prawdziwym hitem systemu RF. Canon przygotował bowiem bardzo jasny, pełnoklatkowy obiektyw standardowy w naprawdę przystępnej cenie. Mowa oczywiście o RF 45 mm f/1.2 STM, który debiutuje wraz z EOS-em R6 Mark III. Nowy instrument pozycjonowany jest pomiędzy RF 1.8/50 a RF 1.4/50 L VCM. W plotkach spotkaliśmy się też z informacją, że prezentuje on poziom starszej, lustrzankowej 50-tki EF 1.2/50 L USM.
Jeśli chodzi o budowę optyczną nowej 45-tki, zastosowano 9 soczewek w 7 grupach, w tym 1 element asferyczny. Zabrakło natomiast fluorowej powłoki na przedniej soczewce, chroniącej przed wpływem wilgoci i brudu. Instrument oferuje też 9-listkową przysłonę (domykaną do f/16) i 45-centymetrową odległość minimalnego ostrzenia (maksymalne powiększenie 0.13x).
Obiektyw jest mały (78×75 mm), lekki (346 gramów) i całkiem dobrze wykonany. Jak widać na poniższych zdjęciach, bagnet jest metalowy, co powinno zapewnić solidne mocowanie do aparatu. Nie ma natomiast mowy o uszczelnieniach, trzeba zatem uważać użytkując obiektyw np. podczas deszczu.
Na obudowie umieszczono przełącznik AF/MF. Oprócz tego mamy pierścień ostrzenia manualnego oraz funkcyjny (programowalny). Gwint przy przedniej soczewce pozwala stosować filtry nakręcane o średnicy 67 mm.
Nowy obiektyw wyposażono w silnik krokowy STM. W praktyce szybkość ostrzenia pozostaje naszym zdaniem umiarkowana i nie robi szczególnego wrażenia. Podczas pokazu, oprócz 45-tki, do zdjęć przykładowych wykorzystywaliśmy instrument 2/85 Macro IS STM. Różnica na korzyść tego drugiego była wyraźnie wyczuwalna – ostrzenie działało błyskawicznie. Co więcej, także celność nowej 45-tki nie rzucała na kolana. Oczywiście, istnieje możliwość, że za taki stan rzeczy odpowiadają kwestie niefinalnych wersji oprogramowania, zarówno w korpusie, jak i obiektywie, o czym zostaliśmy poinformowani na początku konferencji.
Patrząc po wykonanych zdjęciach przykładowych, trudno się wypowiadać nt. ostrości w samych superlatywach. Naszym zdaniem, akceptowalnie w tej kategorii robi się w okolicach f/1.8–2. Większe otwory względne przeznaczone są raczej dla miłośników miękkiego obrazu. Nie unikniemy wówczas winietowania, choć nie jest ono wyjątkowo agresywne. Nowa 45-tka generuje przyjemne dla oka nieostrości, co poprawia ogólny odbiór obrazu. Wrażenie psuje natomiast podłużna aberracja chromatyczna, która potrafi dać się we znaki. Za przykład niech posłuży fragment zdjęcia, dostarczonego przez producenta w materiałach prasowych.
Dostępność i ceny
Obie dzisiejsze nowości wejdą do sprzedaży 20 listopada. Podajemy także sugerowane ceny brutto EOS-a R6 Mark III, dwóch wariantów z obiektywami, a także nowej 45-tki:
Canon EOS R6 Mark III – 12999 zł,
Canon EOS R6 Mark III + RF 24–105 mm f/4 L IS USM – 17999 zł,
Canon EOS R6 Mark III + RF 24–105 mm f/4–7.1 IS STM – 14499 zł,
Canon RF 45 mm f/1.2 STM – 2399 zł.
Plusem z pewnością jest fakt, że na starcie R6 Mark III jest trochę tańszy od swojego poprzednika. W przypadku samego korpusu, różnica wynosi nieco ponad 2200 zł, natomiast w kicie z 4/24–105 – ponad 3600 zł.
Podsumowanie
Podsumowując, z jednej strony EOS R6 Mark III robi wrażenie aparatu, który systematycznie ewoluował i wnosi rozmaite, przydatne użytkownikom zmiany. Głównie widać to na podstawie faktu rozbudowania trybu filmowania, charakteryzującego się naprawdę wysoką funkcjonalnością na tle części konkurencji. Z drugiej jednak, jeśli popatrzeć wyłącznie z punktu widzenia osób fotografujących, jedyną istotną zmianą jest zwiększenie rozdzielczości sensora. Sensora, którego Canon nie zdecydował się wykonać w takiej technologii, by konkurować pod względem szybkości sczytywania danych z takimi bezlusterkowcami, jak Nikon Z6 III i Panasonic S1 II, w których istotnie zredukowano efekt rolling shutter. Zwłaszcza, że R6 Mark III oferuje całkiem imponujący tryb seryjny 40 kl/s, którego potencjał wykorzystamy tak naprawdę dopiero wraz z szybkim sensorem. Dobrze chociaż, że wprowadzono slot szybkich kart CFexpress typu B i pojemny bufor.
Jeśli chodzi o obiektyw, to pomimo nie najlepszego autofokusa, a także umiarkowanej ostrości na f/1.2, ma szanse stać się łakomym kąskiem w portfolio Canon RF. Możliwość zakupienia relatywnie taniego, systemowego obiektywu o jasności f/1.2 to nie lada gratka dla „canonierów”, nawet jeśli ten odstaje od nowocześniejszych, wyżej pozycjonowanych konstrukcji (np. VCM).
Zapraszamy również do obejrzenia galerii zdjęć przykładowych, wykonanych obiema nowościami, czyli EOS-em z podpiętą 45-tką (a także m.in. 2/85).
Wygląda na to, że korzystasz z oprogramowania blokującego wyświetlanie reklam.
Optyczne.pl jest serwisem utrzymującym się dzięki wyświetlaniu reklam. Przychody z reklam pozwalają nam na pokrycie kosztów związanych z utrzymaniem serwerów, opłaceniem osób pracujących w redakcji, a także na zakup sprzętu komputerowego i wyposażenie studio, w którym prowadzimy testy.
Będziemy wdzięczni, jeśli dodasz stronę Optyczne.pl do wyjątków w filtrze blokującym reklamy.